Skocz do zawartości



Zdjęcie

Niska samoocena oraz poczucie własnej wartości i ich udział w nałogu


  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
122 odpowiedzi w tym temacie

#1 io

io

    Maniak

  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1227 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Kalisz, Poznań

Napisany 30.03.2007, 15:22

Proponuję rozpoczęcie dyskusji na temat wpływu niskiej samooceny i braku akceptacji samego siebie na masturbację, erotomanię i nałóg.
Mile widziane będą także wypowiedzi na temat poprawiania samooceny i tego jak uczyć się akceptować i szanować samego siebie.
Proszę nie pisać postów w stylu "zgadzam się.", a także krótkich, zdawkowych odpowiedzi, które nie wnoszą wiele do dyskusji. Zachęcam natomiast do zastanowienia się nad tematem i podawanie własnego punktu patrzenia na tą kwestię.
Ostatnio mam takie marzenie, aby na forum było więcej wartościowych dyskusji i aby, poza pełnieniem roli grupy wparcia, forum mogło także stawać się coraz lepszą bazą wiedzy na temat erotomani i różnych mechanizmów nałogu.

To ja zacznę :)

Brak akceptacji samego siebie może być jedną z przyczyn autoerotyki. Dopóki nie nauczymy się akceptować siebie i zwyczajnie się polubimy, trudno będzie zacząć dawać z siebie coś innym ludziom. Problem polega na tym, że na pewnym etapie rozwoju musimy przenieść skupienie z siebie na innych. Dziecko i nastolatek często są skupieni tylko na sobie. Tzw. święta trójca: ja, mnie, moje (i inne wariacje tych słów) :) . Rozwijanie autoerotyki (poznawanie własnej seksualności, okres dojrzewania) może także wynikać ze skupienia na sobie i jest w pewnym sensie normalne dla pewnego wieku.
Potem przychodzi dojrzewanie, wchodzenie w dorosłość. Jest to dość trudny etap, do którego często musimy wchodzić sami, bez niczyjej pomocy i dlatego popełniamy wiele błędów. Osoba, aby wejść w dojrzałość musi wykształcić w sobie odpowiednią miłość własną, polegającą na samoakceptacji i polubieniu siebie, która stoi w opozycji negatywnej miłości własnej (zaniżone poczucie własnej wartości, ale także narcyzm). Dopiero, gdy kochamy siebie we właściwy sposób, możemy naszą miłość zacząć dawać innym. Następuje pewne odwrócenie się od skupienia się na sobie, a zwrócenie się w kierunku innych ludzi. Normalnie też gdzieś na tym etapie kończy się masturbacja, którą dotąd można traktować z przymrużeniem oka (jeśli nie ma objawów uzależnienia). (wnioski po przeczytaniu Zniszczony obrac Leanne Payne, wyd. "W wyłomie" 2005 r.).
Poza tym brak akceptacji samego siebie prowadzi do wyzwalania negatywnych uczuć, które leżą u podstaw kompulsywne masturbacji.

Jak budować właściwy obraz samego siebie?
To jest trudne pytanie. Przede wszystkim warto rozmawiać z innymi ludźmi i poznawać ich własny sposób patrzenia na siebie. Trzeba dostrzec to, że inni ludzie mają bardzo podobne problemy do nas (często prawie identyczne). Mając taką wiedzę, pojawia się w nas wiara w to, że mój przypadek nie jest jakiś wyjątkowy i dzięki temu możemy uwierzyć w to że zmiana jest możliwa. Często wydaje się nam, że "jestem beznadziejny, a wszyscy inni tacy nie są". Prawda jest taka, że dużo ludzi myśli o sobie podobnie. W tej kwestii często zdarza się, że inni myślą o nas lepiej niż my sami. Warto się temu przysłuchać i zastanowić się czemu tak myślą. Jeśli Twoja odpowiedź brzmi: "bo mnie naprawdę nie znają", to wiedz, że ja mam tak samo :) . Trzeba w pewnym momencie zrezygnować ze złego myślenia o sobie. Ja dużo się zmagałem z samooceną i wiem, że wiele już w tej kwestii się zmieniło.
Zadziwiające jest to, że lubimy o sobie źle myśleć. Czasem mam wrażenie, że sprawia nam to przyjemność. Użalamy się nad sobą "jaki to ja biedny jestem". Po co? Chyba tylko po to, aby inni zwrócili swoją uwagę na nas.
Można także stosować techniki programowania swojego umysłu. Polega to na tym, że systematycznie staramy się zastępować negatywne myśli, pozytywnymi.

ok, może więcej kiedy indziej napiszę :)
pozdrawiam
  • 1

#2 hobby-psychologia

hobby-psychologia

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 426 Postów:
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:Śląsk

Napisany 30.03.2007, 17:36

Trezba się tez uwolnić od toksycznych rodziców, ale w tej sprawie to juz odyłam do Literatury na tym forum do ściągnięcia. Cześto niska samoocena może byc wynikiem toksycznego oddziaływania rodziców,a to wyplenić jets szczególnie trudno.
  • 0

#3 Tomek

Tomek

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 15 Postów:

Napisany 30.03.2007, 21:55

Ach ta samoocena.... :zawstydzony: ! Mam z tym wielki problem:( Ale od kiedy zaczalem walke z onanizmem to zaczalem walke i z niska samoocena(nareszcie!). Tak jak Io napisal ciagle powtarzam sobie(choc juz coraz rzadziej), ze "nie potrafie", "jestem do niczego", "cienias", "lama" itp. Moim sposobem jest jak rowniez i to zaznaczyl Io - programowanie samego siebie. Kiedy dopadaja mnie takie mysli od razu je eliminuje i zastepuje je pozytywnymi. Szczypta wiary w siebie doda smaku i wzmocni efekt, to dziala! Tak samo jak z nalogiem(skutkiem) trzeba intensywnie pracowac nad wlasna niska samoocena(przyczyna). No to chyba tyle ode mnie. Pozdrawiam http://onanizm.pl/pu...tyle_emoticons/default/054.gif
  • 0

#4 Maxsiu

Maxsiu

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 68 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Śląsk

Napisany 30.03.2007, 22:59

Samoocena jest bardzo ważna w walce z nałogiem. Ja stosuję taka taktyke że gdy się onanizuje mówię o sobie jak najgorzej lecz jeśli mam parę zielonych dni mówię o sobie same pozytywne rzeczy. Wiadomo że chce myśleć o sobie w jak najbardziej optymistycznym świetle, wiec chęć do osiągania zielonych dni jest wieksza. U mnie z samoocena jest dość dziwnie, czasem gdy coś mi wychodzi to mówie o sobie guru, lecz gdy zmarwi mnie jakieś niepowodzenie, to wmawiam sobie że jestem do niczego. Bardzo ważne jest też w samoocenie wygląd i dobre samopoczucie. Najlepiej zawsze chodzić ogolonym czystym, i pewnym siebie, to bardzo dużo daje.
  • 0

#5 io

io

    Maniak

  • Autor(ka) tematu
  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1227 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Kalisz, Poznań

Napisany 31.03.2007, 13:09

Znalazłem na sieci stronę, która doskonale oddaje to kim jestem. Myślę że Twórca tej strony ma coś do czynienia z Bogiem, ponieważ wie wszystko o mnie. Myślę że o Tobie też zna całą prawdę.
Przekonaj się sam i wejdź na http://www.youaremighty.com (niestety po angielsku, ale nie jest to trudny angielski) - koniecznie trzeba mieć włączone głośniki i nastawione dość głośno, aby poczuć to kim naprawdę się jest!

Myślę, że ta strona pomoże każdemu poprawić nieco swój wizerunek. Wiem, że to co tam zobaczycie będzie dla Was tak szokujące, że wyprzecie się tego, ale prawdziwa pokora przyznaje się do prawdy a nie zaniża obraz samego siebie!

pozdrawiam :)
  • 0

#6 Gość_Gofer_*

Gość_Gofer_*
  • Goście

Napisany 31.03.2007, 14:29

Fajna muzyczka- taka inspirująca.

W tym co piszesz jest trochę racji. Bóg stworzył nas na Swój obraz i podobieństwo, a więć powołał nas do robienia rzeczy wielkich, powołał na s do świętości.

Piszesz też o pokorze. Ja to pojnuję trochę inaczej. Ja nie jestem potężny, ani wielki. To Bóg jest Wielki i Potężny. Ja jestem tylko, a właściwie aż narzędziem w Jego Rękach i poprzez czynienie tych wielkich rzeczy, do których robiienia mnie stworzyył i powołał mam pokazywać światu Jego Wielkość, Potęgę i Moc.

...a nie moją.

Stronka fajna, inspirująca, pośrednio się zgadzm z tym co przedstawia.
  • 0

#7 lukas85

lukas85

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 62 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:slask

Napisany 31.03.2007, 18:34

Dzięki za fajną stronkę!

A wracając do tematu samoocena i poczucie własnej wartości to klucze do pokonania nałogu dla wielu z nas, anapewno dla mnie. Faktem jest ze trzeba je budować bo same nagle sie nie pojawią. U mnie połaczene to jest z nieśmiałością wiec w budowaniu poczucia wartości pomaga mi wychodzenie do innych, otwieranie się przed drugim. Pomaga mi spojrzeć na siebie z innej strony.
Staram sie dziękować Bogu za to że mnie stworzył i jakiego mnie stworzył, za dobro które otrzymałem i które dałem. W ogóle pomaga mi postawa dziekczynienia, szczególnie wtedy gdy trudno jest dziekowac bo wydaje sie że nie ma za co.
  • 0

#8 io

io

    Maniak

  • Autor(ka) tematu
  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1227 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Kalisz, Poznań

Napisany 01.04.2007, 22:24

Niska samoocena i zachowania seksopochodne, które nasze sumienie uznaje za złe czasem stają się takim samonapędzającym kołem. Z jednej strony dopada nas złe myślenie o sobie i negatywne emocje. Wtedy najłatwiej chwycić za krocze. To z kolei prowadzi do tego, że myślimy o sobie jeszcze gorzej. I tak dalej.
W zdrowieniu na pewno trzeba przerwać ten ciąg. Należy starać się zachować abstynencję, ale jednocześnie trzeba pracować nad swoim życiem i schematami myślowymi. Zmiana sposobu myślenia wymaga czasu i samozaparcia. Pomimo upadków trzeba myśleć o sobie pozytywnie. Trzeba mieć dystans do siebie, którego nam bardzo często brakuje. Przypominam sobie moje posty w trakcie ciągów - czuję że kryje się za nimi beznadzieja i przygnębienie. Niewiara w to, że może się udać. Warto pisać o negatywnych emocjach i myślach jakich doświadczamy, ale starajmy się to traktować terapeutycznie: czyli mówię o tym, aby spojrzeć na to obiektywnie i pozbawić tych myśli mocy. Następnie trzeba je zastąpić właściwymi i - uwaga - prawdziwymi!
Dla mnie jako dla osoby wierzącej sprawa wygląda tak: "zgrzeszyłem! cóż, Jezu, przebacz mi... dziękuję Ci za to, że umarłeś też za ten grzech... dziękuję, że wiedziałeś o tym że upadnę, że nie zaskoczyłem Cię... dziękuję za to, że Ty pomimo tego wybrałeś właśnie mnie... dziękuję, że jestem usprawiedliwiony nie ze względu na to jaki jestem i co robię, ale dlatego, że Ty umarłeś za mnie, dziękuję, że gdy Ty patrzysz na mnie, to patrzysz przez pryzmat Twojego Syna Jezusa i w Twoich oczach jestem sprawiedliwy." Prosta konfrontacja mojego sposobu myślenia z Biblią.
Ok, a co jeśli ktoś nie jest wierzący? Też da się myśleć o sobie pozytywnie. Wg mnie nie będzie to miało takiej siły, jak dla osoby wierzącej oparcie się na tym co mówi Bóg, ale cóż ;) . "Tonący brzytwy się chwyci" :D .
Można sobie taki dialog ze sobą przeprowadzić: "eh, gleba, znów. Cóż, ale przecież to nie jestem cały ja. Przecież uwielbiam jeździć na rowerze! Poza tym ostatnio mojemu przyjacielowi powiedziałem coś, co go zbudowało. Ha! Pomogłem komuś! To na pewno wyrządziło więcej dobrego, niż moja gleba złego. Przecież od tego się świat nie zawali. Zapominam o tym i żyję dalej, nie pozwolę aby to zniszczyło moje życie, dlatego będę myślał o sobie pozytywnie. Mogę mieć wpływ na ludzi, którzy żyją dokoła mnie, mogę mieć wpływ na świat, mogę sprawić, aby stał się lepszym miejscem, wystarczy tylko, że zacznę coś robić. Coś drobnego! Mogę biednemu kupić chleb. Tyle ludzi cierpi na ziemi, tylu umiera z głodu, a ja się załamałem, moje życie straciło sens dlatego, że kilka razy upadłem? Chłopie, przecież to jest śmieszne, bierz się w garść, jest tyle pięknych rzeczy na świecie, tyle dobra do zrobienia. Mogę to uczynić, dam radę. Skoro innym się udało, to mi też się uda. Mój kraj potrzebuje ludzi odważnych, ludzi z zasadami, ludzi którzy nie będą przynosili wstydu Polakom. Może zostanę kiedyś wybrany na posła? Wtedy chcę być nieskazitelnym człowiekiem. Chcę być osobą która służy temu krajowi! A ja się taką bzdurą przejmuję... jaki ja głupi byłem! Tfu! MĄDRY jestem :D "

To tyle rozważań na dziś :) . Ciągle zapraszam resztę do włączenia się do dyskusji :) . Piszcie o tym jaki wpływ może mieć postrzeganie siebie na życie, jak można to zmieniać i co tam Wam ślina na palce na temat przyniesie :)

pozdrawiam
  • 0

#9 arw

arw

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 125 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Chojnice / UK

Napisany 02.04.2007, 01:15

Chcę być osobą która służy temu krajowi!


Wow. To implikuje, że jesteś uzależniony od ludzi, społeczeństwa, pragniesz akceptacji, zrobisz dla ludzi dużo, chcesz być sługą społeczeństwa, jesteś poddany programowi społecznemu, życie staje się matrixem ;) A na samym początku pisałeś o akceptacji samego siebie, lubieniu siebie, co się wiążę z szacunkiem samego siebie...

Zapewne wielu pomyśli, że moje myślenie jest egoistyczne, ale dla mnie w pierwszej kolejnosci licze się ja (w końcu trzeba szanować samego siebie i być ze sobą szczerym, nie ukrywając WŁASNYCH potrzeb i pragnień, czy celów), dopiero pózniej mogę dopuszczac ludzi do siebie i coś tym ludziom od siebie dawać, a już na pewno nie mam zamiaru nikomu służyć, tymbardziej nie krajowi.



Pozd.
  • 0

#10 hobby-psychologia

hobby-psychologia

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 426 Postów:
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:Śląsk

Napisany 02.04.2007, 14:05

Io napisał:
"Mogę mieć wpływ na ludzi, którzy żyją dokoła mnie, mogę mieć wpływ na świat, mogę sprawić, aby stał się lepszym miejscem, wystarczy tylko, że zacznę coś robić. Coś drobnego! Mogę biednemu kupić chleb. Tyle ludzi cierpi na ziemi, tylu umiera z głodu, a ja się załamałem, moje życie straciło sens dlatego, że kilka razy upadłem? Chłopie, przecież to jest śmieszne, bierz się w garść, jest tyle pięknych rzeczy na świecie, tyle dobra do zrobienia. Mogę to uczynić, dam radę. Skoro innym się udało, to mi też się uda. Mój kraj potrzebuje ludzi odważnych, ludzi z zasadami, ludzi którzy nie będą przynosili wstydu polakom. Może zostanę kiedyś wybrany na posła? Wtedy chcę być nieskazitelnym człowiekiem."

Przecież to jest służenie krajowi. I jak najbardziej zdrowe proporcje. Każdy, kto ma zdrowe podejście do siebie, w którymś momencie zacznie służyć. Z dwu powodów - bo gdy jest w nałogu to bierze zamiast dawać, a służba człowiekowi jest czymś odwrotnym niż samo tylko branie, a poza tym prawdziwym przeznaczeniem człowieka jest dawać, bo człowiek jest przeznaczony do czego? no właśnie, do czego? - Do miłości. A czym jest miłość? Dawaniem. Inaczej dajesz siebie żonie/mężowi, inaczej ludziom w pracy, wreszcie inaczej - krajowi (nie należy go tutaj identyfikować z politykami), ale to jest wszystko dawanie, wszystko miłość, tylko że za każdym razem pokazywana inaczej. bez miłości byśmy nie byli ludźmi przecież. Więc io dobrze myśli, jak najbardziej (hehe, miło nie być postów typu "zgadzam się", no ale ja sie zgadzam, a że to uargumentowałam, to post chyba przejdzie....

Ten post był edytowany przez io dnia: 02.04.2007, 15:53
literówki - io

  • 0

#11 lolo1975

lolo1975

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 245 Postów:
  • Skąd:z daleka

Napisany 03.04.2007, 11:07

Tak, a ja dorzucę swoje 3 spostrzeżenia związane z samooceną:

1. Gdzieś ostatnio usłyszałem/przeczytałem żeby przestać patrzeć na ludzi w kategoriach lepszy/gorszy. Starajmy się patrzeć na ludzi w kategorii 'inny'. Tak. Tylko 'inny' - nie lepszy/gorszy.
Gdy tak popatrzymy - okazuje się że my też nie jesteśmy gorsi czy lepsi - też jesteśmy po prostu 'inni'. I to jest pozytywne. Mam swoje 'ja', mam swoje wady i zalety, jestem niepowtarzalny, każdy jest niepowtarzalny, nie jestem ani lepszy, ani gorszy. Ocenę lepszy/gorszy zostawmy Komuś innemu - chyba wiecie o Kogo chodzi ?

2. Toksyczni rodzice (pisała hobby-psychologia) - znam. Przechlapane.
Wcisną Ci poczucie winy, poczucie że wszystko robisz źle. Wszystko, nawet to że myślisz o nich jak o toksycznych rodzicach - to też robisz źle.
Jeszcze nie wiem jak skutecznie z nimi walczyć.

3. Szukamy akceptacji siebie i tego co robimy u innych. Pomalowałem pokój na zielono - podoba mi się ten kolor. Ale szukam potwierdzenia u innych. Przychodzą goście i pytam czy im się podoba. Jeśli się podoba - jestem szczęśliwy. Ale jeśli ktoś powie 'brzydki' - to już nie jestem szczęśliwy. Zaczynam uważać że faktycznie brzydki kolor. Jestem zależny od opinii innych ludzi.
Z tym też trzeba walczyć, trzeba się nauczyć cieszyć własnymi wyborami !! i nie szukać akceptacji u innych.
  • 0

#12 hobby-psychologia

hobby-psychologia

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 426 Postów:
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:Śląsk

Napisany 03.04.2007, 11:35

Jak walczyć z toksycznymi rodzicami? Uporem. Zresztą w książce, o której pisałam, są na to sposoby.
  • 0

#13 poe

poe

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 95 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:jestem z miasta

Napisany 03.04.2007, 14:02

Ja miałem problem z niska samooceną, między innymi z powodu masturbacji, ale tez i z faktu, ze często mi dokuczano i czułem się jak szmata (bez skojarzeń z prostytucją). Ale znalazłem na to metodę.

Trenuję judo. Daje mi to pewność siebie i odwagę, a co za tym idzie wysoką samoocenę. Polecam! To na prawdę dobre i skuteczne!

Poza tym, to chyba oczywiste jest, że dopóki nie uwierzymy w swoje zalety i nie dostrzeżemy ich, to będziemy się żalić na tym forum ze mamy niską samoocenę.

Polecam nauczyć się podrywać dziewczyny. Ale takie naprawdę trudne i piękne. To są chwile pełne adrenaliny, bo ja czuję strach na randce. Wysiłek dla inteligencji. Dobre to jest.

Niska samoocena jest do zmienienia. Ja to zmieniłem tak ja napisałem wyżej.


pozdro

[wymoderowałem literówki. Pozdrawiam Makulko]
  • 0

#14 makulko

makulko

    Inspector

  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1740 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Łódź

Napisany 05.04.2007, 10:13

Niskie poczucie wartości jest szczególnym źródłem uzależnienia. Każdy potrzebuje być kochanym, każdy potrzebuje miłości, przyjaźni, wsparcia drugiego człowieka. Jeżeli mamy niskie poczucie wartości to oznacza to tyle, że nie uważamy się za wystarczająco dobrych, zdolnych, pięknych, zaradnych, aby zawalczyć o miłość, o drugiego człowieka, o partnera. Nie czujemy się godni tego, by z kimś się związać, wydaje się nam, że nikt nas nie zechce. To jest raczej na głębokim poziomie, wcale nie musi być uświadomione. Toksyczni rodzice jak pisze hobby i oxan, czy też złe relacje z rówieśnikami w dzieciństwie generują takie myślenie. Niepowodzenia i porażki pogłębiają je. Poddajemy się zatem, przestajemy walczyć w sferach, gdzie uważamy się za gorszych, co powoduje dalsze niepowodzenia i ugruntowanie tego przekonania. W ramach odreagowywania, wpadamy też czasem w skrajności... uważamy że jesteśmy wyjątkowi, nadajemy niewielkim sukcesom przesadne znaczenie, nie umiemy realnie na nie spojrzeć. Przykładem niech będą Ci z nas, którym udało się wytrwać jakiś krótki czas w abstynencji i padają. I co? Upadek przekreśla często wiarę w sens zmagań. Wracamy niepotrzebnie do punktu wyjścia. To dowodzi właśnie braku wiary w siebie.

Uzależnienie od pornografii i fantazjowania jest z tym związane. Pisze o tym Eldridge w Dzikim Sercu. Pornografia uzależnia, bo każdy potrzebuje drugiego człowieka. Szczególnie dotyczy to uzależnienie mężczyzn. Jeśli ktoś nie wierzy w siebie, i w to, że jest w stanie sprostać wymaganiom w prawdziwym związku to przestaje o partnera walczyć. Przestaje się starać. My przestajemy zdobywać. Kobiety przestają uwodzić partnera. Szukanie nowych wrażeń jest właśnie takim poddaniem się. Po co mam się męczyć, skoro i tak mi się nie uda? Potrzeba jednak pozostaje, pozostaje pustka którą trzeba jakoś wypełnić. Pornografia daje złudną obietnicę zaspokojenia tej potrzeby, za darmo. Nie zaspokaja? To szukamy mocniejszych wrażeń. To jest złudzenie poczucie prawdziwej tożsamości, daje fałszywe poczucie własnej siły i możliwości.To świat fantazji, nierealny. Zagłębiając się w nałogi jednocześnie oddalamy się od rzeczywistości. Powstaje błędne koło itd, itp.

Jaki sposób na niską samoocenę? Dążyć do samopoznania aby zrozumieć swoje rzeczywiste potrzeby a nie takie, które wmawiają bądź sugerują nam inni, mierzyć się z odpowiednimi dla siebie wyzwaniami a nie uciekać od nich, wyjść do ludzi i zaprzyjaźnić się nimi, stopniowo budować swoją pozycję, a przede wszystkim działać: nie załamywać się niepowodzeniami i nagradzać się i cieszyć z sukcesów.

Może trochę uogólniłem, ale tak widzę mechanizm udziału poczucia niskiej wartości w tym uzależnieniu.

Różne ps'y:

Proszę nie pisać postów w stylu "zgadzam się."

Zgadzam się :)

Mój kraj potrzebuje ludzi odważnych, ludzi z zasadami, ludzi którzy nie będą przynosili wstydu Polakom. Może zostanę kiedyś wybrany na posła?

ojoj, na posła to chyba nie jest najlepszy pomysł.... ale zgadam się z Hobby ;)
  • 0

#15 butterfly

butterfly

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 231 Postów:
  • Płeć:Kobieta

Napisany 10.04.2007, 13:54

Chyba powinnam wreszcie coś napisać skoro byłam 'inspiracją' tego tematu :)

Zastanawiałam się skąd się bierze niska samoocena, czy to wynik braku wiary rodziców w dzieci, czy to wina szkoły, srodowiska czy tylko samego człowieka.Osobiscie mysle, ze samoocena ksztaltuje sie juz w dziecinstwie i duzy wplyw maja na nia rodzice. Moi chyba sie nie spisali, hehe. A pozniej to juz lawinowo idzie, jedna rzecz nakreca drugą, niska samoocena -> niepowodzenia ->niska samoocena.
Niestety przejawia sie ona w każdej dziedzinie życia i ma duzy wplyw na nie. U mnie np. wplywa na to, ze nie podejmuje żadnych nowych wyzwań, na wszystko z góry odpowiadam 'nie' (nie wiem, nie umiem) nawet nie mysle o tym zeby sprobowac. W ten sposób tracę wiele szans.
Co do wplywu na masturbacje to zgadzam się w 100% z makulko. Tak też jest u mnie, myśle, że nie warto się starać o drugą osobę bo:
1. I tak się nie uda
2. Jak sie nie uda bedzie bolało

a przecież jest duzo łatwiejszy i niewymagający sposób zaspokajania potrzeb fizycznych ( ale tylko fizycznych), jednak zadowalam sie tym substytutem, bo pozwala zapomnieć na chwile o tym czego tak naprawdę pragnę a czego miec nie bede.

Co do 'leczenia' podobno samoakceptacja, trzeba pokochać samego siebie, bo jeśli nawet sami siebie nie pokochamy/polubimy to dlaczego miałby to zrobić ktoś inny (wydaje mi sie to logiczne). Tylko jak to zrobic...?
  • 0

#16 Gość_Szaszek_*

Gość_Szaszek_*
  • Goście

Napisany 28.06.2007, 22:49

U mnie nałóg(?) wziął się z niskiej samooceny, wszędzie widziałem problemy nie widzialem wyjścia, ot takie pogożelisko zamiast krainy mlekiem i miodem płynącej, do tego poczucie niezrozumeinia z otaczającego świata, w domu problemy rodzinne i finansowe, grosz do grosza i wyszła kokosza, i to jaka! O ile w pewnym momencie życia uświadomiłem sobie, ze nie żyje za kare na Ziemii, to powoli zaczałem zmieniać swoje życie, jednak ten problem pozostał i jest on ściśle związany z niska samooceną, bo widzę po sobie że czerwone dni są związane również z moim patrzeniem na siebie...
Z rodzicami już jest dużo lepiej, sami dojrzeli, problemy sie prostują, więc mam nadzieje ze i ten sie wyprostuje, czasami skrajnie tak wychodzi, ze karałem się tą chwilowa przyjemnością.
Tak samoakceptacja to klucz, takei ćwiczenie, rano wstając do lustra powiedzieć "KOCHAM CIĘ" ^^
  • 0

#17 Gość_nowy1985_*

Gość_nowy1985_*
  • Goście

Napisany 01.07.2007, 14:45

Chciałem wam serdecznie podziękować za ten post. Też mam ten problem nie jest on związany z moja nieśmiałością ale pechem w życiu. Dziś tez sie "upodliłem" bo czułem sie fatalnie. Poprostu jestem sam i to mi bardzo doskwiera i w nałogu chyba znalazłem odskocznie. W dodatku moja samoocena naprawdę jest niska bo umiem znaleśc w sobie więcej minusów niz plusów. Ale po przeczytaniu tego postu zobaczyłem jaki byłem głupi.Postaram sie zmienić szukać w sobie więcej plusów niż minusów i wreszcze nie być sam. Pozdrawiam
  • 0

#18 cqk

cqk

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 2 Postów:
  • Skąd:ze Wschodu

Napisany 10.07.2007, 00:14

Jest jeszcze kwestia (przy okazji witam, bo to mój pierwszy post tutaj) myślenia - nikomu na mnie nie zależy, więc najwyraźniej jestem nic nie wart, więc mi też nie musi zależeć na samym sobie i mogę robić co mi się podoba, w tym samemu się upodlić, pognębić, poniżyć, a co to komu przeszkadza. Wtedy mam pewność, że mam rację, że jestem nic nie wart i jednocześnie to nic dziwnego, że nikomu na mnie nie zależy. Oni (reszta świata) też mają rację, że się ze mną nie zadają i wszystko jest OK. Bo gdybym miał jednak jakieś zalety, to na pewno byłbym powszechnie uwielbiany.

W żaden sposób nie potrafię sobie z takim myśleniem poradzić. Po prostu brakuje mi argumentów przed samym sobą.
  • 0

#19 halo_in_reverse

halo_in_reverse

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 259 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 10.07.2007, 14:24

Jest jeszcze kwestia (przy okazji witam, bo to mój pierwszy post tutaj) myślenia - nikomu na mnie nie zależy, więc najwyraźniej jestem nic nie wart, więc mi też nie musi zależeć na samym sobie i mogę robić co mi się podoba, w tym samemu się upodlić, pognębić, poniżyć, a co to komu przeszkadza. Wtedy mam pewność, że mam rację, że jestem nic nie wart i jednocześnie to nic dziwnego, że nikomu na mnie nie zależy. Oni (reszta świata) też mają rację, że się ze mną nie zadają i wszystko jest OK. Bo gdybym miał jednak jakieś zalety, to na pewno byłbym powszechnie uwielbiany.

W żaden sposób nie potrafię sobie z takim myśleniem poradzić. Po prostu brakuje mi argumentów przed samym sobą.

Witaj na forum! :)

Nawet, jeżeli starasz się, abyś był nic nie wart, to nigdy ci to nie wyjdzie. Nie można tego osiągnąć, każdy człowiek jest wartościowy. Ma prawo mieć potrzeby, pragnienia, marzenia, ma prawo żyć. Dodatkowo, ocena "wartości" człowieka jest bardzo subiektywna. To, że dla mnie wymalowana zawodząca dziewczyna z klipu w telewizji nie jest nikim specjalnym nie znaczy, że dla tysiąca innych osób może być specjalnym. I tak na dobrą sprawę, to nie ma na świecie człowieka, który miałby aż tak idealny, żeby innych oceniać, czy są wartościowi, czy nie. I sami też nie możemy siebie tak oceniać.

nikomu na mnie nie zależy, więc najwyraźniej jestem nic nie wart

To zależy od ludzi. Na pewno trafiasz w swoim życiu na liczną grupę charakteryzującą się tym, że interesują ich ludzie tacy, którzy im się "przydadzą" - do piwka, do papierosków, na dyskotekę itp. A przecież nie o to chodzi, żebyśmy byli wobec siebie interesowni.

więc mi też nie musi zależeć na samym sobie i mogę robić co mi się podoba, w tym samemu się upodlić, pognębić, poniżyć, a co to komu przeszkadza

Musisz umieć sam dla siebie być dobry, bezwarunkowo. Musisz siebie pokochać. Umieć wybaczyć sobie i zająć się sobą. To nieracjonalne zachowanie, ono ciebie niszczy - wyobraź sobie społeczeństwo, w którym wszyscy tak robią.. Nie ma sensu niszczyć siebie, za to jest sens mieć dla siebie szacunek i o siebie dbać.

Bo gdybym miał jednak jakieś zalety, to na pewno byłbym powszechnie uwielbiany.

Nie musi tak być. Każdy ma zalety, a nie wszyscy są powszechnie uwielbiani. Są osoby wspaniałe, ale nielubiane, dlatego, że nie pasują do ogółu.

Argument? Nie ma sensu siebie niszczyć. Każdy z nas jest jakimś materiałem na dobrą osobę. Nie można tego zmarnować. Jakie masz korzyści z upodlania siebie, daje Ci to coś? Tylko pogrąża. Takie zachowanie jest nieracjonalne. Nielogiczne. Wyobraź sobie, co by było, gdybyś postępował tak do końca życia, co by było, gdyby każdy tak robił. To prowadzi do nikąd.

Pozdrawiam
  • 0

#20 Gość_kumiho_*

Gość_kumiho_*
  • Goście

Napisany 28.07.2007, 14:40

Samoocena jest ważną rzeczą w kwestii tego kim jesteś. więc jak starasz się dostosować do innych to jesteś więźniem społeczności a gdy myślisz o sobie jesteś samolubem. Więc jaki jest złoty środek. Odpowiedz jest prosta po pierwsze pozytywne myśli wobec siebie i świata ale nie bez przesady tak 50 na 50. A więc gdy czujesz się źle ( to z moich doświadczeń) myślisz o kimś ważnym tobie lub o tym co możesz zdziałać w chwili obecnej. Chociaż czasami nie ma takiej rzeczy więc robisz coś co sprawia tobie przyjemność i ważne jest aby takie coś znaleźć prędzej czy później zainteresowanie po prostu.A gdy czujesz się dobrze to po prostu wychodź z domu i tak jak choćby ja siadnij na ławce pomyśl o czymś fajnym aż przestaniesz myśleć. Inni będą patrzeć na ciebie więc uodparniasz się na to co mówią. jesteś cicho więc słuchasz ale nie myślisz o tym. Wracasz i zapominasz. Uczysz się słuchać i nie czuć to co mówią inni. To ważne. Może trochę się pomieszałem w tym co pisze ale staram się to wyrazić w tym tekście.

Pozdro
  • 0


0 użytkowników czyta ten temat

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych użytkowników

 

Zainspiruj się i działaj - szkolenia online