Skocz do zawartości



Zdjęcie

Przyczyna nałogu onanizmu

przyczyny

  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
168 odpowiedzi w tym temacie

#41 WalterAlfa

WalterAlfa

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 141 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Śląsk

Napisany 24.01.2009, 23:23

Jestem przekonany, że nie znajdę u siebie żadnego innego problemu. Nie brakuje mi miłości, pieniędzy, seksu, czasu na rozwijanie własnych zainteresowań... Jestem szczęśliwy.

Po prostu kiedyś zacząłem "bo było fajnie" i niestety tak już zostało...

No właśnie czasami chyba przyczyna jest tak banalna. Ja też przez dwa dni starałem się znaleźć jakieś wytłumaczenie "dlaczego zacząłem" ale nie znalazłem. Po prostu tak jak wyżej napisane. Co jednak nie zmienia faktu uzależnienia. Tylko może łatwiej wyjść, bo wystarczy z tym skończyć. Mam nadzieję, że tak jest bo inaczej będzie kiepsko nie mogąc znaleźć przyczyny :dontgetit:
  • 0

#42 Gość_marcopolo72_*

Gość_marcopolo72_*
  • Goście

Napisany 25.01.2009, 00:41

witajcie,
(...) ....w naszym zyciu istnieje cos, co nas nurtuje, nie daje nam spokoju, z czym nie dajemy sobie rady, co sprawia, ze nie mozemy czuc sie w pelni szczesliwi - a onanizm pozwala nam choc na chwile uciec od tej rzeczywistosci. I nie chce tutaj glosic pesymistycznych hasel, ale niestety - spojrzmy prawdzie w oczy - jesli nie wyeliminujemy tego problemu, zerwac z onanizmem bedzie nam bardzo ciezko.

Nie chce tu uogolniac, bo kazda osoba jest przeciez inna i moze inaczej patrzy na ten problem, ale wydaje mi sie ze w znaczej wiekszosci przypadkow - a na pewno w moim - onanizm nie jest juz zwyklym zwaleniem konia dla przyjemnosci, lecz jest ucieczka od rzeczywistosci, od problemu. Mysl "zmasturbuj sie" nie przychodzi do mnie w sytuacji gdy zobacze piekna kobiete, lecz gdy cos jest nie tak, kiedy przytlacza mnie jakis problem, kiedy jest mi zle... W tej sytuacji bardzo trudno jest sobie odmowic, kiedy wszystko dookola przestaje cie cieszyc.


Problemy sa i beda, nie uciekniemy od nich, tak jak nie potrafimy uciec przed podnieceniem, ono pojawia sie.... niezaleznie od ciebie (chodzi mi o normalne reakcje, nie wymuszone). Al nie mozna od nich uciec, bo i tak cie dopadna... A gdy przerosna, jak znasz wyjscie z nich pod taka postacia: onanizm, porno, papierosy, alkohol, narkotyki, hazard, zakupy, sex, itd. - to stosujesz je w zyciu.

...w naszym zyciu istnieje cos, co nas nurtuje, nie daje nam spokoju, z czym nie dajemy sobie rady, co sprawia, ze nie mozemy czuc sie w pelni szczesliwi

. Gdy tak jest, wtedy latwo siegnac po onanizm i porno.

[onanizm pozwala nam choc na chwile uciec od tej rzeczywistosci.

Masz racje, ze

- jesli nie wyeliminujemy tego problemu, zerwac z onanizmem bedzie nam bardzo ciezko.

uciekamy od rzeczywistosci w swoj wyimaginowany swiat...przyjemnosci.
po co sie martwic, tu tak przyjemnie...
NIE!PRZYJEMNIE TO BYC WOLNYM, CZYSTYM I NORMALNYM -CZYLI OKAZYWAC UCZUCIE INNYM, AKCEPTOWAC SIEBIE I INNNYCH, MIEC ZDOLNOSC EMPATII. PODEJMOWAC DZIALANIA W REALIZOWANIU SWYCH ZAMIERZEN I USUWANIU PROBLEMOW. NIE JESTESMY ANIOLAMI, ANI SWIETYMI!DAZYC DO CELU, ALE NIE ZA WSZELKA CENE I NIE POTRUPACH!
BYC POZYTYWNIE NASTAWIONY DO ZYCIA I LUDZI ...I SIEBIE!

Ten post był edytowany przez marcopolo72 dnia: 25.01.2009, 00:43

  • 1

#43 Tux

Tux

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 85 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 25.01.2009, 01:09

Marco, Twój ostateczny wniosek to czysta prawda :) Muszę sobie je gdzieś zapisać, bo po prostu do mnie przemawiają. Prawdziwa przyjemność nie może mieć jednej, i to w dodatku egoistycznej, pustej i prostackiej podstawy jaką jest m. i p. Można sobie wmawiać że to nieprawda, ale "na trzeźwo" okazuje się, ze było się w błędzie i te słowa to czysta, niepodważalna prawda.
  • 0

#44 ja_klaudiusz

ja_klaudiusz

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 1 Postów:

Napisany 29.01.2009, 23:49

Czytam od paru dni to forum, bo jestem jednym z was - zagubiony w siatce rozwyrajacych napiec wewnetrznych, sponiewierany zbyt licznymi probami ich lagodzenia. I samo czytanie waszych slow mi pomaga tych napiec sie pozbyc. Doslownie czuje, jak w ciagu kilkunastu minut sztafeta hormonow wygasa. Troche juz przezylem, ale malo mnie tak wielce zdumialo. Dlaczego tak sie dzieje?

Piszecie o roznych powodach - o przeszlosci, dziecinstwie, samym czasie trwania nalogu. Jedni pisza, ze nalog sam sie nakreca, inni - ze ma zewnetrzna przyczyne. Obie strony moim zdaniem maja przynajmniej troche slusznosci, przynajmniej w odniesieniu do mnie.

Wszystkie te kwestie - traumy, osobowosc, upadki - wzmagaja we mnie stan wewnetrznego rozdarcia. Tworza napiecia, ktore czasem moge niemal palcami pod skora znalezc, dokladnie tu, tyle a tyle centymetrów miedzy skroniami czy na kregoslupie. Te napiecie, to chyba to samo, co stan "chce byc normalny, lepszy, wolny". To ostanie - byc normalnym, wolnym, to chyba ukryte lub jawne pragnienie kazdego z nas. Mnie to jednak uderzylo, ze to "chce byc" to troche jakby, ze chce byc "inny", inny niz teraz. Dlaczego? Bo "teraz" jestem "niedobry"? A kto mi tak kaze, kto mnie tak ocenia? Dobre wychowanie, moralnosc, supertata w mojej glowie, ambicja, proznosc - pewnie po trochu.

Czytajac to forum, przestaje czuc ten przymus. Przestaje czuc, ze musze. Ze musze byc taki, a taki (co niesie od razu domysl: nie jestem, a to zle). I oto gdy znajduje sie w otoczeniu ludzi podobnych, nagle ten nalog staje sie "normalny", w sensie "oni przechodza cos podobnego". Pewnie to jakis pozytywny syndrom terapii grupowej :) Dosc, ze czytajac to forum, zmniejszam presje na siebie, przestaje tak panicznie uciekac przed samym soba, lepiej mi z tym, kim jestem. I paradoksalnie, wcale mnie to nie spycha w strone buty, proznosci i upadku, a wrecz przeciwnie.

Dla wprawnego psychologa wniosek bedzie pewnie taki: no tak, ten gosc to ma wyczulona potrzebe spolecznej akceptacji, na tym forum troche balsamu znalazl w tym zakresie i mu dobrze. Ukoil swoje napiecia. Inny gosc ma napiecia na tle akceptacji siebie, jeszcze inny na tle przezywania emocji. Dla kazdego cos milego. Pytanie jednak: moze osia tego calego zgielku i to nie tylko w moim przypadku, jest zwyczajny brak zgody z samym soba, nieswiadoma presja nakazujaca byc kims innym, niz sie jest? Podsycana zarowno przez czas trwania nalogu, rozne urazy, kompleks nizszosci czy brak empatii. Swoiste "chce" tak nagminne, ze bedace tylko zakamuflownym "musze", szeptane az do kresu sil ustami popekanymi, jak pustynia Gobi?

Nawet jesli znow minalem prawdziwe rozwiazanie moich problemow o te kilka centymetrow, to i tak winien jestem wdziecznosc, ze pare dodatkowych krokow w strone tego rozwiazania udalo sie wykonac ;)
  • 1

#45 Gość_marcopolo72_*

Gość_marcopolo72_*
  • Goście

Napisany 29.01.2009, 23:57

i tak trzymaj, krok po kroku, az do zwyciestwa...
Dziekujmy za kazdy razem

...ze pare dodatkowych krokow w strone tego rozwiazania udalo sie wykonac ;)

Oby bylo ich najwiecej.
pozdrawiam

Ten post był edytowany przez marcopolo72 dnia: 30.01.2009, 00:05

  • 0

#46 marek22

marek22

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 32 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Bydgoszcz

Napisany 13.03.2009, 18:53

Witam. Wybaczcie mi, ze przeczytalem tylko pierwszą połowę tego wątku. Ale jak większość z was wchodzę tu po upadku. Ten wątek jest trafem w dziesiątkę. Mam katastrofalną sytuacje w domu. Moje chora na nerwy matka, wygania mnie z dziecmi na ulice co jakiś czas i tak sobie myśle, że może nie do końca jestem zaplutym demonem o świńskim ryju, a czyny te ktorych sie dopuszczam, jak uważam w całości są następstwem niemocy i obiektywnych nieszczęść, o których nie będę tu pisał bo nie mam (to szkoda) teraz czasu.

Na początku było napisane, że najpierw trzeba w zyciu uporządkować swoje sprawy...
Jak wiadomo, nie każdy może odwrócić fatum nad nim wiszące, różnego rodzaju poniżenia czy kompromitacje ale choroby dręczące kogoś nie winnego itd itd...
Wtedy pojawia się to co nazywa się buntem. Są jednak i tacy którzy nie poddadzą się "wzburzeniu" i nie Zbuntują się. DLa tego moje pytanie jest : Jak ulec złemu losowi, Woli Bożej zupełnie nie zgodnej z naszą aby się nie oburzać?! Jak stać się bezwolnym ciałem dryfującym inercyjnie w obojętnie którą stronę ?
Stać się swiętym ?

....


Może nie do końca, bo mechanizm jest prosty, jest cios i następuje reakcja odwetowa, jakakolwiek, no i własnie jeden idzie sie nachlać inny idzie się bić a jeszcze inny włącza porno... Odreagowanie jest psychologiczną normą, wiec tym bardziej pytanie jest - jak wyłamać się z normy "psychologicznej"?
CHyba nie łatwo. Nie ważne.

Ja bardzo kocham Boga i robie Mu te rzeczy...niestety.

I nie wiem jak przestać. Nie uporządkuje sobie życia, jak większość ludzi, bo to nie wykonalne. Trzeba walczyć w tych warunkach jakie są. Jeżeli Boga by nie było pomiędzy grzesznikami to nie widzę żadnych opcji wygrania tej wojny...

Chwała stronie "Onanizm.pl".
  • 0

#47 Marszczyfred

Marszczyfred

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 1 Postów:

Napisany 21.05.2009, 14:17

Cześć wszystkim forumowiczom! Na początek chciałbym się przedstawić, nazywam się Antoni i pochodzę ze środkowo-wchodniej Polski. Nie baczcie krzywym okiem na mój dość mocno groteskową ksywkę albowiem chumorzasty ze mnie człowiek i bardzo często traktuję swoją przypadłość z dystansem :) . Niedługo będę obchodzić swoje dwudzieste trzecie urodziny i w związku z tym wybije niechlubna, dziesiąta rocznica, odkąd pierwszy raz dopuściłem się onanizmu. Okoliczności tamtego zdarzenia nie pamiętam dokładnie, ale z pewnością nie to jest najważniejsze.
Dlaczego uprawiam masturbację? Wielokrotnie przypisywałem tej słabości napiętą atmosferę rodzinną, objawiającą się graniczącą z pogardą, oschłością ojca do nas wszystkich, a także częste ataki depresyjne matki. Drugim, nieco mniej ważnym, aczkolwiek istotnym punktem jest moja całkowita blokada psychiczna, polegająca na niemożności nawiązania znajomości z płcią przeciwną w celu matrymonialnym. Próbowałem już wszystkiego, od rozmów z doświadczonymi znajomymi po wizytę u psychiatry. Jakoś nic do tej pory nie pomogło. Szczerze mówiąc, straciłem już jaką kolwiek nadzieję na poprawę tej sytuacji i nie bardzo już się tym przejmuję. Przywykłem do tego. Jednak z drugiej strony ciągle jestem dobrej myśli, że kiedyś uda mi się zerwać z tym nieznośnym nałogiem, jakim jest onanizm i wyeliminować poczucie winy związane z nim.
Jak wygląda moja słabość? Otóż, wygląda, jak wygląda. Wstyd pisać, no ale przecież od tego jest forum. Zdarzało mi się całymi tygodniami masturbować się codziennie w różnych sytuacjach po kilka razy - najczęściej od dwóch do nawet pięciu. Robiłem to w szkole, w domu, u znajomych w toalecie. Bardzo często nie potrzebowałem żadnego bodźca dodatkowego w postaci pornografii, jednak, jak jest się u siebie w mieszkaniu, to dużo łatwiej jest popaść w jej sidła. Raz mi się zdarzyła naprawdę okropna rzecz, nieszczęście w nieszczęściu, co będę sobie wyrzucał do końca życia. Czując ogromne napięcie seksualne, postanowiłem szybko sobie ulżyć przy pierwszej lepszej stronie pornograficznej. No i pech chciał, że natrafiłem na witrynę z animowanymi filmami z udziałem zwierząt. Nie mam pojęcia, czy to zbyt duży nacisk hormonów na szare komórki, czy to jakaś ukryta dewiacja dała o sobie znać, ale onanizowałem się przy tym obrzydlistwie. Po tym wydarzeniu raptownie ograniczyłem sięganie po jaką kolwiek pornografię (nawet tą soft z rozbieranymi zdjęciami), ale problem masturbacji pozostał nadal aktualny.
Nie szukam porad. Chciałem się tylko zwierzyć szanownym forumowiczom z moich problemów i prosić o zrozumienie.
Pozdrawiam.
  • 0

#48 bruno77

bruno77

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 17 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Warszawa

Napisany 29.05.2009, 11:32

Nie jest to mój pierwszy wpis na forum, bo jakiś rok temu z pełnym przekonaniem i butą, uważając, że jestem na dobrej drodze do wyjścia z onanizmu, rozpisywałem się, że dobrze mi idzie... i upadek. 11 dni temu postanowiłem spróbować ponownie.

Przeglądam to forum we "wszystkie strony". Sądzę, że coraz więcej rozumiem, ale z pokorą mówię, że "wiem, że nic nie wiem". Nie wiem jak zachowa się mój mózg i jak sprytnie mnie zmanipuluje.


...no nic - walczę.

Postanowiłem zacząć pisać teraz, bo chciałbym odnieść się do słów Marszczyfreda.

No i pech chciał, że natrafiłem na witrynę z animowanymi filmami z udziałem zwierząt. Nie mam pojęcia, czy to zbyt duży nacisk hormonów na szare komórki, czy to jakaś ukryta dewiacja dała o sobie znać, ale onanizowałem się przy tym obrzydlistwie.


Ja też dojechałem do ściany z napisem "STARY! CO TY ROBISZ!?". Wchodząc na strony P nie wiedziałem już co oglądać. Przeglądałem je w poszukiwaniu wciąż jeszcze ciekwaszych doznań - odkrywałem takie rzeczy, które nie mieściły mi się w głowie (strony z sx ze zwierzętami również nie były mi obce). Oczywiście do podjęcia decyzji o abstynencji skłoniło mnie jeszcze kilka innych czynników: brak więzi z żoną, brak chęci do samorozwoju - zatrzymanie się w miejscu, apatia.

Masturbowałem się od 15 r.ż., ale od 2 lat jestem tym typem uzelżnionego, który wie co robi, ale nie miałem siły zmierzyć się z tym. Co więcej potrafiłem sobie relatywizować swoje zachowania (czyli standard). Wchodziłem na strony internetowe z ciekawości! (albo tak sobie to tłumaczyłem).

Ostatecznie obserwacja tego, co ogladam na strona P przelała czarę goryczy - przegiąłem. To był decydujący impuls. Wstyd i obciach przed samym sobą.

Wielu pewnie musi tak "zanurkować" w tym bagnie, by palnąć "łbem" o twardy grunt na dnie i oprzytomnieć. Mam nadzieję, że "palnąłem" skutecznie...

P.S. Marszczyfred, proponuję - nie ograniczaj, po prostu zerwij z tym ostatecznie.
  • 0

#49 obcy8

obcy8

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 16 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Samotna chata

Napisany 30.05.2009, 13:15

Przyszła mi własnie taka myśl. Mianowicie, kiedyś słyszałem ze żołnierzom w koszarach podawano Brom żeby nie myśleli ciągle o [beeep]e marynie. Czyli zeby zmniejszyć ich popęd seksualny. Żołnierz miał sie skupić na słuzbie, a nie na dziewczynach, czy też na "rękodziele". Powiedzcie czy ktos tez o tym słyszał. Wydaje mi się ze moze to jest pewien sposób na Chcice. No choćby dla tych samotnych. Zresztą, jeśli to prawda, to gdzie zdobyć taki BROM ? Może wie ktoś? :zdegustowany:
  • 0

#50 Gość_baba2020_*

Gość_baba2020_*
  • Goście

Napisany 30.05.2009, 18:39

Przyszła mi własnie taka myśl. Mianowicie, kiedyś słyszałem ze żołnierzom w koszarach podawano Brom żeby nie myśleli ciągle o [beeep]e marynie. Czyli zeby zmniejszyć ich popęd seksualny. Żołnierz miał sie skupić na słuzbie, a nie na dziewczynach, czy też na "rękodziele". Powiedzcie czy ktos tez o tym słyszał. Wydaje mi się ze moze to jest pewien sposób na Chcice. No choćby dla tych samotnych. Zresztą, jeśli to prawda, to gdzie zdobyć taki BROM ? Może wie ktoś? :zdegustowany:


Nie radzę.

Według różnych niepotwierdzonych relacji miał być używany w różnych instytucjach w celu zmniejszenia popędu płciowego u mężczyzn, jednak ze względu na silną toksyczność tej substancji jest to zupełnie nieprawdopodobne. Zbiorowe podawanie bromu łatwo mogło się skończyć przedawkowaniem i w rezultacie uszkodzeniem organów wewnętrznych, a nawet śmiercią osób przyjmujących tę substancję.


Chcesz sobie zrobić krzywdę jeszcze większą niż onanizm? http://onanizm.pl/pu...tyle_emoticons/default/mellow.gif

Żeby nie było OFfu - jestem w trakcie eliminowania kolejnej przyczyny onanizmu w moim życiu. Zabijam samotność sensownymi spotkaniami z bliskimi ludźmi. I skutuje :)
  • 0

#51 obcy8

obcy8

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 16 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Samotna chata

Napisany 30.05.2009, 19:33

Ale jazda z tym bromem. Dzięki babo, jestes niezawodna. Normalnie niczym ŁOWCY MITÓW. Drodzy panstwo i oto kolejny mit został obalony. Tym razem dzięki naszej babie hihih
  • 0

#52 Gość_Skoczylas_*

Gość_Skoczylas_*
  • Goście

Napisany 30.05.2009, 20:21

Też muszę coś napisać, żeby nie było OT, ale to tylko pretekst, żeby podzielić się z Wami dowcipem apropos bromu :D
Ale najpierw o przyczynach:
Myślę, że każdy nałóg (masturbacja, alkoholizm, nikotynizm aż po narkomanię) powstaje z jakiegoś powodu nie związanego bezpośrednio z nim. Nie sądzę, by osoba, która pija alkohol okazyjnie, nie będąc niczym przygnębiona wpadła w nałóg... Po prostu "nie poczuje" efektu znieczulenia alkoholem. Natomiast, jeżeli napije się będąc zasmucona - jej umysł "wyłapie" związek pomiędzy wypiciem alkoholu a poprawą nastroju i wtedy zaczyna się błędne koło. Ktoś, kto pije z radości nie potrzebuje przecież nadmiaru tej radości. Po prostu wypije jedno lub dwa piwa, dlatego, że mu piwo smakuje. Alkoholik pije nawet wtedy, kiedy już kompletnie nie czuje jaki smak ma trunek. Również my, nałogowi onaniści poddajemy się nałogowi, kiedy już nawet przestał on być dla nas atrakcyjny. Z jednej strony czujemy do siebie obrzydzenie tak, że chce nam się wymiotować - lecz mimo to trwamy w nim tylko dlatego, że straciliśmy poczucie własnej wartości do tego stopnia, że wydaje się nam: "komu jest potrzebny taki pusty, słaby człowiek jak ja?" I tak izolujemy się od całego świata, mając swoją rączkę za jedynego przyjaciela, który nas rozumie. A prawdziwych przyczyn nałogu jest tyle ile samych nałogowców.

A teraz dowcip ;)

Przychodzi baba do lekarza (to nie jest aluzja do żadnej baby ;) )
- Panie doktorze, wszystko o czym tylko pomyślę, czegokolwiek się dotknę, na cokolwiek tylko spojrzę kojarzy mi się z seksem.
- A brom brała Pani ostatnio?
- Niestety, ostatnio nie "brombrałam" :D

Koniec Off - u ;)

Ten post był edytowany przez Skoczylas dnia: 30.05.2009, 20:25

  • 1

#53 sparapeta

sparapeta

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 263 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 04.06.2009, 21:58

A teraz dowcip ;)

Przychodzi baba do lekarza (to nie jest aluzja do żadnej baby ;) )
- Panie doktorze, wszystko o czym tylko pomyślę, czegokolwiek się dotknę, na cokolwiek tylko spojrzę kojarzy mi się z seksem.
- A brom brała Pani ostatnio?
- Niestety, ostatnio nie "brombrałam" :D

Koniec Off - u ;)

Dobre ale stare, podobasz mi się, znamy te same kawały, szkoda że ja nie daję sobie tak dobrze rady.
http://onanizm.pl/in...amp;#entry93884
  • 0

#54 Borsalino

Borsalino

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 41 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 13.06.2009, 12:51

Po prostu kiedyś zacząłem "bo było fajnie" i niestety tak już zostało...


Mogę powiedzieć to samo o sobie. A zaczęło się w tak wczesnym dzieciństwie, że zwyczajnie "robię(właściwie robiłem) to od zawsze"
Z wczesnego dzieciństwa pozostały mi dwa nałogi: bujanie się na łóżku żeby zasnąć (z którego później wyrosłem)
i onanizm, który później, w okresie dojrzewania przybierał coraz gorsze formy i od którego dopiero teraz się wyrywam. To jest jak choroba, nowotwór...muszę go wyciąć za wszelką cenę. Zazdroszczę tym, którzy zaczęli onanizować się jak mieli 14 lat bo przynajmniej pamiętają "jak to jest żyć bez tego"
Ja nie pamiętam i nie wiem jak organizm na to zareaguje. Na razie cały czas jestem silnie podniecony i dosłownie wystarczy "iskra"...fajnie że mogę wpaść na to forum, aby za w czasu ją ugasić.

Ten post był edytowany przez Borsalino dnia: 13.06.2009, 12:54

  • 0

#55 chaber

chaber

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 50 Postów:
  • Płeć:Kobieta

Napisany 19.06.2009, 10:37

Witam wszystkich forumowiczów!
Jest to mój pierwszy post. Ja też zaczynałam we wczesnym dzieciństwie; nie pamiętam swojego pierwszego razu, mógł być ok. 4-5 roku życia. Przez pierwsze lata w ogóle nie wiedziałam co robię (jak pewnie wszystkie dzieci w tym wieku), bałam się nawet, że jestem na coś chora...Potem, w okresie dojrzewania dowiedziałam się co to jest masturbacja i pierwszy raz odważyłam się szczerze wyspowiadać z tego w wieku 14 - 15 lat. Po tej spowiedzi doznałam cudownego uzdrowienia: 6 lat całkowitej wolności! Problem powrócił w czasie gdy na raka umierał mój Tata. Była to sytuacja, która mnie zupełnie przerastała, choć nie byłam już dzieckiem (miałam 20 lat). Teraz od czasu do czasu to wciąż wraca. Generalnie schemat jest taki: kiedy w życiu jest lepiej - problem znika. Powraca, gdy coś się wali. Nie szukam usprawiedliwienia. Dobrze wiem, że dojrzały człowiek powinien radzić sobie inaczej, ale wiedza to jedno, a życie - drugie. Po prostu jestem słaba i tyle.
Cieszę się, że jesteście, że istnieje takie forum i że na nie trafiłam. Wasze świadectwa zwycięstw i porażek bardzo mnie poruszają i dodają ducha.
Pozdrawiam wszystkich!
  • 0

#56 StepBack

StepBack

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 150 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Małopolska

Napisany 05.07.2009, 19:00

Oto początek dyskusji prywatnej, zamieszczony za zgodą Playa. Malutkie fragmenty wycięte.


Playa (przy kalendarzu)http://onanizm.pl/pu...tyle_emoticons/default/angry.gif/b]

OD DZISIAJ (03.07) ZMIENIAM ZASADY PROWADZENIA MOJEGO KALENDARZA! Dzień zielony to będzie tylko taki dzień w którym a) spełnię wyznaczone na dany dzień obowiązki; b) nie zmasturbuję się; c) nie obejrzę porno; d) nie będę wchodził na portale społecznościowe w celu nakręcania się widokiem kobiet. Naruszenie któregokolwiek z tych punktów - dzień czerwony. Naruszenie 2 lub więcej punktów - dzień czarny. Koniec kropka, czas wziąć nałóg za rogi!
3.07 21:27 Tupolew28: Playa, wiesz co leci w piątki po 23 na tv4? Ja dzisiaj nie właczam tego dziadostwa

[b]StepBack (przy kalendarzu)http://onanizm.pl/pu...tyle_emoticons/default/angry.gif/b]

Zmyślne i szczere podejście. Dobrze analizujesz samego siebie. Masz całkowitą rację, że kluczem do wyjscia z nałogu jest uderzenie w czynniki, które nas do m. skłaniają a nie ciągłe odkładanie momentu zerwania 'na jutro". Masz też pewnie rację, że większa ilość wypełnionych obowiązków koreluje negatywnie z waleniem.

Jednak kalendarz powstał jako system, który motywuje sukcesem. Z mojego doświadczenia tzw. 'szczerość' i 'bycie ostrym wobec samego siebie' nie są dobrą strategią. Wiem, że brzmi to podejrzanie, ale nie jest to oportunizm. Najgorszym wrogiem na tym polu jest zawsze niska samoocena, o czym na pewno doskonale wiesz. Niepowodzenia wszelkiego sortu niemal zawsze kończą się jazdą na ręcznym. Zatem jeśli będziesz się karcił opisywaniem na czerwono nawet pomniejszych potknięć, jeszcze bardziej będziesz obniżał swoją wartość we własnych oczach i tym samym wpędzał się w kozi róg. Łatwo uchybić drobniejszemu obowiązkowi. Tu trzeba podejścia "robić to, co działa" a nie "robić, co się należy".

Tym niemniej szacunek właśnie za tę szczerość. Na pewno zaprocentuje w innych dziedzinach życia.
[b]
Playa



wiesz, obserwując swój kalendarz zauważyłem, że ostatnio doszedłem do takiego poziomu przy którym nie ma poprawy. Mniej więcej 50% czystych dni to max jakie udało mi się osiągnąć, działając moją starą taktyką. A brzmiała ona: nie masturbować się. Czyli walczyłem po prostu z samą mast., próbując wytrzymać jak najdłużej bez niej. Mimo, że teoretycznie wiedziałem (bo mówi się ciągle o tym na forum) że masturbacja tak naprawdę to tylko skutek, a trzeba szukać przyczyn - ja przede wszystkim chciałem bronić się od tego skutku, a jeśli chodzi o przyczyny, nie zgłębiałem za bardzo tematu. Teraz postanowiłem, że muszę to zrobić - bo po prostu w mojej walce nie było postępu.

Wiesz, z tymi niepowodzeniami nawet najmniejszego sortu - nie zamierzam być aż tak krytyczny wobec siebie, przede wszystkim chcę być szczery i wychwycić dokładnie, co może spowodować u mnie wpadkę. Przykładem moje podejście do wczorajszego obejrzenia erotyka przez kilka sekund - zrobiłem to z ciekawości ale nie pomyślałem o tym że chcę walić i zaraz wyłączyłem. Najpierw nie wiedziałem co mam z tym zrobić, ale dzień w końcu zaznaczyłem na zielono. Pisałem już o tym w kalendarzu:

4.07 11:57 playa: wczoraj zielono, a dziś... no mam dylemat. Włączyłem tego pornosa (było po północy), parę razy na parę sekund... mam dylemat, bo choć wiedziałem że nie chcę oglądać i nie będę walił - no i nie waliłem - ale jednak ciekawość zwyciężyła, widziałem przez pare sekund nagie piersi... Chcę być uczciwy ze sobą, więc odnotowuje ten fakt na czerwono.
4.07 12:00 playa: chociaż nie, to głupie... zaraz jak zaznaczyłem czerwony, poczułem się [beeep], że już dzień zaczerwieniony. zostawmy to na zielono na razie. Ale jeśli przez najbliższy tydzień taka sytuacja się powtórzy, wrócę do tego dnia i go zaczerwienie.
4.07 12:01 playa: wiem że takie niezdecydowanie nie jest dobrę, ale boję się że ustawienie teraz czerwonego koloru może mnie zdemotywować na resztę dnia. A tego nie chcę, mam dzisiaj trochę obowiązków i chciałbym je zrealizować.

czyli tak jak napisałeś, zbyt rygorystyczne podejście też nie jest dobre i może demotywować. A tego nie chcę, po prostu szukam 'tego co będzie działać.

Powiem Ci, że np dzisiaj wpadłem, jedna masturbacja. Gdybym podchodził do tego tak jak poprzednio, pewnie bym się zdołował. Do tego pewnie zwaliłbym sobie jeszcze więcej razy, bo już dzień czerwony więc 'co za różnica'. A gdy patrzę przez pryzmat tych kryteriów, które sobie wyznaczyłem ,sprawa wygląda inaczej. Przede wszystkim udaje mi się wypełniać moje obowiązki (głównie chodzi o naukę) już któryś dzień z rzędu, co wcześniej było rzadkością. Nie włączyłem pornola. Na portalach społecznościowych spędziłem może parenaście minut i nie było to w celu podniecenia się. Kiedyś miałem tak, że szukałem specjalnie dziewczyn roznegliżowanych czy ubranych np. w pończochy, kozaki, mini - żeby się tak wstępnie nakręcić przed włączeniem porno - wiem, nienormalne :/ A teraz nic z tych rzeczy, po prostu lubię pooglądać czasem ładne kobiety i dzisiaj udało mi się to zrobić w normalny, zdrowy sposób. Podsumowując, dzień uważam za udany. I mimo że oczywiście zaznaczam go na czerwono bo był onanizm, to wiem że udało się zrobić parę pozytywnych rzeczy i na tym chcę się skupiać.

Tak myślę, że moje nowe podejście można by streścić w ten sposób: ilość masturbacji/porno/marnowanego czasu jest odwrotnie proporcjonalna do jakości mojego życia. Im lepsze życie, tym będę miał mniej czasu i chęci na nałóg. Jeżeli moje życie będzie na wielu 'polach' zaniedbane, nie poukładane: jeśli nie będę wypełniał swoich obowiązków, nie będę wyznaczał celi i ich osiągał, będę zaniedbywał swoją Wiarę, ... itp itd. -> wtedy dla masturbacji zawsze znajdzie się miejsce i czas. Nieważne jak mocno bym trenował moją silną wolę, sam 'dupościsk' nie wystarczy. Trzeba zacząć układać swoje życie, zadbać o obowiązki, naukę, czas wolny - wtedy ta walka w ogóle ma sens.

I jeszcze dla ścisłości, moim wrogiem nr jeden jest porno, nie masturbacja. Samą masturbację, raz dziennie co jakiś czas jestem w stanie dopuścić. Natomiast porno - dla mnie to bilet do piekła, wciąga cholernie, wypacza obraz seksualności, kobiet... zaczynasz szukać coraz mocniejszych wrażeń, perwersji...
(…)

A jak to jest u Ciebie? Naprawdę masz tak jak napisałeś u mnie w kalendarzu, że potrafisz obejrzeć xxx i się nie nakręcić, a wręcz przechodzi Ci 'chęć' ?

pozdro
playa[/QUOTE]

Ten post był edytowany przez StepBack dnia: 05.07.2009, 20:22

  • 1

#57 StepBack

StepBack

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 150 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Małopolska

Napisany 05.07.2009, 21:08

Zgadzam się rzeczywiście, że obowiązkowość i zaplanowanie dnia zmniejsza szanse na upadki. Chyba warto rozwinać dwutezową myśl, którą Playa wciela w życie - mianowicie to, że
a) walka musi mieć wymiar całościowy
b) zatem dzień nie musi być bardzo spaprany, nawet mimo tego, że zdarzył się upadek.

Chyba faktycznie można się posuwać naprzód w wyzwalaniu się od nałogu wciąż jeszcze zaliczając wpadki. Wyuczenie obowiązkowości w ciągu dnia zmniejszy zagrozenie niezadowoleniem z siebie (wiemy, że dołki cześto kończą się wpadką <eureka! > :-) ) Moim problemem jeszcze jest prokastrynacja, która stanowi koszmarne dopełnienie nałogu w omawianym zakresie. Polecam wygooglać, nie chcę ryzykować nadużycia wklejając link.

Playa : jeszcze dla ścisłości, moim wrogiem nr jeden jest porno, nie masturbacja. Samą masturbację, raz dziennie co jakiś czas jestem w stanie dopuścić. Natomiast porno - dla mnie to bilet do piekła, wciąga cholernie, wypacza obraz seksualności, kobiet... zaczynasz szukać coraz mocniejszych wrażeń, perwersji...


Zasatanawiam się nad tym i w odniesieniu do siebie jestem w stanie zaakaceptować do pewnego stopnia. Sądzę, że jeśli fantazuję i onanizuję się myśląc o swojej partnerce i NIE włączam porno, to nie jest to takie złe. Jeśli nie widziałbym jej długo, nie uważałbym za niezdrową masturbację zaspokojenia się na wspomnieniach ostatnich wspólnych igraszek. Rzadko mi się to zdarzało, ale po takiej m. nie czuję się tak bardzo źle jak po oglądaniu świństw na kompie. Mimo wszytsko spodziewam się, że rodzi on groźbę niezdrowego onanizmu i zarazem ciągu. Odnotowałbym taki dzien jako czerowny.
Nie twoierdzę, że ma to zastosowanie do każdego. Na mnie najbardziej zgubnie działa erotyka na wszelkich witrynach. Chyba najczęstszym źródłem upadków była zawsze "wirtualna polska". Od razu odpowiem, że działało to tak jak Twoje chodzenie po portalach randkowych - coś a'la "pranie wstępne " ;) Zauwazyłem, że schemat jest mniej więcej taki: wiem, że ne powinienem wchodzić na strony ostrej pornografii. Wejście na stronę z twardą pornografią nie było czymś najbardziej pociągającym na początek seansu. Wobec tego najpierw wchodziłem na wp.pl, youtube i oglądałem jakieś z pozoru niewinne rzeczy - a to katalog butów (jestem fetyszystą nóg), a to sesję jakiejś wokalistki, gdzie tu i ówdzie wystawało więcej ciałka, a to jakiś katalog bikini itp. Po pewnym czasie byłem juz tak nagrzany, że nie umiałem się powstrzymać od kroku naprzód - czyli ostrej, wyuzdanej pornografii. Godziny spędzone na poszukiwaniu nowych wrażeń powodowały, że człowiek odkrywał nowe obszary ponografii, albo nowe, bardziej kręcące 'ekranizacje' stałych trików. Te z kolei zapadały w pamięć i zapewniały upadek dnia następnego i jeszcze nastepnego: temat/filmik musiał się znudzić. NIestety nawet teraz, mimo że nie wchodziłem na pewną stronę od środy, pamiętam jakąś wyuzdaną scenę i czuję, że zajrzenie na jakikolwiek portal z choćby odrobiną erotyki skończyłoby się klęską.
Także mnie gubu wizja, ale przypuszczam, że są ludzie, którym nie jest potrzeby stały dostęp do pornografii, aby się codziennie onanizować. Wydaje mi się, że jest ich zdecydowana mniejszość.

Moim zdaniem zasadniczo jest tak, że jeśli nałóg nie ma świeżej pożywki, tj. człowiek nie chodzi po www xxx , to - choć będzie się miotał - przygaśnie. Zauważam to u siebie. I tu się powtórzę - zgadzając z Playa: trzeba uderzyć w czynniki wiodące do m. a nie tylko się zarzekać, że da się jakoś radę na zasadzie 'od jutra nie będę'. Wiemy, że myśląc tak - 'będę' ;/

A jak to jest u Ciebie? Naprawdę masz tak jak napisałeś u mnie w kalendarzu, że potrafisz obejrzeć xxx i się nie nakręcić, a wręcz przechodzi Ci 'chęć' ?

pozdro
playa


Nie pamiętam fragmnetu, o który fragment może Ci chodzić. Kilka razy zdarzyło mi się, że obejrzałem jakąs erotykę i wytrzymałem. Ale zazwyczaj jednak była gleba. Nie pamiętam dobrze, ale chyba tylko raz udało mi się nie upaść ani tego dnia, w którym ogladałem erotykę, ani następnego. Innymi słowy, statystycznie jest tak, że po oglądaniu xxx jak nie wyglebisz jednego dnia - to na 80% wyglebisz w dniu następnym.

Pisałem jednak też o ładnych buziach. Zauważyłem, że piękno kobiecej twarzy działa na mnie 'onanostatycznie' :) Hamuje dzikie pożądanie i rodzi jakieś opanowanie. NIe polecam tego osobom, które akurat są świeżo po ciągu albo w jego trakcie, bo nie wiem, jak na nie to podziała! Podkreślam, że chodzi wyłącznie o takie zdjęcia, gdzie są same buzie, nic więcej. Ostrożnie przy szukaniu po internecie, przy okazji zawsze wyskakują świństwa! Piszę nie po to, aby kogoś zachęcać do podobnej metody, ale dlatego, że w końcu staramy się tu jak najsumienniej zgłębić ten nałóg i wszelkie jego aspekty.

Przepraszam za dłużyznę. W miarę zadomawiania się na tym forum coraz bardziej się rozpisuję.
  • 0

#58 StepBack

StepBack

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 150 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Małopolska

Napisany 07.07.2009, 07:41

Wczoraj zaliczyłem siedmiokrotny upadek na niskim sorcie porno. Mimo, że miałem od cholery obowiązków, nie zrobiłem prawie nic.

Powinienem czuć się okropnie, mieć ogromne wyrzuty sumienia, ale tak nie jest. W zamian za to wyspałem się. Dzisiaj czuję się zaskakująco dobrze, a wczoraj przed upadkiem było fatalnie. Staram się myśleć pozytywnie.

Piszę o tym dlatego, że zazwyczaj załamywałbym się i pielęgnował w sobie przekonanie, że utknąłem i nie mam szans na wyjście z o. Tymczasem chcę wierzyć, że mimo wczorajszego upadku poczyniłem postępy od zeszłego tygodnia. Dzisiaj zdaję się być opanowany i spokojny. Nawet podjąłem się uporządkowania wewnątrz pewnego bardzo trudnego dla mnie tematu zazdrości o byłego partnera mojej dziewczyny (nawiasem mówiąc coraz bardziej uświadamiam sobie, że największy udział w tym problemie ma właśnie kompulsywna mastrurbacja. Przypuszczam, że wywołuje ona strach i niepewność w stosunkach intymnych i powoduje, że boję się myśli o innych facetach mojej dziewczyny. Wpływ m. na związek w ogólności i w specyficznych aspektach jak sex nadaje się jednak na osobny temat).

Wniosek jest taki, że upadek nie musi oznaczać recesji. Z a k ł a d a m, że nasza droga do wolności idzie różnymi równoległymi torami. Raz jedzie się na czystości i satysfakcji z tego, że się tyle a tyle wytrzymało, a raz na świadomości, że udało się odbudować jakąś tam sferę wcześniej zdruzgotaną przez erotomanię. Byle do przodu.

Czynnik emocjonalny uważam za doniosły przy wychodzeniu z nałogu. Stąd chciałem podziękować wszyskim Forumowiczom za udzielAne wsparcie. Byłem raczej typem samotnika, który jest dumny ze swojej niezależności. Trochę jak w piosence Beatles'ów :

"I never needed anybody's help in any way.
But now these days are gone, I'm not so self assured,
Now I find I've changed my mind and opened up the doors.

(...)
And I do appreciate you being round."

Jeszcze w sprawie przyczyn:

z czasem człowiek dorasta do mądrości głoszonych setki lat temu, przez ludzi, którzy z profesji nie byli psychologami - bo nie było wtedy pscyhologów. Otóż Horacy kiedyś powiedział:

"Pamiętaj o zachowaniu spokojnego umysłu tak w nieszczęsciu jak i w szczęsciu."

Cięzko jednoznacznie zinterporetować intencję autora, można tylko strzelać. W każdym bądź razie ja to odczytuję przede wszytskim jako postulat 'niezachływstywania ' się szczęściem. Człowiek czasem się podnieci radością, powygłupia i traci kontrolę nad sobą. Często też przekoloryzowuje świat i bagatelizuje problem.

Efekt: np. siedmiokrotny upadek.

Ten post był edytowany przez sinn3r dnia: 07.07.2009, 18:42

  • 0

#59 bruno77

bruno77

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 17 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Warszawa

Napisany 07.07.2009, 12:32

Powinienem czuć się okropnie, mieć ogromne wyrzuty sumienia, ale tak nie jest.

Doprowadziłeś do wyrzucenia sporej porcji hormonów regulujących twoją homeostazę, stąd taki dobry nastrój.
Zauważyłem u siebie po jakimś czasie, że po m. mówiłem sobie "dobra teraz to już naprawde koniec, jestem silny, dam radę". Jednakże z biegiem czasu homeostaza hormonów i neurotransmiterów w komórkach nerwowych zaczynała się zaburzać i znów czułem się rozbity. I koniec końców znów masturbowałem się (penie nic odkrywczego - norma!).

Absolutnie nie zgodzę się z twierdzeniem, że dopusty, jednotrazowe akty masturbacji pod wpływem choćby i ogromnego napięcia albo masturbacja marzeniami o seksie z partnerem/ką są dozwolone. Są one tylko odpowiedzią na PRAGNIENIE organizmu do dostaczenia porcji hormonów. Uważam, że u osób uzależnionych od onanizmu, każdy przejaw masturbacji jest otworzeniem furtki do dalszych działań. Na zasadzie "ehhh, załamałem się to pozwolę sobie to zrobić jeszcze raz", albo "wczoraj upadłem, to jeszcze tylko dzisiaj i jutro już kończę" (- wszystkie wypowiedzi mogę autoryzować).

Tylko zerwoanie z masturbacją na 100% może dać największą gwarancję wyjścia z nałogu. Wszystko inne to kręcenie się w koło - może się uda... Czasem spirala w górę - do sukcesu, częściej spirala na dno.

Już kiedyś, dwa lata temu byłem forumowiczem Onanizm.pl, udało mi się wtedy zerwać z nałogiem. Ale nagle przyszło mi do głowy, że zacznę czytać opowiadania erotyczne - takie niewinne. Tak się wkręciłem, że po kilku tygodniach znów byłem w punkcie wyjścia. Trzy miesiące abstynencji szlag trafił. Dzisiaj omijam wszystko co ma związek z erotyką. Jednocześnie mam nadzieję (i plan), że za rok może dwa kiedy będę mógł powiedzieć "jestem na prost... szej", że wtedy będę mógł przeczytać książkę erotyczną, zobaczyć panią w bikini, spojrzeć na kobiece nogi bez strachu, że zaraz będę miał "jazdę". Mam taką nadzieję, bo wiem, że muszę przesterować organizm na normalne wydzielanie hormonów i neurotransmiterów. A to można zrobić tylko przez konsekwentne odstawienie masturbacji na bardzo długi czas.

P.S. zmniejszenie intensywności masturbacji również może być skuteczne, pod warunkiem ustalenia planu. Zasadą działania powinno być obniżanie niedoborów hormonów i transmiterów po przez coraz rzadsze akty masturbacji. W ten sposób mozna wyciszać PRAGNIENIE. Jest tu jednak ogromne niebezpieczeństwo relatywizacji działań. 'Ehhh już jestem na dobrej drodze - jak zmasturbuję się dwa razy pod rząd, to nic mi się nie stanie". Potem to już wyrywa się spod kontroli i nie ma mowy o wyleczeniu.
Nie wiem może jestem konserwatywny, ale przerabiałem odstawienie na wiele sposobów. Ten ze 100% odstawieniem jest narazie najskuteczniejszy.

  • 0

#60 stary_smok

stary_smok

    +/- czterdziestopięciolatek

  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1647 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:położenie - różne

Napisany 07.07.2009, 12:38

Tylko zerwoanie z masturbacją na 100% może dać największą gwarancję wyjścia z nałogu


przy całym szacunku (i sympatii) dla Autora - faktycznie myśl odkrywcza
s_s
  • 0