Skocz do zawartości



Zdjęcie

Przyczyna nałogu onanizmu

przyczyny

  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
172 odpowiedzi w tym temacie

#21 Paranoid

Paranoid

    Współ- i uzależniony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 375 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Pepperland

Napisany 30.12.2007, 01:58

z onanizmu i z pornografi nie da sie wyjsc , jeżeli te zachowania są skutkiem niepowodzeń w innych sferach życia. Dlatego trzeba uporządkować te sfery swojego życia z których nie jesteśmy zadowoleni (np.brak partnera) , a jak sie juz zrobi porządek z tym , to moze sie nagle okazac że nałóg sam znikł i nawet niewiadomo kiedy.
Myśle właśnie że większość osób ma problemy o wiele głębsze niż sam onanizm i pornografia , które są tylko skutkiem życiowych porażek, ja właśnie tak mam

Ja może tylko zacytuję słowa terapeuty uzależnień seksualnych, którego niedawno "odkryłem":
Most people caught in the world of sexual addiction feel a deep, heavy loneliness. The loneliness is caused by the sexual addiction. But in too many cases the sexually addicted person believes that the sexual addiction is the answer to their loneliness! (Joe Zychik)
  • 0

#22 Jozin_z_Bazin

Jozin_z_Bazin

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1674 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 31.12.2007, 21:02

jest wiele dróg do nałogu, na początku każdej z nich z pewnością są jakieś większe lub mniejsze problemy. ale dla nałogu charakterystyczne jest to, że z czasem on sam staje się problemem, który zaczyna żyć właśnym życiem, i jest dużo poważniejszy niż te wszystkie problemy, któe były na początku. dlatego byłbym bardzo ostrożny z takim podejściem, że wyleczę się z nałogu, kiedy rozwiążę swoje "pierwotne" problemy. obawaiam się, że tkwiąc w nałogu, nawet nie jestem w stanie ich dostrzec. mam tu oczywiście na myśli prawdziwy nałóg a nie sytuację, w któej zdrowy człwiek się zreflektował, że wybrał niewłaściwą drogę rozwiązywania swoich problemów.
  • 1

#23 Paranoid

Paranoid

    Współ- i uzależniony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 375 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Pepperland

Napisany 31.12.2007, 22:40

jest wiele dróg do nałogu, na początku każdej z nich z pewnością są jakieś większe lub mniejsze problemy. ale dla nałogu charakterystyczne jest to, że z czasem on sam staje się problemem, który zaczyna żyć właśnym życiem, i jest dużo poważniejszy niż te wszystkie problemy, któe były na początku. dlatego byłbym bardzo ostrożny z takim podejściem, że wyleczę się z nałogu, kiedy rozwiążę swoje "pierwotne" problemy.

Tak, masz rację. Zresztą wydaje mi się, że o to też m.in. chodziło w przywołanym fragmencie. W ogóle Zychik miewa przebłyski geniuszu. Czytam go ostatnio i czytam...

Ten post był edytowany przez Paranoid dnia: 31.12.2007, 22:52

  • 0

#24 Jozin_z_Bazin

Jozin_z_Bazin

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1674 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 03.01.2008, 21:07

w małym Księciu jest takie zdanie: Dlaczego pijesz? Bo się wstydzę. Dlaczego się wstydzisz? Bo piję."

Nałóg to nie jedno błędne koło. To wiele błędnych kół, a może raczej tzw. sprzężeń zwrotnych. Onanizuje się więc mam niską samoocenę, więc mam doła, więc muszę sobie poprawić nastrój, więc się onanizuję. Onanizuję się, zaniedbuję ważne dla mnie sprawy. te ważne sprawy dopominają się o swoje prawa. chcę przed tym uciec, więc się onanizuję. robię sobie dobrze, koncentruję się na sobie bo tam jest przyjemnośc, a od świata odwracam sie plecami bo tam są same problemy, i się izoluję, i jestem samotny, i tylko sam mogę sobie zrobić dobrze. i pewnie można by jeszcze ileś takich mechanizmów wymienić. chciałóby się żeby to było proste, miało jakąś jedną konkretną przyczynę ale tak nie jest a raczej to nie ma znaczenia, bo to żyje własnym życiem.
  • 3

#25 stary_smok

stary_smok

    +/- czterdziestopięciolatek

  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1801 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:położenie - różne

Napisany 03.01.2008, 23:59

... To wiele błędnych kół, a może raczej tzw. sprzężeń zwrotnych. Onanizuje się więc mam niską samoocenę, więc mam doła ... etc


Uprzejmie informuję, że zostałem jednooobowym fanklubem krzysztofa11
s_s
  • 1

#26 Jozin_z_Bazin

Jozin_z_Bazin

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1674 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 04.01.2008, 15:15

... To wiele błędnych kół, a może raczej tzw. sprzężeń zwrotnych. Onanizuje się więc mam niską samoocenę, więc mam doła ... etc


Uprzejmie informuję, że zostałem jednooobowym fanklubem krzysztofa11
s_s


kurde nie wiem co powiedzieć, ale w tym 6 dniu to na pewno dla mnie duże wsparcie ;)
  • 0

#27 Zielony_smok

Zielony_smok

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 219 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 04.01.2008, 20:38

kurde nie wiem co powiedzieć, ale w tym 6 dniu to na pewno dla mnie duże wsparcie ;)


Masz absolutną rację, z "błędnymi kołami". Chodzi o to, że jeszcze większy problem jest nie w tym, żeby dostrzec, ale w tym, żeby naprawiać. Analizując przyczyny swoich zachowań bardzo łatwo się przerazić. Ze względu na wielopłaszczyznowość uzależnienia nie widać klarownego sposobu na wyjście z niego. Pozostaje jedynie podążanie krętą ścieżką z wieloma przeszkodami, o której nie wiemy czy kiedykolwiek się skończy.

Onanizuje się więc mam niską samoocenę, więc mam doła, więc muszę sobie poprawić nastrój, więc się onanizuję.


Już sama wizja leczenia jest jednym z silników napełniających taki mechanizm. Jak więc wychodzić z nałogu, by wizja tego procesu go nie pogłębiła?
  • 0

#28 Jozin_z_Bazin

Jozin_z_Bazin

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1674 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 04.01.2008, 22:24

Już sama wizja leczenia jest jednym z silników napełniających taki mechanizm. Jak więc wychodzić z nałogu, by wizja tego procesu go nie pogłębiła?


to jest mój słąby punkt, wystarczy, ze sobie postanowię, że czegoś nie zrobię i natychmiast czuję przymus żeby to zrobić, nie słodzę kawy ani herbaty ale nigdy nie podejmowałem takiej decyzji, żeby tego nie robić, po prostu samo się jakoś przestało ...

ALe ja sobie mówię tak: nie ma rzeczy niemożliwych. po prostu pewnym sprawom poświęcamy zbyt mało uwagi i energii. zadaję sobie pytanie, co ja takiego konkretnego zrobiłem w danej sprawie, która stwarza mi problem. I najczęściej z niemałym zdziwieniem stweierdzam, że bardzo niewiele albo w ogóle nic. Postanowić sobie coś, pstryk i już to mało, cholernie mało. jesli to dla mnie naprawdę takie ważne to czeka mnie dużo pracy, ciężkiej pracy.
  • 0

#29 moos

moos

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 5 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 17.01.2008, 00:42

no właśnie, tylko że większość z nas nie wie, na czym taka praca polega. ja mam tak samo - rzucałem palenie sto razy, a nagle rzuciłem raz a konkretnie. i nie wiem naprawdę jak to zrobiłem. dlaczego tym razem się udało, a wcześniej nie wychodziło. zbiega się to czasowo z rozpoczęciem terapii dla Dorosłych Dzieci Alkoholików (DDA), ale nikt mi tam nie mówił, jak rzucić palenie.

Wydaje mi się, że powinniśmy sięgnąć głębiej, a nie skupiać się na samym onanizmie. Wiem, że głębiej to strasznie ogólne stwierdzenie, ale nie umiem tego jeszcze określić. To jest naprawdę dla mnie trochę jak jakieś ufo. trudno zrozumieć, a niektórzy w to wierzą :P

ktoś pisał, że zaczął wcześnie się onanizować, w wieku 6-7 lat, więc pewnie nie było urazów z dzieciństwa. i tu ciekawostka: ja też twierdziłem, że nie miałem urazów z dzieciństwa. fakt, że czasem jak była awantura w domu, to trzeba było spać u babci (to w czasie przedszkola i na początku podstawówki), ale jakoś to po mnie spływało. tylko u babci nie lubiłem spać, bo zawsze mi się śnił ten sam horror. dopiero terapeutka uprzytomniła mi,że emocja z ojca awanturnika przelałem na noclegi u babci. dzieci tak robią nieświadomie, żeby przetrwać.. ciężko samemu przeprowadzić sobie psychoanalizę.. nigdy bym sam na to nie wpadł.

druga sprawa: osoby krzywdzone nie wiedzą, że są krzywdzone, dlatego, że łatwiej jest im reagować w pewien oczekiwany przez oprawcę sposób, niż się postawić i być asertywnym. sprzeciw oznacza kłopoty, czyli teoretycznie coś gorszego niż ta, dla postronnej osoby kryzysowa sytuacja. dlatego myślałem zawsze: ok, różnie to w domu było, ale nie odczuwałem tego.. teraz wiem, co robiłem z tłumionymi emocjami.. to, co mnie doprowadziło do tego portalu.
  • 1

#30 Jozin_z_Bazin

Jozin_z_Bazin

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1674 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 02.02.2008, 12:42

w odniesieniu do zjawiska onanizmu nie szukałbym tu jakichś przyczyn.


Zgadzam się z tym. Na pewno jednym łatwiej stać się mężczyzną innym trudniej. I na pewno ma to swoje przyczyny. I może to być czynnikiem zwiększajacym ryzyko uzależnienia. Ale nie oznacza to, że każda taka osoba automatycznie staje się uzależniona. To jest podobnie jak z nieśmiałością. oczywiście może ona sprzyjać uzależnieniu ale jest mnóstwo ludzi radzących sobie z nieśmiałością w inny sposób. wcale nie popadających w uzależnienie.

Natomiast widzę duże niebezpieczeństwo w koncentrowaniu się na takich czy innych "przyczynach" nałogu. Kiedy osoba uzależniona, miotana poczuciem winy, wstydem, lękiem, rozpaczą, złością, zdezorientowana, obciążona tysiącem fałszywych przekonań, rozpoczyna rozwiązywanie problemu uzależnienia od poszukiwania tych "przyczyn" to te przyczyny w istocie pełnią funkcję problemu zastępczego, a ich poszukiwanie jest elementem strategii obronnej, nastawionej na zachowanie status quo. Pozwala nadal nie konfrontować się z problemem i tkwić w nałogu dając fałszywe poczucie, że przecież coś się robi. Człowiek zagłębia się w meandry swojego dzieciństwa a jednocześnie, wykonując nałogowe czynności, do oporu odkręca kurek, z którego buchają opary zaczadzających go negatywnych uczuć.

Powtarzam, nie mówię, że tych przyczyn nie ma, że nie nie miały wpływu. Ja mówię tylko, że człowiek, który rano sobie powtarza, "nigdy więcej" a wieczorem robi to samo, jest tak skotłowany i sponiewierany emocjonalnie, że raczej niczego tu nie dostrzeże. Poza tym odkrycie tych przyczyn niczego tu nie może zmienić. Co z tego, ze odkryje, dawne przyczyny swojego zaniżonego poczucia własnej wartości. Rozprawi się z nimi i je wyeliminuje. Jego dzisiejsze zaniżone poczucie własnej wartości ma swoje źródło zupełnie gdzie indziej, w nałogu i to źródło nadal istnieje.

Tu jest chyba jedna z odpowiedzi na pytanie, jak to możliwe, że to może trwać tyle lat, tak długo.
  • 0

#31 Iron-not-Maiden

Iron-not-Maiden

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 9 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Lublin

Napisany 03.02.2008, 18:42

No ja się ośmielę nie zgodzić z dwoma moimi przedmówcami.

Źródło nałogu nie tkwi w samym nałogu, ale gdzieś poza. Przykładowo problemy w pracy sprawiają że ktoś sięga po papierosa, alkohol, pornografię. Później gdy zjawisko się utrwala i intensyfikuje może powstać wrażenie, że problem uzależnienia jest po prostu sam z siebie, ale tak nie jest.

Natomiast widzę duże niebezpieczeństwo w koncentrowaniu się na takich czy innych "przyczynach" nałogu. Kiedy osoba uzależniona, miotana poczuciem winy, wstydem, lękiem, rozpaczą, złością, zdezorientowana, obciążona tysiącem fałszywych przekonań, rozpoczyna rozwiązywanie problemu uzależnienia od poszukiwania tych "przyczyn" to te przyczyny w istocie pełnią funkcję problemu zastępczego, a ich poszukiwanie jest elementem strategii obronnej, nastawionej na zachowanie status quo. Pozwala nadal nie konfrontować się z problemem i tkwić w nałogu dając fałszywe poczucie, że przecież coś się robi. Człowiek zagłębia się w meandry swojego dzieciństwa a jednocześnie, wykonując nałogowe czynności, do oporu odkręca kurek, z którego buchają opary zaczadzających go negatywnych uczuć.


Właśnie zupełnie odwrotnie - jeśli ktoś będzie się koncentrować na nałogu a nie na problemie który go do tego popchnął to może nigdy nie wyjść z uzależnienia.

Co z tego, ze odkryje, dawne przyczyny swojego zaniżonego poczucia własnej wartości. Rozprawi się z nimi i je wyeliminuje. Jego dzisiejsze zaniżone poczucie własnej wartości ma swoje źródło zupełnie gdzie indziej, w nałogu i to źródło nadal istnieje.

Można i w drugą stronę tak rozprawiać - co z tego że ktoś się rozprawi z uzależnieniem jeśli pozostaną dawne problemy, przyczyny np. niskiego poczucia wartości? Otóż jestem pewien, że jeśli ktoś sobie poradzi z przezwyciężeniem przyczyn np. swojego niskiego poczucia wartości, to będzie w końcu w stanie przezwyciężyć nałóg!

Jesteśmy mężczyznami (chodzi mi oczywiście o męską częśc użytkowników forum) i jesteśmy ofiarami współczesnej kultruy seksu i erotyzmu, obecnej dosłownie wszędzie. Męskośc, czy jego brak nie jest tutaj powodem do powstawania onanizmu.

W jednym zdaniu "jesteśmy mężczyznami" i "jesteśmy ofiarami" - czy to nie aż nazbyt obraz współczesnego mężczyzny? Moim zdaniem w przypadku facetów problem tkwi właśnie w utracie poczucia męskości. Przyczyn tego zjawiska jest wiele, ale trzeba szukać rozwiązania. Facet który nie czuje się męski będzie szukał rozwiązania często tam gdzie właśnie podpowiada mu współczesny świat - w pornografii, w seksie - można powiedzieć - u kobiety. Ale kobieta nie jest mu w stanie tej męskości dać. Męskość może dać mężczyźnie tylko drugi mężczyzna. A co jeśli już facet czuje że jest męski, że jest prawdziwym mężczyzną? Wtedy góry może przenosić, może się zdobyć na to by przeciwstawić się pokusom łatwego uzyskania przyjemności.

Ja właśnie szukam tej męskości prawdziwej, przez lekturę książek o tym jaki powinien być prawdziwy mężczyzna, przez lekturę tego forum i przez modlitwę. Wierzę że ją kiedyś odnajdę i wyjdę z nałogu...
  • 0

#32 Jozin_z_Bazin

Jozin_z_Bazin

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1674 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 03.02.2008, 21:45

Właśnie zupełnie odwrotnie - jeśli ktoś będzie się koncentrować na nałogu a nie na problemie który go do tego popchnął to może nigdy nie wyjść z uzależnienia.


Skoro uważasz, że powinieneś się skoncentrować nie na nałogu ale na innych problemach to może powinieneś poszukac w sieci miejsca poświęconego tym innym problemom a nie samemu nałogowi?
  • 0

#33 Jozin_z_Bazin

Jozin_z_Bazin

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1674 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 03.02.2008, 21:58

Otóż jestem pewien, że jeśli ktoś sobie poradzi z przezwyciężeniem przyczyn np. swojego niskiego poczucia wartości, to będzie w końcu w stanie przezwyciężyć nałóg!


Pytanie skąd masz taką pewność? Konkretnie skąd? przezwyciężyłeś w ten sposób nałóg?

Problemy przeszłości to trudne sprawy, trudno je dostrzec a co dopiero rozwiązać. Ty jesteś pewien, że może to zrobić człowiek, który wieczorem nie pamięta co sobie obiecał rano, który co noc wyzywa samego siebie od idiotów. he he. Poczytaj sobie posty na tym forum.

Pytasz co z tego, że człowiek poradzi sobie z uzależnieniem jak pozostaną problemy. Otóż wtedy powinien próbować je rozwiązać, bo faktycznie jak tego nie zrobi to jego uporanie się z nałogiem może okazać się (ale wcale nie musi) tylko częściowe, niepełne i zawsze będzie groźba powrotu. Ale wtedy a nie wtedy kiedy zrozpaczony wali głową w ścianę nie mogąc zrozumieć nawet tego, co go popycha do codziennego upadku.
  • 0

#34 Iron-not-Maiden

Iron-not-Maiden

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 9 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Lublin

Napisany 04.02.2008, 02:20

Skoro uważasz, że powinieneś się skoncentrować nie na nałogu ale na innych problemach to może powinieneś poszukac w sieci miejsca poświęconego tym innym problemom a nie samemu nałogowi?

Miejsce jest bardzo dobre, nie porusza się tu tylko i wyłącznie tematu uzależnienia, ale także innych spraw - np. sprawie męskości, w której tematyce jesteśmy. Poza tym nie wiem kto powiedział, że trzeba jedno od drugiego oddzielać. Onanizm, erotomania wiążą się z innymi problemami...

Problemy przeszłości to trudne sprawy, trudno je dostrzec a co dopiero rozwiązać. Ty jesteś pewien, że może to zrobić człowiek, który wieczorem nie pamięta co sobie obiecał rano, który co noc wyzywa samego siebie od idiotów. he he. Poczytaj sobie posty na tym forum.

No właśnie wiem z własnego doświadczenia, że wszelkie próby koncentracji na nałogu kończą się fiaskiem. Właśnie dlatego że dotykają one skutków, a nie przyczyn.

Pytanie skąd masz taką pewność? Konkretnie skąd? przezwyciężyłeś w ten sposób nałóg?


Nałogu jeszcze nie przezwyciężyłem, ale okresy dłuższych przerw to właśnie momenty, kiedy nie zajmowałem się samym nałogiem, tylko czymś innym. Kiedy moje problemy zniknęły przynajmniej na chwile, nie musiałem sięgać po pornografię.
Oprócz swoich doświadczeń mam jeszcze potwierdzenie w opinii innych - tj. osoby z wykształceniem psychologicznym, która radziła mi żeby szukać przyczyny, a także jeśli się nie mylę to czytałem o tym w artykule czy książce poświęconej problemowi seksoholizmu.

Ten post był edytowany przez Iron-not-Maiden dnia: 04.02.2008, 02:21

  • 0

#35 Jozin_z_Bazin

Jozin_z_Bazin

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1674 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 04.02.2008, 10:37

wszelkie próby koncentracji na nałogu kończą się fiaskiem.


pytanie co w tym miejscu masz na myśli? co rozumiesz, przez to, że koncentrowałeś się na nałogu? co wtedy robiłeś?

Ja mam na myśli to, że żeby przerwać ciąg, utrzymać abstynencję, to trzeba trochę wysiłku i koncentracji w to włożyć. Oczywiście można mieć nadzieję, że człowiek, pomiędzy jednym upadkiem a drugim skoncentruje się na tych innych problemach i nagle dokona jakiegoś odkrycia, które wyzwoli go z problemu nałogu.

Ja mam już za sobą ten etap, psychologów, poszukiwań, robienia wszystkiego tylko po to, żeby nie skonfrontować się z tym problemem.

Jedna rzecz mi się nie składa w tym co piszesz. Że człowiek uzależniony, pomiędzy upadkami, czyli człowiek znajdujący się w określonym stanie psychicznym (chyba sam wiesz w jakim), miotany nałogiem jak liść na falach, nagle ma być zdolny do rozwiązywania jakichkolwiek problemów, zanim upora się z tym elementarnym stanem w którym akurat tkwi.

Z doświadczenia wiem, że są takie sprawy, które niestety trzeba przećwiczyć na własnej skórze. Bo człowiek wkłada ogromny wysiłek, także intelektualny, żeby nie zrobić tego czego nie chce zrobić. I tylko doświadczenie może pokonać ten opór.

No nic. Życzę powodzenia i do roboty. Ja się biorę za nałóg a Ty za te inne problemy. Bo najgorzej to nic nie robić tylko gadać.

pozdrawiam
  • 0

#36 Iron-not-Maiden

Iron-not-Maiden

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 9 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Lublin

Napisany 05.02.2008, 00:23

Mam na myśli takie skupianie się na problemie nałogu, że niczego innego już nie dostrzegam, bo ciągle myślę o tym że upadam, ciąglę myślę, że nie powinienem, że jestem beznadziejny, że jestem głupi, że nic nie warty. Przestaję zauważać, że w międzyczasie robię jednak rzeczy dobre, pożyteczne. W moim przypadku to np. zdanie egzaminu, sesji, czy napisanie magisterki.

Chyba nie jest naprawdę tak jak piszesz - nie istnieje tylko nałóg, ale każdy z nas ma w sobie coś ponadto, coś cennego. Niestety nałóg sprawia, że tego nie dostrzegamy, nałóg potrafi sprawić, że przysłoni nam całe inne życie i będziemy się koncentrować na zwalczaniu skutków nie sięgając przyczyn. To tak jakby wylewać wodę z tonącej dziurawej łodzi nie dostrzegając dziury przez którą ona wpływa.

Nie chodzi mi o to żeby odwrócić się od problemu i udawać, że go nie ma. Tylko żeby być świadomym całościowego oddziaływania wielu różnych czynników na człowieka.

Dlaczego zakładasz, że człowiek w nałogu sobie nie może poradzić z niczym innym? Przedstawiasz osobę uzależnioną tak jak to robi nałóg, albo mogę powiedzieć jako osoba wierząca - jak zły duch mówi po upadku - jako życiowego nieudacznika, który nic nie osiągnął. Jeśli ja skończyłem studia będąc w nałogu, znaczy mogę podjąć i inne problemy - te związane z przyczyną uzależnienia. Bo uważam (i to nie tylko moje zdanie), że problem pornografii czy seksoholizmu nie tkwi sam w sobie tylko jest problemem wtórnym. Np. sięgam po pornografię żeby się odstresować, bo coś mi poszło nie tak. A z czasem takie zachowania się utrwalają przechodząc w nałóg. Rozwiązania trzeba szukać w tym przypadku w sposobie radzenia sobie ze stresem.

Dlatego ja też biorę się za nałóg tylko że od innej strony go rozgryzam :-) może za jakiś czas wymienimy się wynikami naszych dokonań :-)
  • 0

#37 Jozin_z_Bazin

Jozin_z_Bazin

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1674 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 05.02.2008, 12:01

Chyba nie jest naprawdę tak jak piszesz - nie istnieje tylko nałóg


w żadnym miejscu tak nie napisałem, hm ...

Dlaczego zakładasz, że człowiek w nałogu sobie nie może poradzić z niczym innym?


wcale tak nie zakładam. Ja mówię tylko, że do trudnych spraw lepiej podchodzić z w miarę trzeźwą głową co może być trudne dla rozhuśtanego emocjonalnie człowieka. Tylko tyle.
  • 0

#38 Jozin_z_Bazin

Jozin_z_Bazin

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1674 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 05.02.2008, 12:20

Mam na myśli takie skupianie się na problemie nałogu, że niczego innego już nie dostrzegam, bo ciągle myślę o tym że upadam, ciąglę myślę, że nie powinienem, że jestem beznadziejny, że jestem głupi, że nic nie warty.


to nie jest koncentracja na problemie tylko po prostu trwanie w nim. Koncentracja na problemie to przyjrzenie się mu, zdobycie pewnej wiedzy na jego temat, która pozwoli go rozwiązać.
  • 1

#39 MariaMagdalena

MariaMagdalena

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 4 Postów:

Napisany 13.07.2008, 02:10

nie mam pojęcia jakie są źródła mojego problemu. a myśle, że to ważne je odnaleźć, bo inaczej trudno sobie poradzić. może uda mi się tutaj na forum odnaleźć jakieś wskazówki gdzie szukać przyczyn.
  • 0

#40 arthurhos

arthurhos

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 10 Postów:

Napisany 23.01.2009, 15:06

nie mam pojęcia jakie są źródła mojego problemu. a myśle, że to ważne je odnaleźć, bo inaczej trudno sobie poradzić.

Kwestia kluczowa w tej sytuacji wydaje sie byc znalezenie tego problemu, oraz znalezienie sposobu jego rozwiazania.


Jestem przekonany, że nie znajdę u siebie żadnego innego problemu. Nie brakuje mi miłości, pieniędzy, seksu, czasu na rozwijanie własnych zainteresowań... Jestem szczęśliwy.

Po prostu kiedyś zacząłem "bo było fajnie" i niestety tak już zostało...
  • 0