Skocz do zawartości



- - - - -

bolszewizm zmysłów precz!


  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
6 odpowiedzi w tym temacie

#1 Gość_godfella_*

Gość_godfella_*
  • Goście

Napisany 05.11.2006, 19:57

Tańce, plaże, koedukacyjna gimnastyka to wrota rozpusty - martwiła się w II RP prasa katolicka. Ale mimo ciągłych gróźb i apeli obrońcy obyczajności mieli poczucie, że ponoszą klęskę.

W 1936 r. ks. Julian Piskorz, wychowawca młodzieży, pisał na łamach "Ateneum Kapłańskiego", jednego z najpoważniejszych pism katolickich: "W dziedzinie instynktu rozrodczego ogół jest w tym samem położeniu, w jakiem są w stosunku do alkoholu alkoholicy z natury. I dlatego seksualizm jest jedną z najpotworniejszych zbrodni społecznych. Mniejszą zbrodnię wobec ludzkości, państwa i narodu popełniają ci, którzy ludzi trują, dzieci mordują, wysadzają pociągi, zatruwają studnie, sprzedają nieprzyjacielowi plany strategiczne (...), niż propagatorzy seksualizmu i bojownicy nowej etyki rozpusty".

Wilgotne opary seksualizmu

Przełom wieków XIX i XX był okresem gwałtownych przemian w obyczajowości i kulturze. Tradycyjny model relacji między płciami się kruszył. Rozwój seksuologii (zwłaszcza badania Freuda) wywierał znaczący wpływ na lewicowe i liberalne odłamy polskiej inteligencji, kształtował też mentalność nadchodzących pokoleń. Nowe idee społeczne, traktowane zrazu jako ciekawostki, zyskiwały coraz więcej zwolenników. W XX-leciu międzywojennym popularność zdobyły np. prace amerykańskiego sędziego Bena Lindseya, opowiadającego się za wprowadzeniem "małżeństw koleżeńskich", upowszechnieniem antykoncepcji i dopuszczalnością rozwodów. Jeszcze więcej mówiono o książce belgijskiego lekarza Theodora Van der Velde, który twierdził, że udane pożycie seksualne jest najważniejszym warunkiem szczęścia małżeńskiego.

I wojna światowa zmieniła Europę i Polskę. Kobiety wkroczyły na obszary działalności zawodowej i politycznej zarezerwowane dotąd dla mężczyzn. W II RP kobiety uzyskały prawa wyborcze już w 1918 r. (dwa lata wcześniej niż w USA), a konstytucja marcowa z 1921 r. zagwarantowała im pełnię praw obywatelskich. W 1929 r. Sejm uchwalił nowe prawo małżeńskie, w którym zapisano rozłączność ślubów cywilnych i kościelnych oraz prawo do rozwodów (choć pod pewnymi warunkami).

Ciosem dla tradycyjnej hierarchii społecznej był też wielki kryzys gospodarczy z lat 1929-35. Dotychczasowe bariery w stosunkach towarzyskich coraz powszechniej uważano za anachronizm - zwłaszcza w wielkich miastach. Pod naporem kultury masowej pękały konwenanse. Ku zgrozie Kościoła i prawicy.

Ks. Feliks Bodzianowski, poczytny autor katolickich poradników małżeńskich, pisał: „W niewolę zmysłów pędzi dzisiaj świat, jak na złamanie karku. Cała współczesność jest niejako nastawiona na ten piekielny pęd. Wystarczy przejść ulicą wielkiego miasta, a wszędzie spotkasz się z prostackim, na tani efekt obliczonym apelem do zmysłów. Wszędzie z witryn sklepowych wołają dwuznaczne obrazki, bezwstydne pocztówki, z wystaw księgarń wpadają w oczy jaskrawe okładki książek z jeszcze jaskrawszymi tytułami: »Zmysły « - »Wampiry « - »Kobieta z przeszłością «. Teatr zapowiada »Trójkąty « - »Egzamin z miłości «, kino „ »Czar miłości « - »Ich przeżycia « - nie zapominając nęcić obrazkami co najdrastyczniejszych chwil. A gdy w czterech ścianach swego domu pragniesz schronić się przed tą zmorą współczesności, ryknie ci radio frywolną piosenkę o »Jednej nocy « i zapewnienie - »Jej świat się zaczął dziś «”.

Za obrazę moralności uważano w pierwszym rzędzie modę kobiecą, którą oskarżano o to, że "napawa się wilgotnymi oparami seksualizmu". "Coraz mniej sukienek, coraz cieńsze, przezroczyste, wreszcie nawet koszulka staje się zbyteczną - pomstowano na Zjeździe Katolickim w 1927 r. - Dekolt spada ku dołowi coraz niżej, obnażenie nóg wznosi się coraz wyżej, aż schodzą się w obnażeniu zupełnym". Na łamach prasy katolickiej pisano, że "dekoltaż jest samiczą spekulacją na zwierzęcych zmysłach mężczyzny".

Gorsząca gimnastyka

Z wyjątkową podejrzliwością Kościół traktował wprowadzone do szkół lekcje WF. "Należy przy sporcie unikać tego, co rani uczucie wstydliwości - czytamy w broszurze z 1938 r. opatrzonej imprimatur kurii poznańskiej. - Dlatego lekcje gimnastyki powinny oddzielnie odbywać się dla dziewcząt, oddzielnie dla chłopców, a udzielać ich powinny siły nauczycielskie tej samej płci, co ćwiczący. Nie powinno się używać stroju gimnastycznego uwypuklającego formy ciała kobiecego lub z innych względów niestosownego. Bez zastrzeżeń można zgodzić się dla celów gimnastycznych na szerokie, zbliżone do spódnicy spodnie i niezbyt obcisłe bluzki sportowe. Nie znaczy to jednak, że stroju gimnastycznego wolno używać na ulicy i na wycieczkach".

Nawet odpowiednio ubrane uczennice powinny dbać, aby gimnastykować się z dala od pożądliwych spojrzeń, "w zamkniętych halach lub na boiskach, z wykluczeniem publiczności". Konserwatywni publicyści przestrzegali młode panny: "Nic tak bardzo nie sprzeciwia się prawdziwej, niezepsutej jeszcze naturze kobiecej, jak wystawianie jej wdzięków na widok szerokiej publiczności".

Batalia o kostiumy gimnastyczne ciągnęła się przez całe XX-lecie. Już w 1925 r. konferencja biskupów opowiedziała się przeciw koedukacyjnym zajęciom sportowym. Na początku lat 30. biskup łomżyński pisał w liście do parafian: "Przeto wzywam naprzód rodziców, aby córkom swoim stanowczo zabronili występowania w ubraniach gimnastycznych, szkodliwych dla ich chrześcijańskiej skromności kobiecej (...). Samą zaś młodzież wzywam do niewystępowania w ubraniu, które je naraża na wstyd i na ujemną krytykę, oraz wywołuje publiczne zgorszenie".

Reforma szkolnictwa nie znalazła uznania w oczach tropicieli zepsucia. "Koedukacja udaremnia należyte wychowanie seksualne młodego pokolenia, bo paraliżuje wpływy domu na dziecko - pisała jedna z gazet katolickich. - Spoufala obie płci i ułatwia zaspokojenie budzącej się ciekawości seksualnej. Jest wybornym podłożem dla miłostek i wprost zachęca do nich. Podnieca próżność i budzi kokieterię w dziewczętach, rozkaprysza i zniewieściałymi czyni chłopców. Umożliwia dopełnianie wiedzy o seksualizmie, a nieraz i stosowanie jej praktyczne".

Publicyści wyrzekali przy tym na "emancypację i feminizm, zdobycie uniwersytetów i masowe rzucenie na nie dziewcząt, ani nie przygotowanych, ani nie predestynowanych do poważnej samodzielnej pracy umysłowej".

Nie tańczyć, książek nie czytać

U schyłku lat 20. w Polsce upowszechnia się moda na obcisłe kostiumy kąpielowe odsłaniające uda i ramiona. „A która panna czy mężatka oburza się na podobny bezwstyd - zżymali się konserwatywni publicyści - matki pozwalają na to córkom, mężowie żonom, narzeczeni narzeczonym, i to nie tylko nad morzem, ale nad lada stawem czy rzeczką (byle była okazja do rozbierania się), a wszystko w imię »zdrowia « oczywiście. Plaże współczesne to są po prostu bezpłatne wystawy żywej pornografii”.

"Czy jesteś pewna, że na obnażone kształty ciała twego nikt nie zwraca uwagi, że ruch i zachowanie twoje u nikogo złych nie zbudzą pragnień i pożądań? - ostrzegał ks. Bodzianowski - Opuściłabyś może natychmiast plażę, gdybyś miała pojęcie, jak dzikie i niskie namiętności wzniecasz w duszy niejednego mężczyzny. (...) Radzę ci trzymać się z dala od plaży dzisiejszej, będącej często miejscem orgii, tańców osób prawie rozebranych, kultu nagości i różnego rodzaju rozpusty".

Mianem "bagna moralnego" obrońcy moralności określali też dansingi i zabawy organizowane w eleganckich salonach. Tańce nowoczesne nazywano "spółkowaniem muzykalnym" i uważano za sprzeniewierzenie się ojczystej tradycji. "Mamy prawo domagać się, aby nie czyniono z tańca misterium wyuzdania - pisał miesięcznik "Pro Christo" wydawany przez oo. marianów. - Należy ubolewać, że młode pokolenie nie umie już prawie naszych polskich mazurów, oberków itd. Powinny powstać kółka propagujące tańce narodowe". Potępiano "rozbudzanie przez taniec złych, pożądliwych myśli, spoufalenie gestów, spojrzeń, słów". Znany przed wojną publicysta konserwatywny Czesław Lechicki demaskował: "Tu żadne wykręty, zasłanianie się względami na wytworność manier salonowych nie pomogą; tańczący chcą podniety zmysłowej i odnajdują ją".

Wśród "zepsutych nowinek" umieszczano także literaturę. W latach 20. słynny stał się przewodnik redemptorysty ks. Mariana Pirożyńskiego, w którym autor omówił pokrótce 3,5 tys. książek, większość z nich dyskwalifikując jako "niemoralne", "mało budujące" lub "pornograficzne". Nawet Dickens nie nadawał się dla młodzieży, bowiem "zbyt drobiazgowo opisywał sceny wyznań miłosnych".

Najlepiej było książek nie czytać w ogóle, by nie narażać się na pokusy cielesne. Katolicki poradnik "O czym młoda panna wiedzieć powinna" doradzał: "Rzecz naturalna, że w miarę zbliżania się okresu dojrzewania narządy płciowe zaczynają zwracać na siebie uwagę młodej dziewczyny. Trzeba wtedy starać się o to, aby myśl nie zaprzątała się nimi nadmiernie. Ogromnie szkodliwym jest wtedy rozczytywanie się w powieściach. Opisy scen erotycznych wywołują w organach płciowych czytelniczki stany podniecenia, zmuszając je do wydatniejszej czynności, a tym samym szkodząc zdrowiu".

Szkoła deprawacji

W 1931 r. z inicjatywy Tadeusza Boya-Żeleńskiego rozpoczęto tworzenie w Polsce poradni świadomego macierzyństwa mających upowszechniać wiedzę o antykoncepcji. Dla Kościoła nieuznającego innych form regulacji poczęć poza naturalną inicjatywa ta stała się kamieniem obrazy. Ostrzegano: "Małżeństwo stosujące systematycznie praktyki przeciwpoczęciowe w mechanicznej formie przemienia się w jaczejkę prostytucji". "Mały Dziennik" pisał: "Domaganie się nieskrępowanego obcowania płciowego bez przyjęcia naturalnych jego następstw jest niczym innym, jeno komunizmem obyczajowym". Gazety narodowe roztaczały apokaliptyczne wizje: za sprawą poradni w Polsce zapanuje "bolszewizm zmysłów".

"Poradnie świadomego macierzyństwa propagują występek onanizmu - ostrzegało "Pro Christo". - Jak wiemy z Biblii, za występek ten Bóg karze śmiercią, co można rozumieć również i symbolicznie, jako śmierć nie tylko danego człowieka, lecz także wygaśnięcie danego pokolenia i narodu".

Na równi z antykoncepcją obrońcy cnoty potępiali edukację seksualną. Na Zjeździe Katolickim w Warszawie przestrzegano: "Dzieciom nierozbudzonym nieudolny popularyzator rysuje na tablicy narządy, osłonięte w domowym wychowaniu dobroczynnym wstydem, i daje objaśnienia rażące, których rodzice udzielali ostrożnie w cztery oczy w okresie dojrzewania każdemu dziecku oddzielnie. Naraz, na komendę, niewinność zniesiona, dzieci mają wszystko wiedzieć".

Choć zwolennicy wychowania seksualnego - nieśmiało i na próbę wprowadzanego w niektórych szkołach - z reguły opowiadali się za czystością przedmałżeńską, środowiska katolickie atakowały ich bezpardonowo: "Reformatorzy seksualizmu prowadzą swych adeptów wprost we wrota rozpasania i zwyrodnienia".

Zdaniem moralistów skutki uświadamiania szkolnego mogły być tylko jedne: "Czyha na młodzież straszny wróg - zły nałóg - samogwałt. Wróg, co grozi wycieńczeniem, neurastenią, zatrzymaniem w rozwoju ciała, umysłu, serca, spaczeniem charakteru, zgaśnięciem zapału do życia, do czynu, zboczeniem do perwersji. Rodzice i szkoła powinni wszystko uczynić, ażeby nie rozbudzać popędu za wcześnie (...). A tu właśnie szkoła pompatycznie zwraca uwagę na te części ciała, dawniej za wstydliwe uważane, pouczenie rozszerza horyzonty uświadomienia".

Wedle opinii Kościoła nauka o życiu płciowym powinna przede wszystkim uczyć jego unikania. "Nie chodzi tu tylko o udzielenie wiadomości z dziedziny seksualnej, bo one same nie utwierdzą wychowanka w czystości - pisało "Ateneum Kapłańskie" - ale chodzi o odpowiednie ustosunkowanie woli wychowanka wobec spraw seksualnych, o wyrobienie szlachetności ducha, aby wbrew popędom zmysłowym, ze względu na dobro swoje i społeczeństwa oraz ze względu na Boga chciał i umiał być czystym. (...) Poleca się operować odpowiednimi porównaniami i przykładami z życia roślinnego (nie zwierzęcego). Nie należy oczywiście mówić zbyt realistycznie i drastycznie, ale z pewnym idealizmem". Zastrzegano, że "nie zawadzi nawet trochę pedanterii w wychowaniu pod względem czystości obyczajów. Nastroić tu należy wychowanka na wysoki ton, bo fale życia niejedno zatrą i zniwelują".

Krucjata cnoty

Skuteczność działań podejmowanych przez duchownych i działaczy katolickich przeciw "zepsuciu moralnemu" była niewielka. Podczas gdy akcje pikietowania sklepów żydowskich podejmowane przez narodowców odnosiły pewne sukcesy, podobne działania inicjowane przez moralistów przeciw teatrom i księgarniom z "literaturą pornograficzną" z reguły okazywały się nieskuteczne. W próżnię trafiały też apele o "usunięcia z życia publicznego wszystkiego, co pobudza zmysły, zwłaszcza książek, w których stosunki płciowe otoczone są aureolą poezji, i widowisk takich jak balety, bowiem wpółobnażone kobiety działają silniej na wyobraźnię niż zupełnie nagie".

Pojawiły się projekty, by do walki z zepsuciem gremialnie ruszyli członkowie Milicji Niepokalanej - organizacji powołanej przez o. Maksymiliana Kolbego, skupiającej w całym kraju blisko milion parafian. Na łamach "Rycerza Niepokalanej" wzywano: "Należy więc rozpocząć z pornografią żywą walkę wytrwałą, a nieugiętą i druzgocącą ją ciągle i wszędzie: w ogrodzie, na ulicy, zabawie, przyjęciu itd. - zwracając delikatną, a zawstydzającą uwagę wszystkim tym, którzy pozwolą sobie na nieskromne dwuznaczniki, dykteryjki czy w ogóle jakąkolwiek nieprzyzwoitość".

Tak kręgi kościelne, jak i narodowcy zaciekle atakowali liberalną inteligencję. Pisano o "boyszewizmie" i "dziecioboystwie", środowisko "Wiadomości Literackich" nazywano "apostołami rozpasania moralnego", a samo pismo - "Wiadomościami Ginekologicznymi".

Zwolennicy swobody obyczajowej też nie przebierali w słowach. Boy pisał na początku lat 30.: „Czy przeciętny ksiądz strzeże celibatu, czy nie, sprawa płci jest dla niego nieustającą obsesją, zboczeniem, chorobą. Przesłania mu cały świat. (...) Pamiętamy okres powojenny: ziemia kurzyła się jeszcze od krwi, przed Europą otwierały się całe kompleksy nowych zagadnień gospodarczych i moralnych, a księża nasi umieli tylko grzmieć z ambon przeciw krótkim włosom, krótkim sukniom, przeciw gołym ramionom pierwszych wioślarek. Najwyższe dla nich zadanie, to nie dopuścić, aby jakaś para się pocałowała - bodaj w książce - poza tym wszystko jest dla nich »moralnie obojętne «. Życie przepływa koło nich jak coś obcego, niezrozumiałego, nienawistnego; widzą tylko genitalia. Chorzy ludzie!”. To właśnie z powodu tych słów gazety narodowe wzywały do „wygarbowania Boyowi skóry”.

Autor "Dziewic konsystorskich" nie był jednak odosobniony. "Jesteśmy zwolennikami wolności słowa i przekonań, praworządności i demokracji, tolerancji i postępu, i wielu jeszcze rzeczy równie śmiesznych i wzgardzonych w Polsce - pisał Antoni Słonimski w "Wiadomościach Literackich" w 1932 r. - Pragnęlibyśmy odrobić wreszcie ten ciągle u nas odkładany wiek XIX i chociaż kawałek epoki oświecenia. Może to być bardzo potrzebne przy egzaminie, który lada dzień historia każe nam zdawać. Są jeszcze ludzie w Polsce, dla których nie jest bez znaczenia, czy zdamy egzamin dojrzałości, czy też dalej będziemy siedzieć na oślej ławce Europy".

Hitlera podziwiać należy

Mimo ponawianych wciąż apeli i gróźb obrońcy cnoty mieli poczucie, że ponoszą klęskę. Przemiany obyczajowe szły w kierunku przeciwnym, niż postulowali. Stąd zapewne brała się wiara, że "powszechne zepsucie" jest efektem spisku zawartego przez wrogów Polski i katolicyzmu. Wskazywano na "międzynarodowe żydostwo", które "wlewa truciznę mentalną we wszystkie soki ojczyzny naszej, wżera się jak rak w ciało narodu, szerzy przekupstwo i zepsucie wśród dorosłych, a rozpustę i bezbożnictwo wśród młodzieży". Rozwiązłość propagować mieli wśród Polaków sowieccy agenci zwalczający tradycyjną rodzinę jako przeszkodę na drodze do światowej rewolucji.

Za wzór skutecznej walki z zepsuciem stawiano faszystowskie Włochy i Niemcy. "Hitlera podziwiać należy za bezkompromisowość - pisano na łamach "Pro Christo" w 1933 r. - Wydał wojnę na śmierć i życie żydostwu i rozpasaniu moralnemu, dwóm rakom toczącym naród niemiecki. Berlin, jak wiadomo, śmiało mógł być uważany dotąd za nowoczesny Babilon, był stolicą nudyzmu, homoseksualizmu. Obecnie przybytki rozpusty wołającej o pomstę do nieba zostały zniszczone. Zdaje się, że nam też niedługo będzie potrzebny jaki Hitler, który by z różnym wszawym robactwem zrobił porządek".

Nadciągającej rewolucji seksualnej nie dawało się jednak zatrzymać. Ewolucji obyczajów bowiem nie zaprojektowała masoneria ani nie ukartował tajny rząd żydowski. W niewielkim tylko stopniu przyczyniła się do niej cyganeria artystyczna. Jak pisze historyczka Magdalena Gawin, "nie należy postrzegać wielkiej przemiany obyczajowej lat 30. jako następstwa manifestów ideowych. Jej złożoność i siła polegały na tym, że proces kwestionowania, a potem odrzucania XIX-wiecznych norm moralnych odbywał się spontanicznie. Tempo przemian dyktowała często ulica warszawska lub nadmorska plaża, a nie kolejny (...) artykuł prasy postępowej".

Nowe rozrywki, sporty i ubiory składające się na codzienność wielkiego miasta nie były wyuzdane, lecz po prostu coraz bardziej wolne od lęku przed seksualnością.

* Piotr Osęka - historyk, adiunkt w Instytucie Studiów Politycznych PAN
  • 0

#2 kendey

kendey

    Error 404

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 759 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Kielce

Napisany 05.11.2006, 20:46

ja też przeczytałem :)
  • 0

#3 Gość_Oxandrolone_*

Gość_Oxandrolone_*
  • Autor(ka) tematu
  • Goście

Napisany 05.11.2006, 21:19

Mniejszą zbrodnię wobec ludzkości, państwa i narodu popełniają ci, którzy ludzi trują, dzieci mordują, wysadzają pociągi, zatruwają studnie, sprzedają nieprzyjacielowi plany strategiczne (...), niż propagatorzy seksualizmu i bojownicy nowej etyki rozpusty

Jest jak było.
  • 0

#4 Did

Did

    Zadomowiony

  • VIP
  • PipPipPipPipPip
  • 237 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Kraków

Napisany 08.11.2006, 17:50

Bardzo bym chciał być taki niewinny, "nieuświadomiony", żebym nie wiedział jak wygląda ciało kobiety, żeby moje obwody płciowe drzemały sobie aż do czasu, kiedy będą potrzebne... Odnoszę wrażenie, że dawniej nie było tak źle.
  • 0

#5 Gość_Malin_*

Gość_Malin_*
  • Autor(ka) tematu
  • Goście

Napisany 20.01.2007, 19:02

Za[beeep]isty artykuł. Doskonale obrazuje walke z lewactwem i wojującym liberalizmem. Chwała ludziom, którzy mimo niesprzyjającym okolicznościom nie tracili wiary w Pana Jezusa.

Ten post był edytowany przez Malin dnia: 20.01.2007, 19:02

  • 0

#6 Lothar

Lothar

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 132 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Warszawa

Napisany 20.01.2007, 19:30

Liberalizm nie zawsze jest zły, np. liberalizm gospodarczy, konserwatyzwny liberalizm. Trzeba sprecyzować, to co jest złe to libertynizm
  • 0

#7 Gość_Malin_*

Gość_Malin_*
  • Autor(ka) tematu
  • Goście

Napisany 20.01.2007, 19:36

Racja. Nie mam nic przewko liberalizacji gospodarki :)
  • 0