Skocz do zawartości



Skutki uboczne odstawienia masturbacji


  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
412 odpowiedzi w tym temacie

#1

  • Goście

Napisany 05.06.2005, 21:23

Zwaliłem dzisiaj, po ponad 4 tyg. abstynencji. Wcześniej przez lata trzepałem nałogowo, ciągle. A teraz od początku maja dosłownie "ni chuja".
Bywało przez ten miesiąc różnie, ciągnęło mnie jeszcze do pornografii, ale... ostatnio zwalczyłem w sobie i do niej pociąg. Miałem już wrażenie, iż jestem na dobrej drodze do uwolnienia się. Ja już taki mam charakter - jak się zaprę, to potrafię sobie odmówić wszystkiego. Wyrabia mi się takie nastawienie, blokada psychiczna. I nie zrobię czegoś, w tym wypadku nie zmasturbuję się.
Ale jednak, mimo że czułem tak, i to do ostatnich chwil, zrobiłem TO dzisiaj. Strzepałem konia z premedytacją, nie mając wcale wrażenia, że upadam. Nie fantazjowałem za dużo w trakcie, potraktowałem to jak jakiś niechętnie wypełniany obowiązek. (choć orgazm miałem taki, że mało mnie z nóg nie ścięło:))
Nie mam wyrzutów sumienia. Jak już wspomniałem, nie traktuję tego jak upadku. Zrobiłem to dla własnego dobra.
Jak ktoś już kiedyś wspomniał, nagłe odstawienie masturbacji, po latach klepania non - stop, może mieć jeszcze gorsze skutki, niż sam nałóg. I u mnie te skutki zaczęły wychodzić...
Pierwsze tyg. były spoko. Ale potem zaczęło się psuć. W skrócie - opanowały mnie drobne nerwice, z czasem pojawił się tik nerwowy - mruganie oczami. W ostatnich dniach "zamuliło" mnie tak, że już nawet nie mogłem normalnie gadać z ludźmi. I pojawiły mi się jakieś lęki, dziwne "schizy". Czułem, jakby moją głowę owijano coraz grubszą warstwą waty...
Jestem ciekaw, czy u kogoś jeszcze pojawiły się takie skutki uboczne masturbacji...
Świadczą one o tym, że siedzę w tym syfie głębiej niż się spodziewałem. NIE potrafię już chyba normalnie funkcjonować bez "tego" dłużej niż 3 tyg.
Dwa dni kalkulowałem, czy opłaci mi się rozładować napięcie. Lekko się już sypałem. I dziś podjąłem na chłodno decyzję. Tak naprawdę wcale nie chciało mi się trzepać. Nie czułem żadnego podniecenia przed tym, nie byłem pobudzony. Klepańsko wypompowało mnie, ale poczułem też ulgę. Od razu rozjaśniło mi się w głowie, a oczy przestały mi dziwnie mrugać.
Mam pytanie - co innego miałem w tym momencie zrobić? Zacząć brać leki uspokajające, czy co? W wieku osiemnastu lat??
Czy w ogóle była alternatywa?
Strzepałem dzisiaj 2 razy. Mam nadzieję, że nie wpadnę w ciąg. Chyba rozplanuję sobie jedno walonko na tydzień. Może się uda.
Mogłem trwać w abstynencji dalej. Przytłumiłem w sobie głęboko pociąg do masturbacji i pornosów. Byłem już czysty. Właściwie, choć może się to wydać zabawne, nadal się taki czuję. Bo mam już inne spojrzenie na sprawę. Nie zwaliłem gruchy z powodu słabości, z takich przyziemnych przyczyn. Nie okazałem słabej woli. Mogłem równie dobrze nie robić tego przez następny miesiąc; tak mi się przynajmniej zdaje. Tyle, że jakby się to odbiło na mojej kondycji psychicznej...??? Jakie to wszystko jest pokopane... Niesamowite, w jakim stopniu onanizm wnika w życie erotomana.
Oczywiście tych, którym nie dokuczają skutki uboczne, nie namawiam do zaprzestania walki. Gdyby nie te skutki, ja też trwałbym dalej w abstynencji. Moim celem był całkowity celibat, do czasu poznania jakiejś laski. No, ale niestety, w moim przypadku tak się nie da.
Czy powinienem iść z tym do jakiegoś specjalisty? Jestem lekko rozstrojony, nie wiem sam, co mam robić. Czy jest ktoś, kto miał podobne historie i sobie z nimi jakoś poradził?? Byłbym wdzięczny za jakieś rady...
  • 0

#2 Slave of Slaanesh

Slave of Slaanesh

    Wyga

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 536 Postów:
  • Skąd:Język Slaanesha

Napisany 05.06.2005, 21:35

Myślę, że powinieneś udać się z tym problemem do seksuologa. Ja sam nigdy tak nie miałem, brak masturbacji nie wpływa na moją przytomność lub ciało (w sensie tiki itd.). Narkomani gdy są na odwyku również czują się beznadziejnie i cierpią, ale widocznie niektórzy muszą przez to przejść żeby się uwolnić.
Twoje obecne podejście nie jest dobre - znajdziesz sobie dziewczynę, będziecie współżyć i co - będziesz wymagał od niej współżycia, żebyś nie czuł się "przymulony"? Albo będziesz jej tłumaczył, że musisz ją zdradzać z własną ręką, bo bez tego się źle czujesz? Nie sądzę, aby to jej odpowiadało. Masz problem, który musisz pokonać, nie uciekać przed nim. Myślę, że powinieneś udać się do specjalisty - on będzie wiedział co robić.
  • 2

#3 Tytus

Tytus

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 211 Postów:
  • Skąd::)

Napisany 05.06.2005, 21:35

Hmm...co do tych skutków ubocznych onanizmu jak to nazwałeś, te schizy, i tiki. Ja podobnych, albo i innych symptomów nie miałem. Ale napewno istnieje takie coś, że jak jesteś już głęboko podniecony to szalesz, twój organizm domaga się wyuczonych odruchów. Sęk w tym, aby tę barierę złamać i przejść dalej. To tak jak z narkomanami, nie uspokoją się zanim nie wezną kolejnej działki, która pozowli im przetrwać bliżej określony czas. I tak w kółko. Ci którzy będą się opierali wbrew ciału wtedy mają szansę wyjścia. Co do twojego przypadku. Dziwne jest dla mnie to, że tak machinalnie waliłeś sobie konia. Bez refleksji, aby się rozładować. Sam zauważyłeś, że po "zwaleniu" inaczej myślisz. To chyba typowe o onanisty. Też tak mam. Otrzeźwienie, które pozwoli funkcjonować do najbliższych "chcic i zapędów". Ja jak już wspomniałem, żadnych skutków ubocznych na ciele nie mam. Gorzej jest z myślami, one po pewnym czasie potrafią zawładnąć Tobą całkowicie, i krązyć jak chmara. Dlatego przy tej próbie staram się kosić myśli od środka.
  • 0

#4 Gość_Andrey'an_*

Gość_Andrey'an_*
  • Goście

Napisany 05.06.2005, 21:52

Znam to. Rzeczywiście, nagłe odstawienie nałogu odbija się trochę na rzeczywistości. Przede wszystkim rozumiem twoje chłodne rozładowanie nie jako upadek, ale jako przemyślaną decyzję. Też czasem jestem już skrajnie pobudzony, wszystko mi się [beeep]i, wypompuję z siebie co trzeba, bez specjalnych emocji, po prostu rutyna (co do orgazmu, to rzeczywiście wtedy dochodzi do małej eksplozji), bez radości i przesadnego podniecenia.

Podejrzewam, że to organizm przyzwyczajony do regularnego "wyrzutu" i częstego uzupełniania hormonu odpowiadającego za to tak reaguje. Moja metoda? Stopniowe zmniejszanie dawek. Nie da się tego z miejsca totalnie odstawić.

Wyznaczyłem sobie minimalne odstępy od pojedyńczych, rozładowujących masturbacji (nie ma mowy o ciągu) i trzymając się nich poprawiam sobie średnią w stosunku do poprzednich lat trzy albo czterokrotnie. Jednocześnie "wywalam" ze swojego życia wszystkie stare błędy, pornografię, wszystkie przyzwyczajenia - słowem buduję sobie grunt pod kolejne, bardziej radykalne limity. Aż w końcu niemal wyzeruję mój nałóg.

Rzeczywiście, nie robiąc tego przez dłuższy czas przy jednoczesnym odczuwaniu potrzeby momentami czuję się dziwnie, źle, mam stany lękowe (może to też z tego powodu), nie mogę spać po nocach. Efekt narkotycznego głodu. Stosuję coś takiego jak /nicorette/ dla nałogowych palaczy, starając się zmniejszać dawkę, żebym nie potrzebował już co jakiś czas wymieniać moich zasobów. Pozdrawiam, wierzę bardzo że uda nam się wyjść z tego bagna całkowicie... trzymaj się !
  • 0

#5

  • Goście

Napisany 05.06.2005, 22:56

moze wiecej kontakow z dzieczynami ci pomoze?

moze przez te trzepanie zbiera sie w tobie duzo energii a gdy przestajesz tli ta energia w Tobie?

moze warto zaczac uprawiac jakis sport?
  • 0

#6

  • Goście

Napisany 06.06.2005, 07:49

Nie mialem nigdy skutkow ubocznych, takich jak opisujesz. Wydaje mi sie, ze dobra rada jest jednak pojscie do seksuologa - choc obawiam sie, ze ten moze Ci powiedziec zwyczajnie, ze masturbacja jest zdrowa i wskazana w Twoim wieku itd :(
Podpisuje sie tez pod rada rozpoczecia intensywnego uprawiania sportu. Czytalem na forum, ze nie wszystkim to pomaga. Ale ja naleze do tych osob, ktorym pomaga to wspaniale, i to wlasnie bardziej na problemy psychiczne, niz na zwykla chcice. Najbardziej polecam bieganie, choc to trzeba polubic (niektorym sie nudzi). 45 minut ciaglego biegu wyplukuje ze mnie wszelkie negatywne emocje, czuje sie czysty, zdrowy i mam wrazenie, ze po takim mini-maratonie wszystko w moim ciele i umysle jest na swoim miejscu. Odechciewa mi sie tez zupelnie onanizmu (pewnie przez zmeczenie). Niestety nabawilem sie kontuzji kolana na rowerze i lekarz zabronil mi biegac :( Silownia i intensywna gimnastyka w domu tez pomaga sie rozladowac, choc juz nie tak bardzo jak bieg (choc to moze byc zupelnie inny efekt - czasami mysle, ze po prostu bieganie jest na swiezym powietrzu i to wlasnie stanowi dodatkowy efekt wzmacniajacy rozladowywanie emocji).
Moim zdaniem walcz dalej, moze musisz to jednak zmeczyc i przetrwac tiki i problemy odstawienia?
Pozdrawiam i trzymam kciuki.
  • 0

#7 Gość_denordon_*

Gość_denordon_*
  • Goście

Napisany 06.06.2005, 09:02

Co Wy gadacie - do jakiego seksuologa? Przecież on nie ma problemów z seksem. Jeśli już, to do psychologa.

Mam takie pytanie do autora wątku: czy w ciągu tych 4 tygodni coś w Twoim życiu zmieniło się poza tym, że przestałeś się onanizować?
  • 0

#8

  • Goście

Napisany 06.06.2005, 09:18

Oto co ja zauważyłem u siebie - skutki uboczne.
1. Nerwowość.
2. Nadpobudliwość.
3. Lęki, różnego rodzaju.
Daje to wszystko w kość.
  • 0

#9

  • Goście

Napisany 06.06.2005, 09:59

Ja tez tak mam. To znaczy nie mam trików i nie mrugam oczami ale jeśli tydzień albo np. dwa sobie nie ulże to "mnie nosi" http://onanizm.pl/pu...tyle_emoticons/default/003.gif
Chodze jakiś przybity i nabuzowany. Mśle o wszystkim i o niczym.
Niemoge się skupić na tym co robie. Momentami robie się newowy.
Potem załączam pornola i trzepie z pełną premedytacją i ............ ulga.
Wszystko wraca do normy a ja już znowu jestem sobą - całkiem wyluzowany.
Nie robię tego jakoś nadzwyczaj często jak niektóre nudzące się małolaty (niektórzy kilka razy na dzień_. Mi wystarczy kilka razy na tydzień a czasem 1-2 razy na tydzień.
Dosłżem do wniosku że tego mój organizm potrzebuje tak jak jedzenia snu czy innych czynności fizjologicznych.
No tak mam i nic narazie na to nieporadze.
  • 0

#10

  • Goście

Napisany 06.06.2005, 17:47

Moim zdaniem naóg walczy, to są kryzysy które należy przejść zgodnie z zasadą co Cię nie zabije to Cię wzmocni, niestety wychodzenie z nałogu w przeciwieństwie do wchodzenia nie jest przyjemne. Miałem kryzys niedawno w zeszłym tygodniu i było to jak jazda na pustym baku okropna sytuacja, ale ją przeszedłem i jest ok.
Pozdrawiam.
  • 0

#11 Gość_luk_25_*

Gość_luk_25_*
  • Goście

Napisany 06.06.2005, 19:38

Hej, każdy ma chwile słabości - wzrost cisnienia - no i na pewno nie raz wymieka ale jak uda mu wybronić to potem czuć to zadowolenie że jednak potrafie postawić na swoim
  • 0

#12

  • Goście

Napisany 07.06.2005, 17:55

Znajduję się już chyba na granicy "ciągu". Nie waliłem cały jeden dzionek, a dziś omal tego nie zrobiłem. Przerwano mi tę niewdzięczną czynność.
Ale chyba jednak upadnę... Szczerze mówiąc, nawet się przed tym już za bardzo nie wzbraniam.
Bo już praktycznie wygrałem walkę. Nie waliłem prawie miesiąc, nie czułem już żadnej podjary, nie ciągnęło mnie do pornografii... Byłem czysty, można rzec. Przytłumiłem w sobie mechaniczny odruch walenia, radziłem sobie ze stresami "bez tego". I myślałem, że już będzie ok. Że już się ułoży.
Ale nie, musiały się pojawić te problemy z układem nerwowym. Zaczęło mnie to już rozpierdalać i podjąłem decyzję. Bo miałem wrażenie, że mogę się okaleczyć psychicznie, dłużej się nie rozładowując.
Zwaliłem. I poprawiło mi się.
To niestety nie jest takie proste, jak mi się wydawało. I nie wiem, co robić. Otchłań otwiera się przede mną... a ja chyba chcę w nią wpaść. Gdy bowiem odwrócę się od niej, widzę drugą stronę - problemy na tle nerwowym. Powstrzymywanie się w moim przypadku może mi jeszcze gorzej zaszkodzić. Robiłem to tyle lat - masturbacja regulowała moje hormony, napięcie i ogólnie. A przez jej brak wszystko mi się pomieszało.
To jest głębsza sprawa, mam jeszcze problem z uzależnieniem emocjonalnym od pewnej osoby. To jest błędne koło, bo to uzależnienie też mi się najprawdopodobniej zrobiło przez nałogowy onanizm i uciekanie przed kłopotami w świat erotycznej przyjemności...
Jestem chyba zbyt wrażliwym człowiekiem... Cholera, czemu nie urodziłem się tępym dresiarzem? Siedziałbym całe dnie na siłce i wpierdalał koksy, zamiast przejmować się jakimiś emocjonalnymi głupotami.
Potrzebuję psychologa i chyba jakichś leków, ale za chuja nie pójdę, bo się wstydzę.
W wakacje wyjadę z mojego miasta, oderwę się od szarej rzeczywistości - może to coś zmieni. Może to mnie uwolni.
Chciałbym, cytując kogoś, rzec "Nie. Dla niej". Ale przed tą "nią" jestem jeszcze ja i moja psychika, którą mogę sobie rozregulować, nie waląc.
Gdybym wziął się za siebie parę lat temu... Nie doszłoby do takich rzeczy. Byłem kiedyś szczęśliwy. I umiałem marzyć. A teraz to się poszło [beeep]ać...
Gdybym uporządkował swoje problemy, gdy tylko się pojawiły, a nie uciekał przed nimi... Dziś byłoby zupełnie inaczej. Ale tak jest najprościej. Zawsze się przed czymś ucieka. A potem jest płacz i zgrzytanie zębami...
Potrzebuję zmian. Pragnę ich. Muszę się ostro, naprawdę ostro wziąć za siebie i diametralnie zmienić swoje życie.
Uzależnienie od przyjemności erotycznej.
Uzależnienie emocjonalne od kogoś.
A wszystko przez to, że kiedyś, zamiast stawić światu twardo czoła, wolałem zaszyć się przed kompem z pornolami.
Kiedyś... ech...
  • 0

#13 RaV

RaV

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 190 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 07.06.2005, 20:43

Johny, trudno mi dziś cokolwiek powiedzieć, bo wczoraj sam miałem nieciekawie. Nie wiem co mam Ci powiedzieć, Johny... Bardzo wzruszył mnie Twój post. Ja powiem szczerze, że nie siedzę w tym tak głęboko, żeby mieć aż problemy z psychiką, więc nie mogę powiedzieć, że Cię rozumiem... I rozumiem jak trudnym krokiem byłaby chęć jakiejś interwencji psychologa... Może po prostu warto by było raz jeszcze wszystko przemyśleć, postanowić czego tak naprawdę chcesz, wybrać ideały dla jakich chcesz walczyć i... Nie ulegać chwilom słabości... Tak jak ja wczoraj, miałem wielką ochotę wyjąć go i po prostu zwalić, ale nie zrobiłem tego BO NIE, mimo że mi się bardzo chciało. Bardzo mi się chciało i nie przemawiały do mnie żadne argumenty, ale pokonałem tą żądzę nie psychicznie, tylko fizyczną biernością ;) . Johny, trzymaj się... Przemyśl to dokładnie, a jak nie to może warto zwrócić się do kogoś po radę... Pozdrawiam...
  • 0

#14 Slave of Slaanesh

Slave of Slaanesh

    Wyga

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 536 Postów:
  • Skąd:Język Slaanesha

Napisany 07.06.2005, 20:50

Johny, napisałeś że Twój układ nerwowy, hormony itd. zmienily się pod wpływem masturbacji - a więc zmiana w drugą stronę też jest możliwa! Niech abstynencja przyniesie tą zmianę. Walka nie jest przegrana póki się nie poddasz. Nie będzie łatwo, ale można zwyciężyć.
  • 1

#15

  • Goście

Napisany 16.06.2005, 20:24

hej johny ja normalnie mam to samo co Ty!! jakbym widzialem siebie nie moge normalnie mam ciagle stany lękowe od lat sie onanizowalem od dziecka kiedy tego nie robie czuje sie nadpobudliwy nie moge przestac najdluzej wytrzymalem kilka tygodni to byl koszmar po prostu nie wiem jak z tego wyjsc to mnie wyniszcza i ciagle prosi o więcej przy tym te choleren lęki czuje,masturbacja daje chwilowe zludzenie zmniejszenia lękow nie weim co robic przez to sie odizolowalem od ludzi nie potrafie przy kims sie zachowac spokojnie bo mam objawy lękowe,co jakis czas czuje silna chęc zeby to zrobic :( mam rozne objawy np zimne ręce czuje sie jakis przymulony.. i stany przygnebienia... jakbys chcial o tym pogadac to daj nr gg albo pisz, wiem jak to jest!! sam szukam wyjscia z tego....od lat tak jest i nic sie nie zmienia jakies mysli pozniej mam co badz powoduje ze mam ochote
pozdrawiam..
  • 0

#16

  • Goście

Napisany 17.06.2005, 02:38

Ludzie czy wy nie przesadzacie. To sie nazywa popęd skeusalny. Jest on po to zeby zachowac ciagłośc gatunku. Zeby kobieta nie prosiła cie o zrobienie jej dziecka. Masz prblemy koles, bo masz za dużo spermy we łbie i jajkach. Jeśli nie masz kobiety to raz na jakiś czas musisz sam rozładowac strzelbe bo zfiksujesz. Jeżeli nie masz polucji. Oczywiście nie mówie tu o masturbacji po 8 razy dziennie, ale raz na miesiąc na tydzień w zależnosci od człowieka (napewno nie neguje tu waszego nałogu). Kurna myślcie troche bo wmawiacie tu sobie jakieś dziwne rzeczy. To nie jest nałóg alkoholowy czy narkotykowy, to nie jest uzaleznenie fizyczne tylko psychiczne!!!
  • 0

#17

  • Goście

Napisany 17.06.2005, 11:44

jesli psychiczne to jak sie od tego uwolnic ??
  • 0

#18

  • Goście

Napisany 17.06.2005, 21:03

Potrzebna jest zmiana myślenia. Co do tego to napisałem dużo w poście pt. "masturbacja nie jest dobra ani zła". Potrzebna jest zmiana uczuciowego podejścia do całej sprawy. Potrzebna jest silna wola. W uzależnieniu fizycznym to nie wystarczy bo masz powikłania, bóle mięśni wymioty itd. W przypadku częstego onanizmu, nałogu, tak naprawde przeszkadzaja ci tylko nawracające ciagle myśli, że chcesz, że musisz, takie natrętne myśli które wplataja sie miedzy wszyskie inne przechodzące przez twoja głowe. Może przykład podam (dosc ekstremalny ale obrazowy).
Czasami jak jade samochodem to nachodzą mnie sporadycznie myśli jak by to było gdybym zjechał na sąsiedni pas ruchu albo walnal w pobliska lampe. Napewno każdy z was miał takie różne opcja jak nie w takich to innych sytuacjach. To taki instynkt poznawczy - jak jesteśmy mali to z ciekawości potrafimy włożyc naprzykład ręke w pare lecaca z czajnika i sie popazyc, ten instykt na starosc nie znika:) i sie objawia u mnie np podczas prowadzenia pojazdu, czasmi. Tyle że taka jest różnica, że ja napewno nie mam zamiaru palnąc kiedyś w jakąś lampe, bo wiem że to śmierc na miejscu. (w przypadku czajnika i pary nie wiedziałem ze parzy bo mamy nie było w domu:)
teraz porównajmy to do masturbacji. Poczatek jest podobny. Robisz cokolwiek i nagle nachodzi cie myśl - wiadomo jaka. Ale niestety nie ma tej blokady. "I człowiek WALI z całym impetem w tą lampe".
Jeżeli chcesz pozbyc sie tego nałogu musisz wyrobic w swoim umyśle tą właśnie blokadę, która nie pozwoli ci zjechac na sąsiedni pas ruchu.
  • 0

#19

  • Goście

Napisany 17.06.2005, 21:17

zmiana myślenia to podstawa, ale nie jestem pewien czy powinna się ona opierać na budowaniu barier. bariery, blokady to wszystko kojarzy mi się raczej z Lepperem, albo przekraczaniem barier.
może lepiej zacząć sobie uświadamiać, najbardziej racjonalnie jak ktoś potrafi, że masturbacja jest dla mnie szkodliwa, nic nie daje.
uczyć się, przemamwiać do swojej świadomości jak do dziecka.
nie jest to łatwe.
p.s.
może mówisz o tym samym. kwestia terminologii.
  • 0

#20 Gość_uzalezniony80_*

Gość_uzalezniony80_*
  • Goście

Napisany 17.06.2005, 22:59

Pan T.: to tak apropos tego wyrazania tylko swojej opinii:

Ludzie czy wy nie przesadzacie. To sie nazywa popęd skeusalny. Jest on po to zeby zachowac ciagłośc gatunku. Zeby kobieta nie prosiła cie o zrobienie jej dziecka. Masz prblemy koles, bo masz za dużo spermy we łbie i jajkach. Jeśli nie masz kobiety to raz na jakiś czas musisz sam  rozładowac strzelbe bo zfiksujesz. Jeżeli nie masz polucji. Oczywiście nie mówie tu o masturbacji po 8 razy dziennie, ale raz na miesiąc na tydzień w zależnosci od człowieka (napewno nie neguje tu waszego nałogu). Kurna myślcie troche bo wmawiacie tu sobie jakieś dziwne rzeczy. To nie jest nałóg alkoholowy czy narkotykowy, to nie jest uzaleznenie fizyczne tylko psychiczne!!!


a potem sie dziwisz, ze dosyc zdecydowanie Ci odpowiadam na tym podobne posty.
ponawiam pytanie zadane w innym watku: dlaczego mialbym sie masturbowac?

od razu tez ustosunkuje sie do tego "popedu seksualnego". doszedlem do wniosku, ze w moim przypadku problem nie lezy w hormonach, popedzie seksulanym, ale w uzaleznieniu psychicznym. poped wg mnie nie jest tak silny, a solidnie zakorzeniony nawyk psychiczny przerasta go potega wielokrotnie. nie wiem jak jest u was... tak czy inaczej, organizm sam sobie radzi. wiem o tym (znam czlowieka, ktoremu zerwanie z masturbacja sie udalo), ze bez problemu mozna zyc obywajac sie zupelnie bez samozaspokajania sie i to w zaden sposob nie ogranicza.

kompletnie nie zgadzam sie z pogladem, ze czlowiek musi, bo inaczej sie udusi. poza tym dla kogos, kto juz w tym "siedzi" ograniczanie tylko to w moim mniemaniu balansowanie na bardzo cienkiej linie.
  • 0