Skocz do zawartości



Zdjęcie

Wiara w uzależnienie od pornografii tylko pogarsza sytuację


  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
8 odpowiedzi w tym temacie

#1 zsszc

zsszc

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 56 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 03.08.2018, 23:37

Traktowanie pornografii na równi z innymi uzależnieniami wywodzi się z mniemania, że ludzie (a ściślej mówiąc mężczyźni) mogą wpaść w zależność od tych łatwo dostępnych w internecie treści tak samo, jak dzieje się to wskutek korzystania z nikotyny czy kokainy. Nie da się rzucić kamieniem, by nie trafić na artykuł, stronę internetową, grupę lub terapeutę uważającego, że uzależnienie od pornografii jest w naszym społeczeństwie poważnym problemem zdrowotnym. Sama idea uzależnienia od tego, silnie promowana przez internetowe grupy wsparcia, strony w sieci, wykład TED, organizacje nonprofit, fora internetowe i programy w telewizji zaczyna przypominać już toczącą się po zboczu kulę śniegową i opiera się na założeniu, że filmy porno aktywują układ nagrody w mózgu, z czego ma wynikać sprzyjanie destrukcyjnym zachowaniom i potencjał do uzależnienia. Jednakże w ostatnich latach w tym wielkim, pro-moralnym monolicie zaczęły pojawiać się pęknięcia.

W styczniu 2015 Jodhua Grubbs opublikował potężne badanie pokazujące, że nadawana sobie etykieta bycia uzależnionym od pornografii nie zależała od tego, ile jej rzeczywiście ktoś ogląda, ale od stopnia religijności i poglądów na moralność seksu. We wrześniu tego roku pojawiła się natomiast kolejna publikacja, która pokazuje, że samo przekonanie, że jest się uzależnionym od pornografii, jest źródłem bólu i problemów psychicznych, co silnie kontrastuje z poglądem, że uznanie się za uzależnionego jest częścią drogi ku rozwiązaniu problemu.

Grubbs jest skrupulatnym naukowcem, odznaczającym się pierwszej klasy metodologią. Nie należy od tych, którzy „odfajkowują” swe badania – zamiast tego jego publikacje zawierają często kilka połączonych ze sobą badań, które demonstrują replikowalność wyników oraz na tle wielu grup i strategii analizy pozwalają określić nie tylko korelacje, ale przede wszystkim przyczyny. Owe badanie nie jest tu wyjątkiem.

Grubbs rozpoczął od badania przekrojowego na dużej próbce dorosłych (łącznie 1047 – 619 kobiet i 422 mężczyzn, 6 postanowiło się nie określać). 713 z nich przyznało się do oglądania pornografii w ciągu ostatniego roku (338 kobiet, 370 mężczyzn, 5 pozostałych). Naukowcy określili częstość korzystania i poglądy na to, czy jest się uzależnionym, biorąc pod uwagę takie zmienne jak opinia o przymusowości własnych działań, zmagania związane z oglądaniem oraz stopień stresu emocjonalnej związany z korzystaniem. Potem zmierzyli kilka elementów stresu psychicznego, wliczając w to poziom depresji, ogólnego stresu oraz lęku. Na koniec ustalili profil osobowościowy, aby móc wydzielić ich zaburzający wpływ od czystego wpływu pornografii i poglądów na własne uzależnienie.

W zebranej próbie czas dziennego oglądania pornografii był związany, choć dość słabo, z uczuciami gniewu. Jednakże samo uważanie się za uzależnionego od internetu było silnie związane z depresją, lękiem, gniewem i stresem. Aby wykluczyć zaburzający analizę wpływ cech osobowości takich jak neurotyzm (wyższy neurotyzm wiąże się z wyższą częstością negatywnych stanów emocjonalnych, niezależnie od innych problemów), odpowiednie procedury statystyczne zapewniły, że efekt rzeczywiście związany jest z postrzeganiem się jako ktoś uzależniony.

Zespół Grubbsa zreplikował to badanie za pomocą kolejnej próby z trzech różnych uniwersytetów. Z 3055 przebadanych studentów 1215 (396 kobiet, 816 mężczyzn i 3 nieujawniających płci) przyznało się do korzystania z pornografii w ciągu ostatniego roku. Wyniki raz jeszcze prowadziły do wniosku, że samo korzystanie nie ma wpływu na problemy emocjonalne, ale widzenie się jako ktoś uzależniony od niej już tak – ponownie, silne poczucie, że należy się do tej grupy było silnym predyktorem lęku, gniewu, stresu i zwłaszcza poziomu depresji.

Badania przekrojowe mają swoje ograniczenia jeśli chodzi o określenie przyczynowości zjawiska. Takie badanie pozwala tylko na informację o (współ)występowaniu danych zjawisk w populacji, natomiast nie powiedzą nam, czy najpierw była kura czy jajko. Zatem zespół Grubsa postanowił dotrzeć do tych studentów po roku, przeprowadzając badania podłużne, pozwalające zmierzyć rozwój danych tendencji w przeciągu czasu. Badania podłużne są złotym standardem jeśli chodzi o rozumienie, co jest tutaj rzeczywistą przyczyną, a nie tylko korelacją.

Dotarto do 392 studentów z pierwszej próbki i 106 z nich wypełniło odpowiednie testy. Jakkolwiek może się to wydawać tylko ułamkiem oryginalnej próby, to analizy obu grup nie ujawniły istotnych różnic. W związku z tym można uznać tę mniejszą próbkę za dobrą reprezentację poprzedniej grupy.

Analizy potwierdziły, że widzenie siebie jako uzależnionego od pornografii rok później złożyło się na poziom doświadczanego stresu, natomiast samo korzystanie z niej lub cechy osobowości już nie. Jeśli ktoś mocno wierzył w to, że jest uzależniony lub uzależniona, wówczas sama siła tej wiary pozwalała przewidzieć większe spektrum cierpienia psychicznego w przyszłości, niezależnie od tego, ile pornografii w rzeczywistości oglądali.

Oznacza to, że zakrojona na dużą skalę promocja idei „uzależnienia od pornografii” w mediach, internecie, u samozwańczych ekspertów oraz przez przemysł żerujący na nieuznanym dotąd oficjalnie zaburzeniu może w rzeczywistości czynić szkodę ludziom. Samo mówienie, że ich korzystanie z pornografii jest chorobą, krzewi cierpienie i lęk, zaszczepiając w ludziach ideę, że coś jest z nimi nie tak i że oglądanie ma potencjalnie opłakane skutki.

Przymiotnik „jatrogenny” opisuje choroby lub szkody, które nabywa się jako skutek leczenia. Jeśli trafiasz na oddział chirurgiczny i zarażasz się gronkowcem, wówczas choroba ta jest jatrogenna. Model leczenia uzależnienia od pornografii jest jatrogenny, ponieważ sieje szkodę pod przykryciem otrzymywania leczenia i wsparcia.

Model uzależnienia od pornografii działa na korzyść wielu osób, które sprzedają różne formy leczenia, którzy uważają, że seksualność i pornografia powinny być kontrolowane i uznane za przedmiot strachu, oraz tych, którzy wierzą, że rzeczywiście pomagają innym mówiąc o zagrożeniach płynących z uzależnienia. Niestety, idea ta jest aktualnie z punktu widzenia nauki szkodliwa dla osób, którym teoretycznie miała pomóc.

Dla mnie osobiście nie jest żadnym zaskoczeniem, że łatka „uzależniony od pornografii” wywołuje lęk, stres, depresję i gniew. W ciągu ostatnich lat poznałem wielu wrażliwych ludzi, którzy określają się w ten sposób, łącząc to z wielkim wstydem i strachem, mimo tego, że w rzeczywistości oglądali go wiele mniej niż inni. Tak jak w badaniach Grubbsa, odkryłem, że nałożona na siebie etykietka jest silnie związana z moralnymi opiniami na temat seksu i pornografii, i często się bierze z ubogiego rozumienia ludzkiej seksualności, i że często wzmagana jest jeszcze dodatkową dawkę wstydu i etykiet od piszących na forach internetowych. Kiedy nie wie się tego, że WSZYSTKIM ludziom zdarza się od czasu do czasu zmagać z własną seksualnością, łatwo wsłuchać się w przekaz moralizujących przekazów zagłady, określających czyjeś pragnienia seksualne jako nienormalne i niezdrowe.

Silny przemysł łączący media, terapeutów, trenerów i sympatyków obsesyjnie i radośnie promowanej idei, że pornografia uzależnia, deklaruje, że pomaga innym dostarczając im wyjaśnień i sposobów radzenia sobie. W związku z dostępnością badań Grubbsa, po ich stronie leży teraz przymus dowiedzenia, że ich łatka, ich sposoby leczenia (bazujące np. na wstrzemięźliwości) i ich teorie są korzystne. Aktualnie dane naukowe wskazują na możliwość zadania innym znaczącego cierpienia.

Osoby robiące pieniądze i promujące się za pomocą idei uzależnienia od pornografii mogą być zdania, że nauka nie ocenia ich teorii tak, jak powinna – lub że nie wzięła pod uwagę właściwych osób. Mogą próbować podważyć te badania, jednak musi się to stać na gruncie ich własnych dociekań naukowych, a nie tylko ekstrapolacji luźniej związanych z tym poglądów. Do tego czasu trzeba uznać, że model uzależnienia od pornografii jest nieetycznym, szkodliwym sposobem podejścia do tematu, który eksploatuje psychikę ludzką.

Aktualne badania silnie pokazują, że będący po stronie leczenia uzależnienia od pornografii są w istocie źródłem większej ilości cierpienia. Osoby słuchające ich, którzy wpadają w tę pułapkę, wychodzą na tym gorzej. Medycyna ma pomagać ludziom – „po pierwsze, nie szkodzić.” Czas przyjrzeć się badaniom, ujawnić szarlatanerię i chronić ludzi przed zarażeniem się tym jatrogennym podejściem do zdrowia psychicznego.

Osoby wierzące, że są uzależnione od pornografii, potrzebują pomocy w zrozumieniu, co ich wizyty w internecie oznaczają i dlaczego mogą doświadczać problemów związanych ze swą seksualnością. Zasługują na pomoc w rozłożeniu na części pierwsze własnych konfliktów między pożądaniem a moralnym/religijnym społeczeństwem wokół nich. Potrzebują także pomocy w zrozumieniu, w jaki sposób i dlaczego korzystanie z pornografii nie równa się korzystaniu z uzależniającej substancji, oraz jak obraz siebie skoncentrowany wokół uzależnienia może wpłynąć na własne życie i zdrowie psychiczne. Ci mężczyźni (i niektóre kobiety) zasługują na pomoc w zrozumieniu własnej seksualności – nie potrzebują wstydu i stygmatyzacji, która przychodzi z łatką „uzależniony”.

 



Ciekawy test, co o tym sądzimy ? Wydaje mi się że jest w nim ziarenko prawdy, ale nie wsztko jest napisane logicznie.



http://www.wysokieob...eRedirects=true



Ja wiem że osoby na tym forum nie uznały mnie za uzaleznionego, wiec moze nie jestem w stanie tego przyjać z właciwego punktu widzenia


  • 0

#2 Tapicer

Tapicer

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 131 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Niemcy

Napisany 04.08.2018, 08:48

A sam pornobiznes jest o wiele większym interesem , i w dodatku czasami jest to łamanie prawa.
Ciekawy jestem ile osób z tych badanych ludzi ma faktycznie z tym problem, a do porno najczęściej w parze idzie masturbacja.
AA powstało w 1935 (szukałem informacji kiedy WHO wpisała alkoholizm na listę chorób , ale nie znalazłem) Sądzę , że kilkadziesiąt lat mineło do uznania alkoholizmu za chorobę , ale potrzebna była wystarczająca ilość przebadanych osób które miały z tym faktycznie problem.
A zdrowa wiedza o seksualność jest tematem tabu.
  • 0

#3 zsszc

zsszc

    Bywalec

  • Autor(ka) tematu
  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 56 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 04.08.2018, 10:11

U mnie "nałogowe" zachowania  trwały 3 lata 2010-2012. Niby nie oglądałem pornografi dłużej niż 5 minut. Ale był u mnie częsty onanizm. Czytałem, że stulejka prowokuje do onanizmu. Ja właśnie miałem, a nigdzie o tym nie pisze, tylko na jednej stronie i to archiwalnej to czytałem. Tak samo zastanawia mnie to czy onanizm nie jest bardzo często problemem natury duchowej? W sensie Ksiiądz Pawlukiewicz mówi że oanizm w pewnym okresie jest problemem grubo ponad 50 % chłopaków. Pawlukiewicz mówił nawet o codziennej masturbacji. Zastanawiam się czy rzeczywiście wszyscy "uzależnieni" koniecznie muszą wydawać krocie na psychoterapetów. Każdy z nas jest istotą seksualną i pwoinien się starać nad sobą zapanować. NIe mogę jakoś uwierzyć w to, że się nie da. 



Miałem kolegów jeszcze jakbyłem w LO ( ja już wtedy w ogóle nie waliłem ), którzy mówili o " przypusie" masturbacji, nie mówili tego wprost, tylko tak, że np. po 3 tygodniach to już musieliby wyrruchać drzewo, nie wiem czy sobie żartowali czy poważnie mówili. Nie dopytywałem. Ale w duchu byłem zadowolony bo wiedziałem, że onanizm to patologia, ale nic im nie mówiłem.  



Dzisiaj oni są "normalni", choć wydaje mi się, że oni na prawdę wtedy walili konia, choć pewności 100 % nie mam.



Pornografię widziałem, że oglądali nawet na lekcjiach na tablecie?? w gimbazie a nawet w 1 klasie LO ( już inni ), mówili o tym napisie " tu policja komputer został zablokowany wpłać 350 zł itd. " i że sie bardzo przestraszyli, dzisiaj po nch nie widze aby byli jakimiś seksoholikami, nie chodzą do żadnych psychoterapetów, przeciwnie żenią się i wyglądają na szczęśliwych



Na tym forum dominuje pogląd, że aaaaa onanizuje się, oglądam pornografię, to odrazu jestem seksoholikiem, musze iśc do psychoterapeuty i muszę mu dać kilka stówek, terapii, któa wiele nie daje. Co mają powiedzieć osoby po ciezkich przeżyciach np. w Oświęcimiu, nie mieli do dyspozycji żadnych psychologów, a byli też tam dzieci. Czy w takim obozie nie było chęci się "odstresować" onanizmem?? 



nie twierdze, że nie ma uzależnienia od pornografi czy masturbcji, takim uzalezniniem jest na pewno oglądanie pornoli przez 5, 6 8 h, czy wielogodzinne fantazje, ale na tym forum takie osoby to rzadkość


  • 0

#4 Tapicer

Tapicer

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 131 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Niemcy

Napisany 04.08.2018, 10:42

Trzy lata to moim zdaniem za krótki okres , żeby się uzależnić, chociaż to zależy po co to robiłeś. Jeśli jest to poznawanie swojego ciała / seksualności to nie ma mowy o uzależnieniu, ale jeśli uciekałść w ten sposób od problemów , to jest to droga do uzależnienia się.
Onanizm , jest TEŻ problemem duchowym ale nie tylko bo jeśli zadażają się osoby z kościoła które mają , też ten problem , to sama wiara nie pomoże w wyjściu z uzaleźnienia , ale ma napewno swój dobry wpływ .


Prawdziwy psychoterapeuta pierw sprawdzi czy jest się faktycznie uzależnionym. I podpowie najlepsze rozwiązanie. Nie koniecznie korzystanie nawet z jego usług (tak było w moim przypadku) A kto nie jest przy kasie ma również możliwość pójść do osrodka leczenia uzależnień ze skierowaniem od rodzinnego ,ale trzeba mieć jaja i opowiedzieć wszystko szczerze.
Lub AS jest bezpłatne.

W gimnazjum też miałem kolegów którzy oglądali porno i znów nasuwa się pytanie w jakim celu.

Kiedyś była ankieta/badanie na forum na temat porno i masturbacji i wyszło , że większy wpływ ma jak oglądamy porno niż jak długo.
  • 0

#5 stalker

stalker

    Wyga

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 722 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 04.08.2018, 12:30

Ja mam za sobą (jak dotąd) ponad 30 lat uprawiana M i ponad 20 lat kontaktu z P. Odstawiłem te zachowania dopiero niecałe 6 miesięcy temu. Łatwość z jaką to się stało przekonuje mnie powoli, że u mnie to chyba nie jest typowe uzależnienie. Raczej był to sposób na życie. Początkowo, w okresie rozwoju, kompensowałem sobie w ten sposób niedobór troski rodzicielskiej, łagodziłem zranienia emocjonalne, zagłuszałem poczucie samotności i porzucenia. Potem, w dorosłym życiu, stało się to ponadto zamiennikiem normalnego życia seksualnego - i eskalowało w dłuższych okresach, kiedy nie miałem partnerki.

 

Mimo to czuję, że dopiero dzięki odstawieniu tych "przymulających" zachowań powoli zaczynają ruszać w mojej głowie jakieś stare zardzewiałe trybiki. Zaczynam dostrzegać inne moje szkodliwe zachowania, różne schematy i skrypty działania, zaczynają ze mnie wychodzić tłumione lęki.  

 

Jak już gdzieś pisałem, dla mnie P i M to był chyba bardzo skuteczny i szczelny korek emocjonalny, nie dopuszczający do wycieku moich PRAWDZIWYCH EMOCJI. Dzięki PAMowaniu mogłem żyć jakby "obok siebie", pozwalając by lata bezrefleksyjnie mijały.

 

Po odstawieniu widzę jak inne zachowania próbują zastąpić P i M, usiłując zatamować ten wyciek emocji. Nie mają one jednak (i na szczęście) tej (przygnębiającej) skuteczności.

 

I nawet jeśli nie jestem uzależniony w ujęciu diagnostycznym, to widzę u siebie pozytywne efekty udziału w mityngach i pracy 12 krokowej. Poprzestaję zatem na uznaniu/odczuciu, że TO jest moim problemem - jest to wystarczająco dobre nastawienie na etapie 1 Kroku. W moim przekonaniu takie "rozruszanie się" emocjonalne jest dobrym przygotowaniem do terapii. W terapii z pewnością będzie wychodziło na jaw więcej spraw i z czasem może okazać się, że TO, jest zupełnie czymś innym.

 

Dodam jednak, że mam bardzo mocne przekonanie, że wystarczyłoby jedno wejście na portal porno i parę filmików, a ten korek znowu wskoczyłby na stare miejsce i umościł się w nim wygodnie, a ja być może straciłbym kolejne lata życia (których już nie mam).


Ten post był edytowany przez stalker dnia: 04.08.2018, 12:43

  • 0

#6 Luki7

Luki7

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 296 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 05.08.2018, 21:23

Mnie to się wydaje, że dzisiaj raczej wszędzie się słyszy o tym, że porno to nic złego, że wręcz warto, że dla smaczku, czy polepszenia życia seksualnego. Wydaje mi się, że dzisiaj raczej dla ludzi to norma, ze ktoś pornosy ogląda, więc tym bardziej ludzie prędzej uznaliby za dziwaka jakbyś im powiedział, że masz problem z porno albo, że dużo się masturbujesz. Jeszcze by Ci powiedzieli, że fajnie się masz... Więc nie rozumiem skąd w zamieszczonym przez Ciebie artykule teza, że na każdym kroku narzucają nam, że jak oglądasz porno to jesteś uzależniony. Zresztą jak ktoś pije piwo czy wódkę to też nie musi być alkoholikiem.

Przypomina mi się fragment z Carnesa jak kobieta przychodzi do terapeuty z problemem, że co chwilę musi zaliczyć kolejnego facet, a ten do niej, że taki ma temperament i niech jeszcze więcej chodzi na imprezy i korzysta... na szczęście wylądowała w SA bodajże 3 lata później...

 

Nie widzę też żadnej organizacji, która trzepie kasę z tego, że wmawia komuś uzależnienie od porno. Raczej każdy widzi jaka kasa się przewija w biznesie porno, która wręcz czeka na nas uzależnionych...

 

Natomiast co innego ma oglądanie porno, masturbacja w połączeniu z wiarą, dajmy katolicką, choć zaznaczam, że nie zamierzam tutaj atakować kościoła. Wiemy, że masturbacja to grzech, porno też, więc osoba uzależniona wpada w tą pułapkę, że zaczyna latać coraz częściej do spowiedzi i wierzy, że to jej pomoże. Poczucie winy zaczyna też rosnąć, bo ileż można latać do tej spowiedzi i w kółko gadać to samo. Chyba nawet tu na forum sporo takich przypadków się pojawiło. Z drugiej strony to właśnie w konfesjonale chyba pierwszy raz ktoś mi powiedział, że jestem uzależniony.

W ośrodku terapeuta powiedział mi, że prawdopodobnie dzięki mojej wierze nie poszedłem dalej w bagno nałogu, być może coś w tym jest. 

 

I oczywiście zgadzam się z przedmówcami, że p i m, czy każda inna forma uzależnienia to ucieczka przed czymś.

 

 

Wydaje mi się, że jeżeli czujemy przymus robienia czegoś, nie umiemy z tym zerwać, czujemy, że to niszczy nasze życie, to wtedy można przypuszczać, że jest się uzależnionym. Wielu facetów ogląda sobie porno ot tak, dla przyjemności.


  • 0

#7 zsszc

zsszc

    Bywalec

  • Autor(ka) tematu
  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 56 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 06.08.2018, 07:05

Nie rozumiem o co chodzi z pornobiznesem? Większość maniaków porno za nią nie płaci w internecie, a jak ściąga to piraty. Ja nie wydałem ani grosza po za płaceniem za internet, prąd, no i zużycie kompa...

Wydaje mi się ze największą nagrodą dla ludzi odpowiedzialnych za porno jest zniszczenie zycia choćby 1 mężczyźnie, to dla nich jest największy biznes
  • 0

#8 zsszc

zsszc

    Bywalec

  • Autor(ka) tematu
  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 56 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 06.08.2018, 09:42

Ale masz racje nie trudno spotkać seksuologa w internecie, który napisze ze onanizm i porno to naturalna potrzeba, tak samo nie trudno znaleźć seksuologa, który powie, ze homoseksualizm to normalne zacumowanie, a przecież na zdrowy rozum można przypuszczac, ze duża czesc tych gejów szczególnie wśród młodych to osoby naszpikowane pornosami i onanizmem, tak samo znajdziesz „lekarzy” mówiących, ze życie nie zaczyna się od poczęcia, a to chyba logiczne, ze skoro rodzi się człowiek to i w brzuchu musi być człowiek, dlatego nie należy się kierować ludźmi uczonymi bo tam wiele ma do powiedzenia ideologia, światopogląd
  • 0

#9 Luki7

Luki7

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 296 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 06.08.2018, 09:43

Za youtube też nie płacisz, a ten kto nagrywa filmik może zarobić, jeśli jest popularny. Nie wiem czy na tej samej zasadzie działa pornobiznes, ale pewnie podobnie.
Niektóre aktorki porno chyba dorobiły się fortuny za pokazywanie nagiego ciała. No i popularności.
  • 0