Skocz do zawartości



Zdjęcie

Czym jest uzależnienie? - teoria L. Dodesa i moje przemyślenia

uzależnienie dodes

  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
70 odpowiedzi w tym temacie

#1 Matias

Matias

    Fallen

  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 861 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Pandemonium

Napisany 18.03.2018, 20:57

*
POPULARNY POST!

Czym jest uzależnienie? Dlaczego się uzależniamy? Czy uzależnienie jest chorobą mózgu? Dlaczego osoba uzależniona nie potrafi zaprzestać pewnych czynności zdając sobie sprawę z ich negatywnych konsekwencji? Jak wyjść z uzależnienia? 
 
Pewnie niejeden z nas zadawał sobie te pytania. W literaturze można znaleźć wiele odpowiedzi, jednak moim celem nie jest tu zrobienie szerokiego przeglądu poglądów na ten temat. Chciałbym za to przedstawić teorię, na którą natknąłem się w ostatnim czasie i która zrobiła na mnie na tyle duże wrażenie, że chciałbym się nią podzielić z czytelnikami Forum.
 
Teoria została przedstawiona w książce "Breaking Addiction: A 7-step Handbook for Ending Any Addiction" Lance'a Dodesa, konsultanta kilku dużych programów leczenia uzależnień z ponad 30-letnim doświadczeniem pracy na prywatnej praktyce terapetucznej. Tytuł zdaje się obiecywać 7 kroków pozwalających na zerwanie z dowolnym nałogiem - "zbyt piękne, by było prawdziwe", pomyśli wielu - jednak nie są to oczywiste i konkretne czynności, które po prostu należy kolejno realizować w drodze do wolności (jak to jest we wielu podobnych poradnikach z tej dziedziny). 7 kroków Dodesa to kolejne etapy zrozumienia swojego uzależnienia. Tak naprawdę Dodes nie daje gotowych recept - "każdy człowiek jest inny", "sam musisz stać się ekspertem na swój temat". Książka zawiera wiele historii osób uzależnionych, na których przykładzie można rozpoznać działanie mechanizmu uzależnienia i przyczyny jego powstania. To doskonały materiał na przemyślenia swojej własnej historii. Wydaje mi się, że pomyślana jest głównie jako uzupełnienie indywidualnej terapii, ale zawzięty zwolennik samodzielnej "walki" z nałogiem też wiele wyniesie.
 
W podejściu Dodesa natura uzależnienia nie ma większego znaczenia. Czy jest to alkoholizm, narkomania, zakupoholizm czy seksoholizm - określona postać nałogu jest drugorzędna. Ważna jest przyczyna, cel i efekt. Wystarczy postrzegać działanie nałogowe jako czynność poprawiającą (choćby chwilowo) nasze samopoczucie.
Niemniej postaram się tutaj dorzucić czasami moje własne przemyślenia w kontekście erotomanii.
 
Jak Dodes widzi uzależnienie?
 
Uzależnienie, to zachowanie, którego celem jest przeciwdziałanie głębokiemu, nieznośnemu, przytłaczającemu poczuciu bezradności. Ta bezradność ma zawsze źródło w czymś szczególnie ważnym dla danej osoby.
 
Co ważne, uzależnienia to działania zastępcze - zajmują miejsce bardziej bezpośrednich akcji mogących potencjalnie zmniejszyć poczucie bezradności w danej sytuacji.
 
Zacytuję tu w skrócie jeden z przykładów z książki dotyczący alkoholika - Rona. Pewnego dnia Ron zbierał się do wyjścia z pracy. Obiecał żonie, że dzisiaj wróci wcześniej i spędzą razem romantyczny wieczór. Niestety, tuż przed wyjściem otrzymał telefon od szefa, który zażądał natychmiastowego przygotowania raportu dla księgowości. Sprawa była pilna, o ogromnym znaczeniu dla firmy i Ron o tym wiedział. Znalazł się nagle w pułapce bez wyjścia, bo nie był w stanie równocześnie zadowolić szefa i żony. A przynajmniej - co jest tu szczególnie istotne - Ron w danej chwili _nie widział_ bezpośredniego działania, które mogłoby zmniejszyć ogarniające go poczucie bezradności. To był moment, w którym pomyślał o kieliszku - "po wyjściu z pracy skoczę na jednego". I to był moment, w którym poczuł się lepiej. Poczuł się lepiej nie dzięki alkoholowi, bo, rzecz jasna, nie miał jeszcze ani grama w organizmie. Wystarczyła sama antycypacja picia alkoholu. Decyzja Rona o pójściu do baru uwolniła go od poczucia bezradności. Mógł, choć na chwilę, poczuć się panem sytuacji i swoich uczuć. 
 
W przypadku Rona kluczowe jest to, dlaczego to uczucie bezradności było tak przytłaczające. W końcu naturalne jest, że niemal na każdym kroku spotykamy się z konfliktami, które jednak nie czynią z nas od razu alkoholikami. Zrozumienie Rona wymaga spojrzenia na jego dzieciństwo, skłóconych rodziców i jego wyuczone przekonanie, że musi zaspokajać ich potrzeby emocjonalne zapominając o swoich własnych uczuciach. Ron dobrze znał tę pułapkę. Była dla niego nie do zniesienia, nawet kiedy już dorósł i założył własną rodzinę. 
 
Siłą napędowa w uzależnieniu jest wściekłość w obliczu bezradności. To właśnie ten szczególny rodzaj wściekłości daje uzależnieniu najbardziej widoczne cechy intensywności i utraty kontroli.
 
Jedna z ulubionych analogii Dodesa dotyczy przypadku uwięzienia w jaskinii, której wejście nagle zasypały skały. Kiedy znajdziesz się w ciemnej, ciasnej przestrzeni, możesz na początku próbować zachować spokój, ale prędzej czy później zaczniesz szarpać się ze skałami, wbijać w nie swoje paznokcie, możesz nawet w desperacji złamać rękę. Ale to nie ma znaczenia. W obliczu walki o życie takie szaleństwo jest czymś normalnym. Właściwie uznanie, że taka osoba powinna usiąść i czekać na śmierć jest czymś nieludzkim.
 
Zdaniem Dodesa ludzie patrzący tylko na negatywne efekty uzależnienia popełniają błąd nazywając pewne zachowania samodestrukcyjnymi. Osoba łamiąca rękę podczas walki o wydostanie się z jaskini jest daleka od bycia samodestrukcyjną. Dlatego tak ważne jest przyjrzenie się przyczynom, a nie skutkom.
 
Kiedy ludzie zrozumieją, jak działa uzależnienie, zwykle potrafią znaleźć bardziej bezpośrednie działania pozwalające im radzić sobie z bezradnością. Ron w dzieciństwie znalazł sposób na sprzeczne żądania jego rodziców - ignorować własne uczucia i "zachować pokój". Pójście do szefa z prośbą o zmniejszenie obciążenia zadaniami (przekazanie części innym pracownikom, przygotowanie tylko szicowego raportu itp.) oznaczało wyzwanie, kwestionowanie stawianych mu żądań. Paradoksalnie to Ron był źródłem swojej bezradności. To on sam ograniczał swoje możliwe reakcje, tak jak to robił w przeszłości.
 
Samoograniczanie jest bardzo typowe w uzależnieniach. Ron chciał "utrzymać pokój", ale inni mogą się ograniczać inaczej. Mogą obawiać się, że bezpośrednie działanie jest nieodpowiednie lub niemoralne, albo że działanie zgodne z ich własnymi uczuciami spowoduje, że staną się nielubiani, niechciani. Zrozumienie swoich własnych ograniczeń jest bardzo ważne w leczeniu uzależnienia.
 
Problemem uzależnionego jest to, że do uruchomienia zachowań nałogowych nie musi zajść jakieś obiektywnie ważne wydarzenie. Nie musi być uwięziony w jaskinii bez wyjścia. Tak jak każdy, żyje swoim zwyczajnym życiem i jedynie odtwarza swoje odczucie bezradności do jakiego był uwarunkowany przez swoje wcześniejsze doświadczenia. Kluczowe są nie tyle same wydarzenia, co sposób w jaki on sam je odczuwa.
 
Skoro uzależnienie jest objawem, sposobem na radzenie sobie z uczuciem przytłaczającej bezradności, dopiero w momencie gdy poznasz swoje kluczowe problemy możesz świadomie podjąć zmagania z nałogiem.
 
CDN.
 
Bezpośrednie linki do kolejnych części:
 
 
 
Pozdrawiam
M.

  • 6

#2 Shaleye

Shaleye

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1196 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 18.03.2018, 23:07

Re we la! takie materiały na forum uwielbiam czytać. dzieki Mati i dodam że zaostrzyłeś mi apetyt na więcej! :D Świetna robota.
Bardzo podoba mi się nacisk na emocje/uczucia nałogowca a nie na samą sytuację.Uważam że to bardzo prawdziwe.Dociera to do mnie.
"Wściekłość w obliczu bezradności" - wow. po prostu wow...Ta argumentacja to cios w umysł mojego nałogowca!
  • 0

#3 makulko

makulko

    Inspector

  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1960 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Łódź

Napisany 19.03.2018, 10:50

Zaczyna się bardzo obiecująco. Nawet bardziej niż bardzo - ciekawie, zwięźle i konkretnie. :) Mam nadzieję że cykl nie utknie tak jak ma to miejsce tutaj  ;)

 

Czy można się będzie spodziewać trochę praktycznych metod i sposobów na to jak samemu odkrywać schematy uczuć, którymi się kierujemy oraz w jaki sposób te schematy przełamywać?

 

Jeżeli tak, to można by pomyśleć o przypięciu wątku w dziale poradników

 

Pozdrawiam i kibicuję

M.


  • 0

#4 Shaleye

Shaleye

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1196 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 19.03.2018, 11:27

(...)  Mam nadzieję że cykl nie utknie tak jak ma to miejsce tutaj  ;)

(...)

Osz Ty draniu! :D

No dobra.. biorę się za kolejną część.. :) To po prostu kupa roboty...no okej...już idę... :on_the_quiet:


  • 0

#5 uki83

uki83

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 254 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 19.03.2018, 13:52

kupione :)


  • 0

#6 Shaleye

Shaleye

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1196 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 19.03.2018, 22:16

swoją drogą czy autor książki nie był współtwórcą programu CandeoCan dla erotomanów?
  • 0

#7 Matias

Matias

    Fallen

  • Autor(ka) tematu
  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 861 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Pandemonium

Napisany 20.03.2018, 11:52

Czy można się będzie spodziewać trochę praktycznych metod i sposobów na to jak samemu odkrywać schematy uczuć, którymi się kierujemy oraz w jaki sposób te schematy przełamywać?

 

Trochę tak, ale w książce są te porady przedstawione raczej na konkretnych przykładach osób z konkretnymi historiami uzależnienia.

Coś bardziej na zasadzie: "zobacz, tak to działa u Rona, zastanów się, czy coś analogicznego nie zadziała u Ciebie".

Chodzi bardziej o samodzielne odkrycie metod i sposobów - najlepiej przy wsparciu terapeuty. Mnie osobiście to ujęło na tle tych wszystkich

innych poradników z "cudownymi" uniwersalnymi metodami.

 

 

swoją drogą czy autor książki nie był współtwórcą programu CandeoCan dla erotomanów?

 

Tego nie wiem. Google też zdaje się nic o tym nie wiedzieć.

 

Dziękuję Wam za miłe przyjęcie.

Kolejny odcinek za kilka dni.

 

Pozdrawiam

M.


  • 0

#8 MartinWeed

MartinWeed

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 38 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 20.03.2018, 12:53

Przeczytałem, to łapię o co chodzi, ale nie zgodzę się do końca z teorią, żeby wrzucać wszystkie nałogi do jednego worka. Ponieważ jeśli chodzi o nałóg którego dotyczy forum, nie uwzględnia jednego bardzo ważnego faktu, że to jest jedyny nałóg w którym przeszkadza jeszcze naturalny popęd. Udaje się nam zapanować nad emocjami, ale zacznie się jeszcze odzywać ciało. Niby ludzie nieuzależnieni raz na jakiś czas sobie ulżą to nie jest problem. Ludzie uzależnieni jak tak zrobią to może być powrót do ciągu, ponieważ będą mieć wyrzuty sumienia + przypomnienie jakie budzi w nich emocje, których im brakuje. Mogę się mylić, ale też trochę nad tym wszystkim się zastanawiałem. 


  • 1

#9 Matias

Matias

    Fallen

  • Autor(ka) tematu
  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 861 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Pandemonium

Napisany 21.03.2018, 12:23

Z tym wrzucaniem do jednego worka to nie jest tak, że przyjmujemy, że nałogi się nie różnią i wszystkie można leczyć tak samo. Pojawia się np. ciekawe pytanie, czemu jedni wpadają

akurat w alkoholizm, a nie mają problemu z hazardem lub seksem albo na odwrót. Faktem jest natomiast pojawianie się uzależnień krzyżowych czy zamiany odstawionych zachowań

na inne, niemniej szkodliwe. Dlatego na najbardziej ogólnym poziomie warto się skupić na samej przyczynie wystąpienia uzależnienia i Dodes argumentuje, że do pewnego stopnia można

tu abstrahować od szczegółów zachowań nałogowych. Skupia się na cechach wspólnych, ale nie neguje różnic.

 

Na pewno warto wrócić do tej dyskusji, gdy wrzucę kolejne części podsumowania jego książki.

 

Pozdrawiam

M.


  • 1

#10 Raróg

Raróg

    Powstały z popiołu

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 431 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Łódź / Poznań

Napisany 21.03.2018, 14:49

Dodam tak na marginesie, że pan Lance Dodes, napisał także książkę The Sober Truth, w której jasno wykazuje brak naukowych podstaw do stosowania filozofii 12 kroków w leczeniu uzależnień. Książka dość rewolucyjna, biorąc pod uwagę, że wciąż jest to dominujące podejście, nie tylko w USA ale i w Polsce.


  • 0

#11 stalker

stalker

    Wyga

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 952 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 21.03.2018, 15:24

Może być ciekawa ta książka. Jest dostępna po polsku?

 

Co do metody 12 krokowej, wydaje mi się, że ma ona raczej uzasadnienie empiryczne niż naukowe. Wydaje się, że po prostu przynosi założony skutek, jakim jest odstawienie nałogów (lub innych dysfunkcji). Nie nazwałbym jej też filozofią. Na pewno podbudowa "duchowa" odgrywa tam dużą rolę, ale odnajdą się tam zarówno osoby różnych wierzeń, jak i ateiści.

 

Zasmakowałem tylko metody 12 krokowej zmodyfikowanej do radzenia sobie z syndromem dda. Po ogarnięciu mojego erotomana, chciałbym do niej wrócić.

 

Co jakiś czas pojawiają się odkrycia podważające w sposób naukowy skuteczność różnych "nienaukowych", ale od długich czasów uznanych, metod. Ostatnio gdzieś czytałem o badaniach podważających pozytywne efekty medytacji. Wszystko jednak zależy od metodologii.


  • 0

#12 Matias

Matias

    Fallen

  • Autor(ka) tematu
  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 861 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Pandemonium

Napisany 21.03.2018, 18:16

Z tego co wiem, książki Dodesa nie są dostępne po polsku. A szkoda.

 

"The sober truth" też mam za sobą i też namieszała mi w głowie, ale to temat na oddzielny wątek.

Nie chciałbym tu mnożyć kontrowersji, więc bardzo Was proszę o trzymanie się w tym wątku tylko tematu

teorii uzależnienia.


  • 1

#13 Matias

Matias

    Fallen

  • Autor(ka) tematu
  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 861 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Pandemonium

Napisany 25.03.2018, 18:15

*
POPULARNY POST!

Część II
 
 
Jak odróżnić uzależnienie od nawyku?
 
Uzależnienie jest objawem przytłaczającego poczucia bezsilności. Jeżeli trapiące cię zachowanie uruchamiane jest przez zdarzenia mające dla ciebie głębokie podłoże emocjonalne, związane są najprawdopodobniej z prawdziwym uzależnieniem. Z nawykami bywa inaczej.
 
Nawyki różnią się bardzo od uzależnień. Są zachowaniami automatycznymi nie mającymi głębszego znaczenia. Co nie znaczy, że zawsze łatwo je odróżnić i czasem potrzebna jest głęboka analiza podłoża danego zachowania. Nawyki trudno jest przełamać dlatego, że wymagają uwagi w sytuacji, gdy przestało się zwracać uwagę na to, co się robi.
 
Jeśli dane zachowanie jest rutynowe, nie związane z żadnymi znaczącymi emocjonalnie zdarzeniami i jest wynikiem po prostu tego, że lubimy dane zachowanie, a nie, że czujemy się do niego wewnętrznie zmuszeni, to może być ono zwykłym nawykiem. Uzależnieni mogą czasem twierdzić, że realizują swoje zachowania, bo je lubią ("lubię smak piwa", "lubię oglądać porno"), ale po głębszej analizie można znaleźć prawdziwą przyczynę. Uzależnieni zwykle ostro walczą w obronie swojego zachowania. Ci obciążeni nawykiem mogą stawiać pewien opór, ale są w stanie przestać, gdy przedstawi im się rozsądne powody, żeby przestać.
 
Inne możliwe przyczyny zachowań wyglądających na uzależnienia:
 
1. Presja otoczenia - zachowanie może być realizowane "dla dotrzymania towarzystwa" partnerowi/partnerce lub grupie znajomych.
2. Miejsce/środowisko - ludzie często w określonym srodowisku zachowują się w sposób dla siebie nietypowy np. nadmierne spożywanie alkoholu tylko w jednym, konkretnym barze lub podczas spotkań rodzinnych z okazji określonych świąt.
3. Dojrzewanie - nastolatki mają tendencję do niebezpiecznych zachowań, które mogą nasuwać skojarzenia z uzależnieniami. Kluczowe jest wykrycie, czy te zachowania są przejawem typowego nastoletniego buntu ("robię to, bo jest zakazane"), odkrywania swojej tożsamości ("robię dziwne rzeczy, by odkryć, kim jestem"), wiary w swoją nieśmiertelność ("tato, za bardzo się martwisz"), czy prawdziwym uzależnieniem.
 
Kiedy rozpoznasz u siebie uzależnienie jedną z pierwszych kwestii, której należy stawić czoła jest to, jak to zmienia twoje postrzeganie samego siebie. Możesz np. poczuć, że stałeś się członkiem nowej, specjalnej grupy osób ze złą reputacją: "uzależnionych". Skoro większość ludzi uważa uzależnionych za osoby o słabej woli, osoby głupie czy leniwe, możesz czuć się napiętnowany. W rzeczywistości mechanizm psychologiczny stojący za uzależnieniem nie ma nic wspólnego ze słabością, głupotą czy lenistwem. 
 
Siła napędowa w uzależnieniu jest czymś normalnym. Działania podejmowane w uzależnieniu, czasem bardzo intensywne, mogą ludziom z zewnątrz wydawać się czymś nienaturalnym. Ale w przypadku uwięzienia w jaskini każdy waliłby w skały z takim samym zapałem.
 
Uzależnienia są kompulsjami. Są tak do siebie podobne, że trudno zrozumieć, dlaczego ludzie nie dostrzegli tego wcześniej. Błędne założenie, że narkotyk i jego fizyczny efekt odgrywają ważną rolę w uzależnieniu, utrudniło spostrzeżenie psychologicznych podstaw tego zjawiska. Ugruntowało też ciągle popularny mit, że uzależnienie należy leczyć oddzielnie, przed terapią dotyczącą ogólnych emocjonalnych problemów danej osoby.
 
Kiedy ludzie myślą o uzależnieniu, swoim własnym lub kogoś innego, mają tendencję do koncentrowania się na jego destrukcyjnych efektach. Prawdopodobnie najczęściej pojawiającym się pytaniem do osoby z uzależnieniem jest "czy nie widzisz, co sobie robisz?". Drugim z kolei chyba jest "nie widzisz, co robisz swoim bliskim?". Często jest to wypowiadane w gniewie i wsparte jest wizją, że uświadomienie uzależnionemu tego, co robi, spowoduje zmianę jego zachowania.
 
Koncentrowanie się na efektach uzależnienia nie jest pomocne ani dla osoby uzależnionej, ani dla jej bliskich. Zazwyczaj zwiększa jedynie obciążenie wstydem osoby uzależnionej i kończy się co najmniej oziębieniem stosunków między tą osobą i tym, kto podejmuje "akcję uświadamiającą".
 
Poświęcanie zbyt dużo czasu konsekwencjom zachowania można łatwo przegapić fakt, że te konsekwencje nie były zamierzone. Wiemy już, że uzależnienie jest rozwiązaniem określonego wewnętrznego problemu, a nie próbą stwarzania kolejnych problemów dla siebie samego czy innych. Ale ważniejszą kwestią jest to, że skupiając się na efektach tracimy czas i energię, które warto poświęcić czemuś bardziej wartościowemu: przyczynom uzależnienia.
 
NIE SKUPIAJ SIĘ NA NAŁOGOWYM ZACHOWANIU JAKO TAKIM.
 
Oczywiście, nie ma nic złego w podejmowaniu próby zaprzestania nałogowego zachowania, kiedy już jest realizowane. Rzecz jasna, kiedy przestaniesz pić po jednym drinku, zmniejszy to negatywne konsekwencje picia, jeśli przestaniesz obstawiać po pierwszym zakładzie, zmniejszy to twoje straty finansowe, a jeśli przestaniesz jeść po pierwszym kawałku ciasta, poprawi to twoje zdrowie. Ale zaprzestanie w jednym konkretnym przypadku nie ma wpływu na proces myślowy lub emocję, która  doprowadziła do tego zachowania. Jeżeli twoim celem jest zakończyć uzależnienie, zamiast wiecznie z nim walczyć, musisz spojrzeć szerzej - poza samo zachowanie.
 
Kluczowym momentem w uzależnieniu jest kiedy myśl o nim pojawia się po raz pierwszy. Mogą to być godziny, a nawet dni przed samą faktyczną realizacją zachowania nałogowego. Zachowanie - czy to będzie picie alkoholu, łykanie pigułek, obżeranie się czy oglądanie stron pornograficznych - jest zawsze na końcu łańcucha przyczynowego. Pierwszym ogniwem tego łańcucha jest zawsze myśl o realizacji zachowania. Nawet myśl "dzisiaj tego nie zrobię!" i okoliczności, w jakich się pojawia, może być kluczowa ze względu na bezpośrednie powiązanie z nałogowym zachowaniem (myśląc "nie zrobię tego", już myślimy o "robieniu TEGO"-!).
 
Niestety, odkrycie kluczowego momentu może być utrudnione ze względu na taktyki obronne wyćwiczone przez osobę uzależnioną, które może ona wykorzystać do samooszukiwania siebie. Kluczowy moment odnosi się wtedy nie tyle do samego zachowania nałogowego, co do działań pośrednich, które jedynie przybliżają do realizacji tego zachowania (tzw. pozornie nieistotne decyzje). W przypadku alkoholika można to się przejawiać np. wyborem supermarketu przy planowaniu zakupów codziennych produktów (bo jest tam stoisko z alkoholem) zamiast małego sklepu osiedlowego zupełnie wystarczającego przy obiektywnym oglądzie sytuacji.
 
Uczucie w kluczowym momencie na ścieżce prowadzącej do nałogowego zachowania to bezradność lub bezsilność. Wydaje ci się, że jesteś w pułapce i nic nie możesz z tym zrobić. Rozpoznanie, jakie sytuacje powodują u ciebie poczucie przytłaczającej bezradności, jest jak wielka neonowa strzałka wskazująca podstawowe problemy stojące za twoim uzależnieniem. Możesz samemu dostrzeć tę strzałkę, ale niewątpliwą pomocą będzie tu profesjonalista, którego trudno będzie oszukać własnymi taktykami obronnymi. Pamiętaj: ważne jest, by koncentrować się na twoich uczuciach dotyczących danej sytuacji, a nie samej sytuacji.
 
Możesz zobaczyć np. że boisz się odrzucenia, że zostaniesz poniżony przez innych, albo że czujesz, że ktoś widzi cię jako osobę słabą, przegraną, czujesz, że nikt cię nie słucha, że przytłacza cię sukces (!), albo pewne sytuacje przypominają cie przeszłe traumy albo cokolwiek innego wyjątkowego dla ciebie jak człowieka z określoną historią. Cokolwiek to jest, możesz to poznać. Będzie to główny problem twojego życia - emocjonalny słaby punkt, który bez przerwy wypływa na powierzchnię i wywołuje uczucie bezradności i bezsilności. Kiedy już dobrze rozpoznasz ten problem będziesz mógł świadomie przewidzieć swoje reakcje na niebezpieczne sytuacje z góry, zanim się naprawdę pojawią. Będziesz w stanie uniknąć ciągłego wpadania w pułapkę zachowań nałogowych.
 
Jak wyjść z pułapki bezradności?
 
Zachowania nałogowe są działaniami zastępczymi (pośrednimi). Rozwiązaniem problemu bezradności są działania bezpośrednie, które naturalnie przyszły by na myśl, gdyby nie czynniki emocjonalne powstrzymujące uzależnionego przed działaniem bezpośrednim.
 
Szukając alternatyw dla zachowań nałogowych nie musisz od razu wymyślać najlepszych możliwych rozwiązań. Wystarczy, że podejmiesz działanie atakujące twój problem bardziej bezpośrednio, niż zachowanie nałogowe. Dlaczego to działa? Dzięki temu chociaż w części odbudowywane jest poczucie władzy/możliwości działania, a tym samym redukowana jest potrzeba działań nałogowych.
 
CDN
 
 
Pozdrawiam
M.

  • 5

#14 makulko

makulko

    Inspector

  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1960 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Łódź

Napisany 29.03.2018, 09:35

Kluczowym momentem w uzależnieniu jest kiedy myśl o nim pojawia się po raz pierwszy. Mogą to być godziny, a nawet dni przed samą faktyczną realizacją zachowania nałogowego. Zachowanie - czy to będzie picie alkoholu, łykanie pigułek, obżeranie się czy oglądanie stron pornograficznych - jest zawsze na końcu łańcucha przyczynowego. Pierwszym ogniwem tego łańcucha jest zawsze myśl o realizacji zachowania. Nawet myśl "dzisiaj tego nie zrobię!" i okoliczności, w jakich się pojawia, może być kluczowa ze względu na bezpośrednie powiązanie z nałogowym zachowaniem (myśląc "nie zrobię tego", już myślimy o "robieniu TEGO"-!).

Myślę, że to może działać w obie strony. Podjęcie odpowiednich działań czy przemyśleń w czasie, kiedy jesteśmy w dołku powinno zaprocentować za kilka, kilkanaście godzin a nawet za kilka dni - nawet jeżeli nie jesteśmy w stanie od razu się pozbierać. Ciekawe czy macie jakieś takie strategie do zastosowania od razu, które jednak same w sobie działają z pewnym opóźnieniem? :)


  • 1

#15 stary_smok

stary_smok

    +/- czterdziestopięciolatek

  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2533 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:położenie - różne

Napisany 31.03.2018, 08:33

Trafiłem od razu na część II i - muszę przyznać - mimo pewnej schematyczności języka - dobrze poukładane.

 

Bezsilność, presja, taktyki obronne nałogowca przed abstynencją, pozornie nieistotne decyzje

 

Każde z tych hasłowo podanych zjawisk, czy sytuacji przekłada się na moje osobiste życie.

 

Widać jestem uzależnionym nałogowcem

 

s_s


  • 0

#16 Matias

Matias

    Fallen

  • Autor(ka) tematu
  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 861 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Pandemonium

Napisany 31.03.2018, 18:09

Myślę, że to może działać w obie strony. Podjęcie odpowiednich działań czy przemyśleń w czasie, kiedy jesteśmy w dołku powinno zaprocentować za kilka, kilkanaście godzin a nawet za kilka dni - nawet jeżeli nie jesteśmy w stanie od razu się pozbierać.

 

Nawet więcej. Wg Dodesa podjęcie odpowiednich działań bezpośrednich (choćby częściowo) w kluczowym momencie procentuje

od razu. Do tego stopnia, że przechodzi chęć na zachowania nałogowe.

 

 

 

muszę przyznać - mimo pewnej schematyczności języka - dobrze poukładane

 

Z góry przepraszam za niedostatki formy. Lecę bezpośrednio z notatek.

Można to potem przeredagować i zrobić jeden, kompletny artykuł.

 

Pozdrawiam

M.


  • 0

#17 Matias

Matias

    Fallen

  • Autor(ka) tematu
  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 861 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Pandemonium

Napisany 14.04.2018, 00:19

Część III. Historia Marjorie
(Dodes, "Breaking Addiction...")
 
 
Marjorie była uwielbiana przez całą rodzinę. Skończyła czterdziestkę, nigdy nie wyszła za mąż, ale uważała się za szczęściarę trzymając się blisko swoich braci i sióstr. Jako najstarsza z rodzeństwa zawsze opiekowała się nimi i czuła się za nich odpowiedzialna, nawet gdy już wszyscy weszli w dorosłość. Planowała i przygotowywała wszystkie spotkania rodzinne. Kiedy goście zostawali na noc, zawsze wstawała pierwsza, by przygotować im śniadanie, a potem pozwalała im bawić się w swoim gronie, podczas gdy sama zajmowała się sprzątaniem i zmywaniem. Początkowo krewni oferowali swą pomoc, ale Marjorie upierała się, że wszystkim zajmie się sama. W końcu przestali próbować i przyjmowali z góry, że Marjorie jest świetną gospodynią i służy im z przyjemnością.
 
Marjorie sama wierzyła, że chce służyć innym: "Nie można być samolubnym. Jak by wyglądał świat, gdyby wszyscy troszczyli się tylko o siebie?". Jakoś jej nie przyszło do głowy, że istnieje coś pomiędzy pełnym oddaniem innym a poświęceniem uwagi samej sobie. Patrząc z zewnątrz można by powiedzieć, że Marjorie żyje się dość wygodnie w roli, jaką sobie wyznaczyła.
 
Jednak coś było nie tak. Marjorie pochłaniała ogromne ilości pigułek.
 
Zdawała sobie sprawę ze swojego problemu, ale widziała go głównie jako swoją osobistą porażkę. Pytana o sprawę nadużywania pigułek mówiła: "Nie powinnam tego robić. Ranię w ten sposób ludzi. Zdarzyło mi się zapomnieć o spotkaniu z siostrą i musiała sama pójść na zakupy, a nie cierpi tego. Jak to świadczy o mnie, co ze mnie za siostra?". Marjorie zdawała sobie, oczywiście, sprawę z tego, że krzywdzi także siebie, ale kogo by to miało obchodzić?
 
Pewnego weekendu urządzała kolejne przyjęcie dla swojej rodziny. Od kilku tygodni nie brała tabletek i czuła się całkiem nieźle. Ostatnie dni spędziła na planowaniu, zakupach i sprzątaniu. Rodzeństwo z małżonkami przyjechało w piątek wieczorem, urządziła dla nich kolację, potem wykwintne posiłki przez całą sobotę i niedzielę, nie zapominając o dodatkowych rozrywkach. Kiedy odjeżdżali machała im z uśmiechem i myślą - "chyba bawili się świetnie".
 
Potem obróciła się na pięcie, poszła do łazienki, otworzyła fiolkę z pigułkami i połknęła dwie z nich. Przez kolejne kilka godzin wzięła jeszcze kilka, aż usnęła na dobre.
 
Jej silne poczucie obowiązku wobec innych sprawiło, że żyła jak w więzieniu. Więzieniu, które sama dla siebie zbudowała. Skoro wyrażanie własnych potrzeb było dla niej moralnie nieakceptowalne, znajdowała się w pułapce.
 
Marjorie wmawiała sobie, że pigułki były dla niej nagrodą na zamknięcie weekendu. Ale to nie była prawda. Podczas usługiwania gościom myśl o wzięciu pigułek przyszła jej do głowy kilkukrotnie. Szybko odpychała te myśli od siebie. Przypomniała sobie o tym dopiero później, kiedy zapytano ją dokładnie o moment, kiedy ta myśl pojawiła się po raz pierwszy.
 
Co by było, gdyby większą uwagę zwróciła właśnie na tę myśl? Mogło by to zmienić wszystko. Zamiast mechanicznie wędrować do szafki w łazience mogłaby poddać się refleksji, dlaczego w ogóle pigułki przychodziły jej do głowy. I gdyby pomyślała o tym zanim jeszcze bardziej pogrążyła się w swojej usłużności, mogłaby zatrzymać ciąg zachowań, który zwiększał narastające w niej napięcie i owocował przytłaczającą kompulsją do zażycia pigułek.
 
Cofnijmy się zatem z Marjorie w poszukiwaniu tego kluczowego momentu. Myśl o pigułkach w czasie usługiwania gościom nie była pierwsza. Taka myśl pojawiła się już w piątek rano, kiedy kończyła porządki. Wtedy nie uległa - odstręczyła ją wizja przyjęcia gości w stanie odurzenia. Nie zastanowiła się, co ta myśl wtedy znaczyła. Wystarczyło jej, że rozważanie zażycia pigułek było czymś złym. Najważniejsze to odepchnąć tę myśl od siebie.
 
Czy to był kluczowy moment? Nie. Pierwsza myśl zaatakowała ją nie w piątek, ani nawet nie w czwartek. To była środa, gdy zaczęła plany zakupów na weekend, całe 4 dni przed pigułkami. Kiedy usiadła z kartką za kuchennym stołem i zaczęła pracować nad listą rzeczy do zrobienia. Proces zakończony nałogowym aktem w niedzielę rozpoczął się w środę. W momencie, w którym była najdalej od nałogowego zachowania, była najbliżej przyczyn swojego nałogu.
 
Gdyby Marjorie zdawała sobie sprawę z wagi tego momentu, zamiast pigułek mogłaby rozważyć zrobienie czegoś, co przeciwdziałało by jej uczuciu bezradności. W zasadzie jest cała długa lista możliwości. Mogłaby poprosić gości o przywiezienie własnego jedzenia albo zorganizować catering. Mogłaby zorganizować gościom nocleg w innym miejscu, skrócić wizytę albo nawet ją odwołać. Albo ostatecznie przyjąć gości, ale nie odgrywać roli pół-gospodarza pół-sługi.
 
W przypadku Marjorie jej życiowy problem z rozpoznaniem i wyrażeniem swoich uczuć powstrzymywał ją przez działaniem bezpośrednim wyciągającym ją z pułapki. Nie było zatem łatwe dla niej odsunięcie myśli o działaniach zastępczych. Jeżeli działania bezpośrednie wiążą się ze zbyt dużym kosztem emocjonalnym (np. odwołanie przyjęcia), warto rozważyć choćby częściową reakcję bezpośrednią (np. skrócenie przyjęcia).
 
Dbaj o swoje potrzeby. Marjorie uwielbiała robić zdjęcia, ale robiła je rzadko, bo poswięciła swoje życie innym. Oddalenie się od swojego hobby było dla niej źródłem irytacji i smutku. I przyczyło się do ciągłej potrzeby zażywania pigułek. Gdyby zrozumiała mechanizm swojego życia emocjonalnego i tego, jak istotne jest dla niej realizowanie rzeczy, które tak naprawdę kocha, mogłaby znaleźć czas dla swojej fotograficznej pasji.
 
CDN.
 
Pozdrawiam
M.

  • 2

#18 Matias

Matias

    Fallen

  • Autor(ka) tematu
  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 861 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Pandemonium

Napisany 23.04.2018, 22:16

 
Część IV
(Dodes, "The Heart of Addiction")
 
Poniżej przedstawiam wybór z notatek, które zrobiłem w trakcie lektury kolejnej książki Dodesa "The Heart of Addiction" (właściwie napisanej przed "Breaking Addiction...", ale dotarłem do niej później). Teoria jest ta sama, ujęcie nieco inne, kolejne przykłady historii nałogowców i wiele bardzo ciekawych uwag. Z góry przepraszam za powtórzenia.
 
-
Kilka luźnych spostrzeżeń
 
1. Uświadomienie sobie, że każde uzależnienie jest działaniem zastępczym pozwala dostrzec, że zawsze istnieje inne, określone zachowanie, które jest ignorowane lub spychane na bok przez zastępcze zachowanie nałogowe i które przy odpowiednio przeprowadzonej analizie może być odnalezione. Koncepcja poszukiwania tej alternatywy jest zupełnie inna od wyszukiwania ogólnych "wyzwalaczy" uzależnienia jak np. wizyty w barze lub przebywania z pijącymi przyjaciółmi. Różni się także od zwyczajowej porady zalecającej odciągnięcie swojej uwagi od nałogu lub zajęcie się czymś innym, kiedy odczuwamy nieodpowiednie ciągoty. Wysiłki te często zawodzą, bo nie są ukierunkowane na osobiste problemy napędzające uzależnienie.
 
2. Wściekłość w obliczu bezradności u wielu nałogowców przejawia się w bezgłośnym lub nawet głośno wypowiedzianym: "Piep... to!". Jest to chyba najbardziej powszechne wyrażenie oddające to, jak się czują w punkcie, w którym decydują się na wejście w zachowania nałogowe.
 
3. Kiedy pod odstawieniu jednych zachowań odkrywasz, że wpakowałeś się w "nowe" uzależnienie nie oznacza to, że masz kolejny problem, z którym musisz sobie poradzić, ale że wcale nie rozstałeś się z właściwym problemem. 
 
 
Dodes - pogromca mitów.
 
 
Mit 1: Uzależniasz się od rzeczy, które są "uzależniające"
 
Powszechne sformułowanie "być uzależnionym od" czegoś - narkotyku, zachowania, aktywności - sugeruje, że obiekt uzależnienia (narkotyk, zachowanie) przyciąga cię tajemniczą siłą, a nie, że uzależnienie jest procesem psychicznym narastającym wewnątrz osoby. W rzeczywistości własność bycia "uzależniającym" można przypisać obiektowi jedynie w bardzo ograniczonym sensie: odczuciom wywołanym przez odstawienie jako część fizycznego uzależnienia od narkotyku. Ale jak pokazuje przykład weteranów z Wietnamu regularnie zażywających twarde narkotyki w trakcie wojny i nie wykazujących cech uzależnienia po powrocie do kraju, nawet silne fizyczne uzależnienie nie wytwarza prawdziwego uzależnienia u osób nie mających do tego podstaw psychologicznych. Zatem nawet dla fizycznie uzależniających narkotyków "bycie uzależniającym" nie tłumaczy prawdziwego uzależnienia opartego na tego rodzaju obiekcie.
 
 
Mit 2: Musisz sięgnąć dna, zanim wydobrzejesz.
 
Twierdzenie to wypowiadane było w kontekście ludzi uzależnionych tak wiele razy, że nabrało rangi dogmatu przez sam fakt ciągłego powtarzania. Ale jest to mit - zarówno niemądry, jak i szkodliwy. Pierwsze wynika z tego, że "dno" widać dopiero po fakcie. Twoje "dno" jest tam, gdzie zaprzestałeś swoich nałogowych zachowań. Może to być punkt, w którym twoje życie jest w totalnej rozsypce lub zawaliłeś tylko kilka mniej istotnych kwestii. Ponieważ nie można przewidzieć z góry, jaka sytuacja staniem się "dnem", "sięgnięcie dna" jest koncepcją bez większego znaczenia.
Jest to także koncepcja szkodliwa. Utrwalanie mitu konieczności "sięgnięcia dna" to często ukryte moralizowanie, sugerowanie, że tylko gdy wycierpisz wystarczająco wiele, będziesz w stanie się czegoś nauczyć. Założenie, że jesteś głupi i niezdolny do uczenia się na podstawie doświadczenia. Jak wiele innych przesądów dotyczących uzależnienia bazuje na idei, że uzależnienie jest świadomomym procesem, na który pozwalamy sobie ze względu na słabość woli. Ludzie poddający się temu mitowi mogą być nieświadomie osądzać uzależnionych, nie wyłączając siebie samych.
 
 
Mit 3: Jeśli jesteś uzależniony, jesteś samo-destrukcyjny.
 
Uzależnienia są próbą odzyskania kontroli nad własnymi uczuciami i życiem, są odpowiedzą na poczucie bezradności. Fakt, że są samo-destrukcyjne, to tylko efekt uboczny czynników silnie związanych z psychologią uzależnienia.
Ten mit jest także szkodliwy. Przypisuje ludziom etykietkę, na którą nie zasługują i odciąga uwagę od zrozumienia prawdziwej natury uzależnienia.
 
 
Mit 4: Musisz się poddać.
 
Prawidłowym rozwiązaniem jest przejęcie kontroli nad własnym życiem przez zrozumienie swojego uzależnienia i podjęcie odpowiednich działań bezpośrednich, a nie wstydliwe uznanie, że nie jesteśmy do tego zdolni.
Pewną wersją tego mitu jest koncepcja, że powinieneś unikać myślenia o swoim uzależnieniu. Wprost przeciwnie. Skupienie uwagi na swoich myślach w momencie, gdy pojawia się potrzeba realizacji zachowań nałogowych, pozwala na poznanie nieuporządkowanych kwestii leżących u ich podłoża.
 
 
Mit 5: Powinieneś liczyć dni swojej trzeźwości.
 
Faktem jest, że jeśli polepszasz jakość swojego życia i masz wpadkę, nadal jesteś w trakcie polepszania jakości swojego życia.
Chociaż wpadki nie są pożądane, nie powinny być niespodzianką, szczególnie, że pracujesz nad zrozumieniem źródeł swojego uczucia bezradności, które leży u podstaw twojego uzależnienia. Wpadki powinny być traktowane jako coś, co pozwala nam nauczyć się czegoś o nas samych i konfliktach, które nas rozdzierają. Przekonywanie ludzi, że wpadka powoduje powrót do punktu zero jest zarówno niepotrzebnie karzące, jak i nierealistyczne.
 
 
Mit 6: Powinieneś być leczony przez kogoś także uzależnionego.
 
Terapeuta będący ekspertem w psychologii uzależnienia nie musi być uzależniony, tak jak lekarz leczący cię z przeziębienia sam nie musi być przeziębiony. Oczywiście, każdy terapeuta powinien cechować się współczuciem i empatią. Ale to nie ma nic wspólnego z uzależnieniem samego terapeuty.
Inną stroną tego mitu jest przekonanie (graniczące z obrazą), że uzależnieni są tak bardzo różni od całego rodzaju ludzkiego, że tylko osoba, która ma ten sam problem może ich zrozumieć.
 
 
Mit 7: Uzależnienie jest po prostu efektem procesów chemicznych w mózgu.
 
Mit ten jest efektem kilku nieporozumień. Jednym z nich jest pomylenie fizycznego uzależnienia z prawdziwym uzależnieniem. Wystarczy poświęcić trochę czasu na wysłuchanie ludzi z uzależnieniem, by przekonać się, że zachowanie nałogowe jest nieszczęśliwą kompulsją, a nie poszukiwaniem haju.
"Chemiczny" model uzależnienia nie wyjaśnia także zdolności ludzi do zaprzestania picia alkoholu lub zażywania narkotyków zaraz po tym, jak rozpoczęli terapię psychologiczną (np. polegającą tylko na rozmowie z terapeutą czy w grupie wsparcia).
 
 
Mit 8: Ludzie z uzależnieniami mają "uzależnioną" osobowość.
 
Osobowość odnosi się do sposobu dostosowania się do świata zewnętrznego, jak i własnych uczuć, i w dużej mierze definiuje ciebie jako osobę. Ale ludzie z uzależnieniami mają niemal każdy rodzaj osobowości. To, co mają wspólnego, to uzależnienie jako sposób radzenia sobie z pewnymi uczuciami. Mylenie tego z całą "osobowością" ma przynajmniej dwie negatywne konsekwencje. Po pierwsze, niepoprawnie określa uzależnionych jako fundamentalnie różniących się od wszystkich innych. Po drugie, sugeruje, że uzależnienie jest problemem charakteru i zbyt mu blisko do moralizującego terminu "wad charakteru" (niestety, nadużywanego przez wspólnoty AA do opisywania problemów jej członków).
 
 
Mit 9: Ludzie z uzależnieniami są impulsywni.
 
Uzależnionym zwykle jest daleko do impulsywności. Uzależnienia powstają w efekcie wewnętrznych konflików w określonym momencie, ale same zachowania są często odwlekane, nawet na długie okresy czasu. 
 
 
Mit 10: Zaprzeczanie oznacza porażkę w poznaniu rzeczywistości.
 
"Nie jestem alkoholikiem" - stwierdzenie pomimo wszelkich dowodów na sytuację skrajnie przeciwną. Wydaje się, że dana osoba nie jest w stanie dostrzec oczywistej prawdy. Ale jeśli pomyślimy o tym z punktu widzenia nowego spojrzenia na uzależnienie, pojawia się inne wyjaśnienie. 
W sercu uzależnienia tkwi potrzeba walki z bezsilnością. Ale kiedy prosimy człowieka z tego przykładu, by przyznał, że jest alkoholikiem, odczuwa on, że prosimy go o przyznanie się do braku kontroli nad jego własnych zachowaniem. Uderza to bezpośrednio w problem, z którym próbuje on sobie poradzić. Kwestia zaprzeczania w opisanej sytuacji wiąże się z brakiem akceptacji znaczenia tego, o co prosimy, a nie z rozpoznaniem rzeczywistości. Kiedy pokaże się danej osobie, że uzależnienie jest w swojej podstawie staraniem o odzyskanie władzy, a nie dowodem słabości, zmienia to znaczenie pytania, które stawiamy. Pytanie "czy alkoholizm jest twoim problemem?" może być odebrane dokładniej jako pytanie, czy ta osoba stosuje mechanizm uzależnienia do wyrażenia swojej potrzeby odzyskania władzy, gdy odczuwa ona brak możliwości działania w bardziej bezpośredni sposób.
 
 
CDN.
 
Pozdrawiam
M.

  • 2

#19 stalker

stalker

    Wyga

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 952 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 23.04.2018, 23:50

Kilka luźnych spostrzeżeń (nie domagających się wyjaśnienia lub komentarza):

 

Mit 1. Ciekawe, jakie jakie jest źródło tego o weteranach z Wietnamu, bo nie słyszałem.

 

Mit 2. Koncepcja sięgnięcia dna - czy na pewno jest szkodliwa? Zwłaszcza ujęta jako pewien moment psychicznego PRZEŁAMANIA/PRZEBUDZENIA, mocne stwierdzenie, że ja już NIE CHCĘ dalej tak żyć. Wydaje mi się, że nawet jeśli nie ubierać tego w kształt koncepcji, to w praktyce i tak w takim właśnie momencie zaczyna się wychodzenie z nałogu. Pojawia się silny element wolitywny - nie chcę! Nie wydaje mi się, żeby można było na psychicznym "luziku" ot tak postanowić sobie, że od dziś rzucam zachowania, które są stałym i częstym elementem mojego życia od 5, 10, 20, 30 lat - a dlaczego rzucam? a bo bez nich pewnie będzie żyło się nieco lepiej. 

 

Mit 3. Dowalanie sobie nałogowym zachowaniem nie jest samodestrukcją? Moim zdaniem jeśli wbijam sobie gwóźdź w rękę, to nazwanie tego krzywdzeniem siebie (samodestrukcją), wcale nie jest szkodliwym etykietowaniem. To nazwanie zjawiska takim jakim jest. Oczywiście pytanie dlaczego to robię pozostaje poza ramami tak opisanej sytuacji. Jednak jeśli będę uciekał od uświadomienia sobie, że SAM siebie niszczę, to skąd mam wziąć wolę/chęć zmiany siebie?  

 

Mit 4. Uznanie własnej niezdolności nie musi być "wstydliwe". Przyznanie się do niemocy wymaga odwagi, jest stanięciem w prawdzie i chyba jest początkiem "nowej mocy" - bo zaczynam poszukiwać lepszej broni niż dotychczas, żeby pokonać tego Goliata. I to chyba nie wyklucza uważnego myślenia o zachowaniach nałogowych. Skupiam się na nich na zasadzie: nie chcąc wejść na minę, w drodze przez pole minowe myślę o minach.

 

Mit 5. Czyli wpadka nie jest tragedią. Chyba prawda. Chociaż obym jeszcze długo nie przekonał się o tym.

 

...


  • 0

#20 Shaleye

Shaleye

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1196 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 24.04.2018, 00:52

Zaciekawił mnie mit nr 8. Tym bardziej że czytałem książkę Lee Yampolsky "Leczenie uzależnionej osobowości". Koncept zawsze mnie jakoś mierził.. może teraz wiem dlaczego..? ;)


  • 0



Także oznaczono tymi tagami: uzależnienie, dodes