Skocz do zawartości



Co wolno, a czego nie w związku z uzależnionym


  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
5 odpowiedzi w tym temacie

#1 Gość_Lilu_*

Gość_Lilu_*
  • Goście

Napisany 02.03.2018, 23:30

Mam pewien dylemat.
Mój facet nie masturbuje się i nie ogląda porno od około roku. Jego uzależnienie było wieloletnie, intensywne i bardzo destrukcyjnie zadziałało na nasz związek. Oglądał je przez większość czasu naszej 5-letniej znajomości. Cieszę się, że wygrał z tym z tym nałogiem i że ja wygrałam z depresją, której nabawiłam się przez to wszystko.
Bardzo naciskałam na niego, żeby przestał robić te rzeczy. Groziłam, że odejde i prawie odeszłam. Nie byłam w stanie kochać się z nim czy okazywać mu czułości długi czas. Zerwał z tym wszystkim w połowie dla siebie i w połowie dla mnie. Nie miał chyba w sobie na tyle mobilizacji i motywacji, żeby przestać sam dla siebie. Zdobył się na to kiedy miał przestać również dla mnie. Zmobilizowała go wizja utraty mnie i jego ogromne wyrzuty sumienia za to jak zranił mnie kłamstwami i złym traktowaniem mnie przez większość związku.
Ogromnie cieszy mnie to, że mu się udało, że wreszcie jest wolny i że cały zmienił się diametralnie. Wiem, że dobrze zrobiłam naciskając na niego, choć może z boku moje zachowanie wydawało się nieczułe i brutalne. Sama mam problem z uzależnieniem (od narkotyków) i wiem, że ludzie uzależnieni często potrzebują mocnego ultimatum, groźby utraty tego co dla nich ważne, żeby naprawdę udało im się zmotywować do walki. Jednocześnie czuje, że w pewnym sensie odebrałam mu coś w życiu. Coś toksycznego, ale jednak coś co załatwiało pewne jego potrzeby i czuję, że teraz powinnam mu to w jakiś sposób oddać.

Wiem, co lubił oglądać. Niektóre rzeczy były naprawde chore (ciach - M). Kiedyś miałam do tego uprzedzenia. Z kolei on nigdy mnie o to nie prosił, a pytałam go. Teraz postanowiłam dawać mu to żeby zrekompensować brak możliwości oglądania tego i fantazjowania o tym.
Oprócz filmów oglądał również zdjęcia. Nagie, półnagie. Na pewnej stronie na której dziewczyny wstawiają swoje prywatne erotyczne fotki. To również okropnie mnie zabolało. Poczułam, że coś mu we mnie nie wystarczy, nie podobam mu się. Nigdy nie miałam dużych kompleksów, bo zawsze miałam nieprzeciętne powodzenie u płci przeciwnej i podobałam się sama sobie po prostu. Po tym dostałam takich kompleksów, że nie byłam w stanie pokazać mu się nago. Teraz kiedy tego problemu już nie ma, a ja powoli się z tego lecze i widzę, że przecież z moim ciałem wszystko jest świetnie to wpadłam na pomysł, że ja będę wysyłać mu swoje odważne zdjęcia. Kiedyś wysłałam mu kilka takich. Nie chodzi mi o to, żeby masturbował się do nich, bo on i tak zrezygnował z robienia tego w ogóle. Po prostu myśle, że byłby zadowolony z możliwości obejrzenia sobie czasem takich zdjęć swojej dziewczyny.

I teraz moje pytanie jest następujące - czy ja w tym wypadku postępuje mądrze? Czy uprawianie ostrego seksu, realizowanie pomysłów z filmów i wysyłanie nagich lub innych seksownych zdjęć źle na niego wpłynie i spowoduje chęć powrotu do starych nawyków? Czy moje zdjęcia lub filmiki będą wpływać na jego głowe tak samo destrukcyjnie jak porno? Chcę dobrze. Nie chce, żeby życie ze mną to były tylko zakazy i nie chcę również żeby nudził się ze mną, a okres oglądania jawił się jako przyjemniejszy i bardziej kolorowy od obednego stanu rzeczy. Doradźcie mi, proszę.


Ten post był edytowany przez Matias dnia: 06.03.2018, 12:46
Wymoderowano niepotrzebne szczegóły.

  • 0

#2 korzeniowski

korzeniowski

    Weteran

  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2700 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:z lasu ...

Napisany 03.03.2018, 10:06

Po pierwsze chciałbym Cie prosić byś nie pisała o szczegółach waszego pożycia gdyż treści te mogą uruchamiać osoby obecne na tym forum.

Kontynuując nasza rozmowę to poruszyłaś trudny temat ale może od początku.

Na forum jest bardzo mało osób którym udało się definitywnie rozstać z nałogiem.

Może to miejsce dla właśnie takich nałogowców a inni doskonale sobie radzą poza nim.

Jest to jednak mało prawdopodobne więc wciąż zastanawia mnie Twoja pewność i wiara w to że on ma to już za sobą.

Daj Boże żeby tak było choć na chwile obecną bo przecież nałóg żyje w nas i cały czas jest groźny.

Co do motywacji to z jednej strony takie naciskanie powoduje zazwyczaj efekt odwrotny od zamierzonego ale z drugiej strony wizja dna, utrata partnera, majątku, pracy, zdrowia powoduje wstrząs który może być początkiem zmian.

Na początku oczywiście można robić to dla kogoś, docelowo jednak potrzebne jest poczucie że potrzebujesz tych zmian dla siebie.

 

 

nie chcę również żeby nudził się ze mną, a okres oglądania jawił się jako przyjemniejszy i bardziej kolorowy od obecnego stanu rzeczy. 

 

Lilu, porno zostało wymyślone po to by było bardziej kolorowe od życia w realu.

Słodycze zawsze będą smaczniejsze od zdrowej żywności i tylko decyzja że wybierasz to co dla ciebie zdrowe a rezygnujesz z tego co Ci szkodzi jest sposobem na to by normalnie żyć.

Każdy z nas szuka w porno czegoś czego nie ma w realnym życiu, realnym seksie jednocześnie szukamy tam uczuć których nigdy tam nie było, nie ma i nie będzie.

Dlatego oglądamy też zdjęcia półnagich amatorek bo one dają nam złudzenie tego że one mają uczucia i są prawdziwe.

Zdrowy seks jest wspaniałym sposobem na fizyczne okazywanie sobie uczuć, jeśli sprawia wam wzajemną przyjemność to tylko się cieszyć.

Nie jestem jednak ekspertem by wypowiadać się na temat czy dobrze robisz stosując w/w praktyki.

Być może jest w tym coś na plus i coś na minus. Warto by pogadać z psychologiem-seksuologiem choć raz by się tego dowiedzieć.

Z mojego doświadczenia z moją żoną wynika że partnerka może być kochanką idealną.

Czyli że mogę się na nią cały dzień napalać a w nocy realizować swoje nakręcenie i fantazje.

Traktuję ją wtedy jak jedną z wielu gołych bab  z tą wspaniała różnicą że ta goła baba mnie kocha.

Marzenie każdego seksoholika by aktorka, prostytutka itp. obdarzyły Cie uczuciem którego nie potrafisz doświadczyć w normalnym zdrowym związku.

Właśnie takie traktowanie żony, ćpanie jej karmiło mój nałóg całymi latami pozornej abstynencji i nie dało mu zdechnąć z głodu.

Teraz dopiero doszedłem do tego że miedzy innymi dlatego nie osiągnąłem trwałej abstynencji i wróciłem do czynnego nałogu.

 

 

Coś toksycznego, ale jednak coś co załatwiało pewne jego potrzeby i czuję, że teraz powinnam mu to w jakiś sposób oddać.

 

Nałóg nie zaspokaja żadnych potrzeb, udaje że to robi tu i teraz, w tej chwili i na tę chwilę.

Zaraz po tym pojawia się pustka, żal i smutek że znów dałem się mu oszukać.

Nałóg to upośledzony sposób, nieudolna dziecięca próba zaspokojenia swoich prawdziwych potrzeb w sposób który tych potrzeb nigdy zaspokoić nie będzie w stanie.

Pamiętaj że nawet jeśli on jest teraz czysty to nic nie jest dane na zawsze, nic nie trwa wiecznie samo z siebie.

Na trzeźwość trzeba pracować cały czas dlatego porozmawiaj z psychologiem-seksuologiem i dowiedz się jak postępować w tej kwestii żeby nie spieprzyć sobie i jemu życia.

 

powodzenia


  • 3

#3 Luki7

Luki7

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 296 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 03.03.2018, 10:33

Bardzo często jest też tak, że ludzie skaczą z jednego uzależnienia na drugie. Czy może przypadkiem u Ciebie nie jest podobnie? Może jest tak, że seksem próbujesz zastąpić pustkę po narkotykach? Chcesz czuć się potrzebna, doceniania i dostajesz to w seksie.

Dodatkowo w tym co piszesz można trochę wywnioskować, że skupiasz się głównie na problemie swojego chłopaka, zapominając kompletnie o sobie. Wydaje mi się, że stajesz się współuzależniona.

Tak jak pisze korzeniowski - terapia na pewno byłaby dobrem rozwiązaniem, może nim też być jakaś anonimowa wspólnota jak np SA czy SLAA


  • 0

#4 Gość_Lilu_*

Gość_Lilu_*
  • Autor(ka) tematu
  • Goście

Napisany 03.03.2018, 13:44

Przepraszam jeśli napisałam zbyt dużo szczegółów. Postaram się nie pisać o tym tak dobitnie.

Pustke po narkotykach akurat próbuje zapełnić innymi rzeczami, nie seksem. Seks jest wspaniały, ale wielu moich potrzeb natury psychicznej nie jest w stanie zapełnić. Tym co mnie motywuje do robienia tych wszystkich rzeczy jest chęć zapobiegania temu problemowi. Jeśli on wróciłby do tego twierdząc, że coś mu we mnie brakowało, poczułabym się dwa razy gorzej. Chodzi mi też o jego szczęście po prostu. Nie chce żeby mu czegoś brakowało, tak jak on stara się o to, żeby mi niczego nie brakowało.

A skąd moja pewność, że to już za nim? Nie ma jej. Ale oszalałabym gdybym ciągle powtarzała sobie, że to jeszcze nie koniec. On też chce wierzyć, że to się już skończyło. Ważne jest nastawienie człowieka. Kiedy człowiek będzie wierzył, że w każdej chwili może upaść, że ten problem znowu się pojawi, że nie ma od tegp trwałej ucieczki, a są tylko przerwy na abstynencje to upadnie. To jest łatwy sposób na usprawiedliwianie się przed samym sobą. "Jestem uzależniony, chory, to może wrócić w każdej chwili i właśnie teraz wróciło, tak musi być". Nie wiem czy orientujecie się czym jest uzależnienie od opiatów i opioidów. Jedno z najgorszych uzależnień psychiczno-fizycznych. Morfina, heroina - to właśnie przez te substancje ludzie często lądują na dworcu, prostytuują się, upadlają, ich ciało staje się wrakiem, a życie może skończyć się w kilka minut po kolejnnym niefortunnym strzale. I nawet z tego ludzie wychodzą, przez lata nie upadają i nie zapowiada się żeby mieli upaść. I ja takich ludzi znam. Znam również takich, którzy przedawkowali lub powiesili się z bezsilności. Fakt jest taki, że osoba, która chce z tego wyjść musi wierzyć, że można żyć bez tego.
Mój chłopak chce wierzyć, że to już za nim. Od początku nie liczy dni, nie robi kalendarza, chce odciąć tamten okres grubą linią i iść dalej. Ogromne wrażenie zrobił na mnie swoją siłą. Doceniłam to zwłaszcza po tym jak poczytałam to forum i zobaczyłam jak wiele osób radzi sobie dużo gorzej od niego.

Pozdrawiam Was, dziękuje za odpowiedzi i życzę Wam dużo, dużo siły i wiary w to, że uda się skończyć z tym raz na zawsze.
  • 0

#5 Luki7

Luki7

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 296 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 03.03.2018, 16:10

To co piszesz... tak chyba mniej więcej czują się wszystkie kobiety współuzależnione. Robić wszystko żeby zapobiegać jego problemowi i boisz się, że jego nałóg jest przez Ciebie. To kompletnie w tą stronę i właśnie prawdziwe zdrowienie takich kobiet zaczynało się wtedy, gdy to zrozumiały - nawet tu na forum możesz o tym poczytać. Prawdziwe szczęście powinno wypływać od nas samych, bo sami ze sobą mamy się czuć szczęśliwi. Jego nałóg to podobnie jak z narkotykami, alkoholem czy czymkolwiek innym - ucieczka przed czymś, tłumienie czegoś. Jasne wiadomo, ja też chcę by moja narzeczona była szczęśliwa i mogę jej w tym pomóc, ale pewnych rzeczy za nią nie robię, nie kupię jej szczęścia jeśli sama po niego nie wyjdzie...

 

Nie ma sensu dyskutować które uzależnienie jest najtrudniejsze, seksoholizm także ma swoje trudności, jakby się w to zagłębić to może nawet większe niż narkotyki czy alkohol. Morfina, heroina - to typ uzależnienia opartego uśmierzaniu, zaś seksoholizm ma po trochu wszystkich typów. Mimo to, jak pisałem wcześniej - każde uzależnienie jest inne i dla każdego ma swój własny stopień trudności.

 

Być może doczytałaś też opowieści ludzi, którzy upadli, bo myśleli, że z tym wygrali... tak też się zdarza... Trzeba przede wszystkim dobrze poznać siebie, swoje reakcje na uczucia, sytuacje...  Każdy z nas, zdrowiejących, w pewnym czasie mocniej wierzy w to, że można żyć bez tego - po to właśnie zdrowiejemy, ale ta świadomość nie zawsze wystarcza. Trzeba się nauczyć żyć bez tego. 

Może być też tak, że myślimy, że żyjemy bez tego, a tak naprawdę wkopaliśmy się w coś innego.

 

Twój chłopak ma swoją drogę do zdrowienia, każdy ma swoją, ale nie zawsze to co dobre dla mnie, będzie dobre dla kogoś innego.

 

Powodzenia :)


  • 0

#6 Dougles

Dougles

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 420 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Poznań

Napisany 03.03.2018, 16:40

Kiedy człowiek będzie wierzył, że w każdej chwili może upaść, że ten problem znowu się pojawi, że nie ma od tegp trwałej ucieczki, a są tylko przerwy na abstynencje to upadnie. To jest łatwy sposób na usprawiedliwianie się przed samym sobą. "Jestem uzależniony, chory, to może wrócić w każdej chwili i właśnie teraz wróciło, tak musi być".

 

Nie nazwałbym tego wiarą, ale moim zdaniem konieczne jest w procesie zdrowienia, żeby uzależniony pamiętał o swoim problemie i że, tak, w każdej chwili może upaść i każdego kolejnego dnia powinien zadbać o abstynencję (czyli w sumie o siebie). Nawet kiedy podejmie decyzję o trwałej abstynencji (decyzji, która jest kluczowa) wpadki mogą się zdarzać. To jest po prostu fakt. A to, że niektórzy wykorzystują fakty w niewłaściwy sposób, nie znaczy, że mamy negować rzeczywistość.


  • 0