Skocz do zawartości



Zdjęcie

Wykład z Paulą Hall nt. Uzależnienia od Seksu


  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
12 odpowiedzi w tym temacie

#1 Raróg

Raróg

    Powstały z popiołu

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 434 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Łódź / Poznań

Napisany 20.12.2017, 20:02

Wykład Pauli Hall nt. uzależnienia od seksu - część 1.

Poniższy tekst jest zapisem moich notatek zaczerpniętych z wykładu Pauli Hall, międzynarodowej specjalistki w dziedzinie leczenia uzależnienia od seksu.

Uzależnienie - niezdrowa relacja wywołująca zmianę nastroju. Ważne jest nie to, co robimy, ale dlaczego to robimy. Uzależnienie można definiować jako zachowanie, wobec którego czujemy się pasywni i które powoduje negatywne skutki w naszym życiu. Nie musi to dotyczyć częstotliwości zachowań - nie dotyczy to wcale większego temperamentu, chodzi o to jak uzależnienie pozwala nam się poczuć.

Trzy główne formy uzależnienia z którymi Paula Hall ma do czynienia w swojej pracy to:

  1. Kompulsywne używanie pornografii
  2. Kompulsywna masturbacja
  3. Wiele następujących po sobie romansów
  4. Kompulsywne korzystanie z usług prostytutek

 

Typ zachowań nie odgrywa takiej roli jak stan "upojenia" który się po nim pojawia. Uzależnienie od seksu wciąż jest diagnozą bardzo kontrowersyjną. Proponowane są różne terminy na określenie tego zespołu objawów - uzależnienie od seksu, kompulsywne zachowania seksualne, hiperseksualność, zaburzenie kontroli impulsów seksualnych, zaburzenie bliskości. Jak z czasem zostanie nazwany ten problem, tego nie wiadomo.

Istnieje kilka modeli uzależnienia. Paula Haul przyjmuje "chorobowy" model uzależnienia. Wiele osób neguje ten model, zaznaczając, że seksualność jest naturalnym popędem i adekwatnie, tak jak nie ma mowy o uzależnieniu od jedzenia i oddychania, nie można mówić o uzależnieniu od seksu. Wg. Pauli Hall termin hiperseksualność zbyt łatwo jest powiązać z wysokim popędem seksualnym - tymczasem w samym wysokim popędzie seksualnym nie ma nic złego. Zaburzenie kontroli impulsów sugeruje szybkie, niezaplanowane zachowania, o czym nie ma mowy, gdy planujemy naszą sesję z pornografią wiele godzin i następnie poświęcamy jej wiele czasu.

Definicja ASAM - uzależnienie jako przewlekła choroba układu nagradzania, motywacji, pamięci w mózgu i odnoszące się do niej czynności prowadzące do biologicznych, psychologicznych, społecznych i duchowych strat.

Niezdolność do kontynuowania abstynencji, nałogowe pragnienia, dysfunkcyjne relacje i reakcje emocjonalne - wszystko to sugeruje, że uzależnienie od seksu jest w istocie uzależnieniem behawioralnym.

Modele uzależnienia:

Model moralny - uzależnienie od seksu jest nieetyczne - tu tracimy z oczy kwestie z zdrowotne

Model społeczny - nasze społeczne i kulturowe konteksty tworzą i karmią uzależnienie, nałogowa kultura

Model chorobowy - uzależnienie jest chorobą mózgu, uzależnieni akceptują swoją bezsilność, model 12 kroków

Model psychologiczny - uzależnienie wywoływane jest nieświadomymi konfliktami i słabą regulacją emocji, nawykami wyuczonymi i wzmacnianymi przez lata.

Dodam tutaj, że przyjmowaną przeze mnie perspektywą jest model psychologiczny w leczeniu uzależnienia.

W uzależnieniu od seksu jest element biologiczny. Część osób jest bardziej podatna na uzależnienia niż inne. Występowanie ADHD i uzależnień w rodzinie jest tu ważnym czynnikiem. Uzależnienie zmienia biologię mózgu. Uzależnienie zawiera w sobie zachowania eskapistyczne (ucieczkowe), które tworzą jeszcze większy dyskomfort emocjonalny. Im bardziej uciekamy od życia, tym większe jest nasze pragnienie uzależnieniowe - co wtórnie zwiększa poczucie izolacji i napędza uzależnienie jeszcze bardziej.

30% osób uzależnionych od seksu i pornografii to kobiety, jednak jedynie niewielki ich odsetek prosi o pomoc - 99% pacjentów to mężczyźni - jest to kwestia konstruktów społecznych, naszych przekonań wokół tego co przystoi mężczyźnie i kobiecie. Jesteśmy z reguły skłonni bardziej akceptować nadmierny popęd seksualny u mężczyzn, a pomijać seksualność kobiet.

Czynniki ryzyka w przypadku uzależnienia od seksu:

  • PTSD związane ze służbą wojskową
  • Trauma związana z rozwojem przywiązania w dzieciństwie
  • "Okazje" - uzależnieniowe środowisko
  • Wykorzystanie seksualne w dzieciństwie

 

Wspólne mianowniki dla osób uzależnionych:

  • Wczesny kontakt z pornografią
  • Nadużycia seksualne w dzieciństwie (wiąże się to z uszkodzeniem układu limbicznego dziecka)
  • Izolacja społeczna, nieumiejętność rozwijania relacji z rówieśnikami
  • Nadopiekuńczość lub zaniedbanie przez rodziców
  • Osoby których nie nauczono w żaden sposób regulować emocji - brak zdrowej relacji z gniewem w rodzinie
  • Seks jako główny mechanizm radzenia sobie z problemami emocjonalnymi
  • Wstyd -> toksyczny wstyd w dzieciństwie
  • Niskie poczucie własnej wartości
  • Sekrety rodzinne

 

Podwójne życie - na zewnątrz uzależnieni są często szczęśliwymi, zwykłymi ludźmi, ale mają sekretne życie - to są dwa zupełnie różne światy. Początek tego schematu pojawia się w relacjach rodzinnych, gdzie są sekrety, życie w szkole z internatem lub poddawanie dużym rygorom też może wpływać na to rozszczepienie.

Jeśli czujesz sam pociąg seksualny - to nie jest to uzależnienie. Jeśli czujesz inne emocje, jak wstyd, lęk, złość -> i to prowadzi do wywołania pociągu seksualnego - to można już mówić o mechanizmie uzależnieniowym.

Wielu pacjentów przechodzi do oglądania pornografii chcąc zrezygnować z innych uzależnień chemicznych i behawioralnych.

Wszyscy jesteśmy od czegoś uzależnieni w większym lub mniejszym stopniu. Oceniamy więc jedynie jak głębokie i poważne jest to uzależnienie u danej jednostki. Powagę uzależnienia ocenia się podczas pierwszych 6 miesięcy terapii.

Będąc w wyparciu i uzależnieniu oszukujemy siebie i innych. Musimy założyć, że to co słyszymy od uzależnionych, to jedynie fragment ich historii. Akademickie zrozumienie uzależnienia pozwala na pozbycie się wstydu wielu uzależnionym, ponieważ rozumiemy aspekty neurologiczne swojego problemu, bywa czasem jednak przeszkodą w zdrowieniu. Zwykle uzależnieni są to osoby bardzo inteligentne, które mimo to sabotują swoje życie.

Uzależnienie od pornografii pozwala łączyć w sobie wszystkie 4 typu uzależnień. Uzależnienia związane z fantazjowaniem, z uspokojeniem, z ekscytacją i (czwartego typu nie zanotowałem).

Czy jest coś takiego jak "lepsze" porno dla nałogowca? Nie, tak samo jak dla alkoholika nie ma "lepszego" alkoholu.

Najważniejsze w leczeniu jest szukanie innych sposobów na ukojenie i na ekscytację.

Dopamina jest wspólnym elementem dla wszystkich uzależnień, jest to substancja powiązana z naszym poszukiwaniem przyjemności. Za dużo dopaminy wiąże się z nerwowością, uzależnieniem. Za mało - to dołek.

Szukamy naturalnie zróżnicowanych źródeł pozwalających nam zwiększyć nasz poziom dopaminy. Różnorodność jest potrzebna dla zachęcania nas do aktywności, więc wiąże się z nią naturalne wydzielanie dopaminy. A internet dostarcza nieograniczonej różnorodności uzależnionemu.

Lubienie seksu jest zupełnie czymś innym niż pragnienie go. Osoby uzależnione często pragną oglądać rzeczy, które wcale ich nie cieszą (a często wywołują wstyd i cierpienie) - dopamina sprawia, że ich pragniemy, ale nie sprawia, że się nimi cieszymy. Co więcej, nałóg obrabowuje osoby uzależnione z ich seksualności - bardzo często te osoby o wiele mniej cieszą się seksem lub nawet nie są do niego zdolne, ponieważ nie dostarcza im on odpowiedniej ilości bodźców. To nie sprawa psychologiczna, a biologiczna.

Pornografia dostarcza nam nienaturalnego poziomu stymulacji, z którym nasz mózg sobie nie radzi. Podobnie jest z małymi kaczkami - są przyzwyczajone podążać za czerwonym punktem na dziobie matki. Jeśli jednak od dziecka będzie pokazywało im się o wiele czerwieńszy ołówek, to będą podążać za tym ołówkiem a przestaną reagować na dziób matki. Im więcej dodajemy soli do potraw, tym bardziej naturalne potrawy wydają się bez smaku - ale smak zaczyna wracać, jeśli przestaniemy dodawać soli do wszystkiego. Podobnie jest z pornografią i seksualnością.

Uzależnienie wykorzystuje naturalny mechanizm tworzenia się nawyków. Jeśli powtarzamy coś wielokrotnie, to tworzy się swoista "dopaminowa" autostrada, wiążąca przyjemność z daną czynnością. W zdrowieniu chodzi o zbudowanie nowej dróżki, która stanie się z czasem autostradą, a w międzyczasie stara zacznie zarastać. Ważne jest tutaj rozwijanie "dobrych uzależnień", czyli rzeczy, które nas pasjonują i sprawiają nam radość. Stajemy się uzależnieni, ponieważ ciężko ćwiczyliśmy się w takim sposobie zdobywania dopaminy. Teraz trzeba poświęcić przynajmniej tyle samo wysiłku na ćwiczenie się w nowych sposobach zdobywania dopaminy. W związku z tym, młodym osobom uzależnionym dużo dłużej zajmuje wychodzenie z uzależnienia niż osobom starszym. Dzieje się tak, ponieważ starsi mają często wzorce dotyczące zdrowego sposobu radzenia sobie z własną seksualnością, z przed czasów korzystania z pornografii. Osobiście po 4 latach pracy z uzależnionymi mam podobną obserwację - osobom po 50-60 dużo szybciej idzie wychodzenie z nałogu.

W mózgu zachodzi też mechanizm "competitive plasticity" - im więcej informacji mamy w mózgu tym ciężej nauczyć się nowych rzeczy. Nowe rzeczy częściowo wypierają stare. Dlatego jest bardzo ważne aby uczyć się jak najwięcej nowych rzeczy w trakcie zdrowienia z nałogu. Nauczenie się czegoś nowego sprawia, że uzależnieniowa autostrada zaczyna szybciej zarastać. Często osoby nie mogą pozbyć się uzależnienia bo to jedyna ekscytująca rzecz jaka im pozostała w życiu.

Klienci tak naprawdę ograniczają swoją ekspresję seksualną przez swój nałóg, więc zdrowienie jest tak naprawdę odzyskaniem swojego życia seksualnego, sprawienie, że ponownie nabierze ono smaku.

Rola wyznawania prawdy -> jest to ważne, ale raczej wobec osób, które są w stanie zrozumieć twój problem np. wobec społeczności innych uzależnionych lub w obecności terapeuty który rozumie i może wytłumaczyć to uzależnienie np. partnerowi.

Pierwsze symptomy:

  • Problemy z doświadczaniem orgazmu, uzyskaniem erekcji (PIED), trzeba używać fantazji aby osiągnąć satysfakcję
  • Trzeba używać coraz bardziej ekstremalnej pornografii aby utrzymać erekcję.
  • Brak jakiegokolwiek seksu w związku, niższy popęd seksualny wynikający z uzależnienia.

 

Komentarz Pauli Hall do programu 12 kroków:

Skuteczność programu 12 kroków zależy od jakości grupy i wiele osób potrzebuje oprócz tego dobrze przeprowadzonej psychoterapii.

W wyniku uzależnienia ponownie pozwalamy sobie na robienie rzeczy, o których wiemy, że nie powinniśmy ich robić.

Poczucie winy jest uczuciem motywującym, wiemy, że zrobiliśmy coś złego. We wstydzie to MY jesteśmy źli - jesteśmy złą osobą. Ale fakt, że jesteśmy uzależnieni nie sprawia, że jesteśmy złymi ludźmi. Zasługujemy na coś lepszego niż nałóg. I musimy poświęcić na te nowe nawyki tyle samo godzin co poświęciliśmy na nałóg.

Leczenie uzależnienia od seksu i pornografii - model CHOICE:

Nie masz wyboru co do tego czy przyjdą pragnienia, ale masz wybór jak na nie zareagujesz. Więc powinno wzmacniać się ludzi jeśli chodzi o podejmowanie wyborów.

 


  • 3

#2 Raróg

Raróg

    Powstały z popiołu

  • Autor(ka) tematu
  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 434 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Łódź / Poznań

Napisany 22.12.2017, 13:14

Wykład Pauli Hall nt. uzależnienia od seksu - część 2 i ostatnia.

 

Częstym przekonaniem jest - zatrzymam uzależnienie jeśli będę w relacji - to kolejna myśl która jest przeszkodą, ponieważ ta relacja może się nigdy nie przytrafić.

Tracenie pieniędzy - większość porno jest za darmo - ale na stronach porno jest pełno reklam prostytutek i płatnych kamerek, a także innych płatnych usług aby wciągnąć cię w wydawanie na to pieniędzy. Co więcej ktoś uczynny, prawdopodobnie z branży porno, zwykle zamieszcza w sieci filmy jak obejść blokady.

To co atakuje poczucie własnej wartości uzależnionego to rosnąca zależność, poczucie bycie kontrolowanym, więc kiedy pokazuje się, co można osiągnąć w życiu nie będąc uzależnionym, to kreuje motywację. Skupiajcie się na pozytywach! Jakie rzeczy czynią was szczęśliwymi? Co dodaje wartości waszemu życiu? Zamiast skupiać się na środzie i czwartku, w trakcie których mieliście wpadkę, pomyślcie o tym co robiliście w poniedziałek i wtorek, kiedy tej wpadki nie było!

W uzależnieniu od seksu nigdy nie chodzi o seks - zawsze chodzi o nierozwiązane problemy z dzieciństwa i niezaspokojone potrzeby tej osoby.

Zapalniki - emocjonalne i środowiskowe. Odpowiedź mózgu na bodźce wizualne osoby uzależnionej i zdrowej jest inna, odpalane są u nich inne części mózgu. Warto się zapytać jakie są korzyści które uzależniony czerpie z różnych zachowań kompulsywnych.

W badaniu osób uzależnionych od seksu, 90% badanych odpowiedziało TAK na pytanie "czy myślałeś o samobójstwie".

Często uzależnienie przechodzi w fazę uśpioną, zamiast iść w kierunku uzdrowienia. Często zachowania związane z polowaniem na potencjalną zdobycz seksualną są o wiele bardziej uzależniające niż samo odreagowanie seksualne.

Jakie wartości życiowe są dla ciebie najważniejsze? Uzależnienie cię z nich okrada.

Decyzje mogą być oparte na emocjach, albo na wartościach. Powinno wzmacniać się podejmowanie decyzji opartych na wartościach.

Powinno się unikać tych zapalników których da się uniknąć i stawiać czoła zapalnikom których nie da się uniknąć.

Model NRU

N - Never Forget What You Can Loose (nigdy nie zapominaj co możesz stracić)

R - Remove Yourself (usuń się z zagrażającej sytuacji)

U - Undistorted thinking (niezaburzone myślenie - walcz z racjonalizacjami!)

Znajdź coś co cię zajmie na minimum 20 minut jeśli jesteś odpalony - neuronauka dowodzi, że to jest czas w którym wygasa pojedynczy zapalnik. Skupiaj się na aktywnościach wywołujących stan "flow".

Musisz założyć, że pożar nadejdzie i być wyposażony w dobrą gaśnicę. Zaśpiewaj coś, poczytaj książkę, obejrzyj komedię, pograj na komputerze, spędź czas z przyjaciółmi - zrób cokolwiek co oderwie cię na minimum 20 minut.

Zrób sobie wizytówkę którą będziesz trzymał w portfelu z zapisanym na niej swoim najgorszym upadkiem w nałogu. Lub zapisz na niej jedną kluczową rzecz która przypomina ci o zdrowieniu. Ustaw sobie to w przypomnieniach albo jako wygaszacz ekranu. Możesz też używać tej przypominajki jako hasła do różnych portali np. hasło: kocham_moją_żonę

W momencie odpalenia w knajpce, possij cytrynę, użyj elastycznej opaski, lub włóż kawałek lodu do ust, co spowoduje ból (brainfreeze).

Metoda lustra - wstyd sprawia że ludzie nie patrzą w lustro. Spójrz w lustro. Spójrz na siebie, oko w oko. Spójrz sobie w twarz i powiedz sobie coś motywującego. Kogo próbujesz oszukać?

Jako przypominajek możesz używać zdjęcia siebie z dzieckiem, zdjęcie partnerki, listy - coś co cię zatrzyma przed acting outem. List do siebie, do ukochanej, do dziecka - list który jeśli nawalisz, zobowiązujesz się im dać.

Napisz w nim, że od teraz planujesz być ojcem na pół etatu, bo zamiast skupiać się na zajmowaniu się swoimi dziećmi, wolałeś spać z prostytutką, albo masturbować się do pornografii.

Zdefiniuj swoją zdrową seksualność.

OK - bezpieczne zachowania, coś w zgodzie z twoimi wartościami, szanujesz siebie i innych, sprawia to przyjemność obu stroną, nie powoduje wstydu

Niepewny - zachowania "w szarej strefie"

Nie OK - zachowania definitywnie szkodliwe

Celibat też jest formą ekspresji swojej seksualności. Większość osób religijnych uważa, że masturbacja jest grzechem jeśli towarzyszy jej żądza - samo fizyczne rozładowanie napięcia seksualnego nie jest według tej definicji grzechem. Więc jeśli masturbujemy się świadomie, bez żądzy, bez fantazjowania, tylko my i nasze ciało, całkowicie skupieni na tym fizycznym doznaniu - to dla niektórych jest to zdrowa forma aktywności. Wielu samotnych facetów którzy walczą z nałogiem porno, bez tego rodzaju zdrowego rozładowania kończy wracając do nałogu. Co więc jest gorsze - świadoma masturbacja czy oglądanie pornografii? Czy to realistyczne zakładać celibat jako cel, gdy nie jesteśmy w stanie wytrzymać tygodnia bez jakiejkolwiek aktywności seksualnej? Masturbacja raz na tydzień lub raz na dłuższy okres czasu, praktykowana w takiej formie, wg. Pauli Hall jest ok.

Zaprzestanie jakiejkolwiek aktywności seksualnej na 90 dni nie ma żadnego podłoża naukowego, to dodatek zaczerpnięty z AA. Jest to bardzo szkodliwe założenie. Czasami potrzebujemy przerwy, aby poznać, jakie jest nasze zdrowe, naturalne libido. Ten czas przerwy jest kwestią indywidualną i jest trochę jak tygodniowa głódówka u osób, które chcą poznać jakie jest ich zdrowe łaknienie. Libido bierze się z poziomu testosteronu, natomiast dopamina związana z nałogiem bierze się z podniecenia (dwa osobne mechanizmy). Czas przerwy jest rzeczą osobistą. Założenie sobie okresu 90 dni w celibacie jako celu wywołuje ogromne szkody w samoocenie uzależnionych ponieważ większości z nich nie udaje się wytrzymać tyle czasu - przestań liczyć dni!

Pozostawianie partnera poza swoim procesem zdrowienia nie jest zdrowe nie tylko dla ciebie, ale też dla partnera.

Ważna jest praca w grupie.

Utrzymywanie zdrowia:

  • Nawrót emocjonalny - nie radzenie sobie z życiem, stres emocjonalny
  • Nawrót mentalny - zaburzenia poznawcze, byłoby lepiej wrócić do nałogu, fantazje
  • Nawrót fizyczny - masturbacja i inne zachowania związane z acting out.

 

Nawrót nałogu jest procesem stopniowym. Skąd możesz wiedzieć że twoje życie nie jest zbalansowane w jakiejś dziedzinie? Przykład - kiedy wszystkie twoje kwiatki zwiędną z braku podlewania, ponieważ tyle pracujesz.

Kolejnym szkodliwym nawykiem jest staranie się wmówić osobom uzależnionym że normalny seks będzie tak samo przyjemny, albo lepszy od "haju" jakiego doświadczali w trakcie swoich ciągów. Normalny seks nigdy nie będzie tak przyjemny, nie da takiej intensywności doznań! Ale może on wzbogacić twoje życie, pozwoli ci odzyskać kontrolę i pomoże ci związać się bliżej z partnerem a także zacząć szukać innych rzeczy dających ci szczęście.

Zapobieganie nawrotom to po prostu zdrowy i zbalansowany styl życia.

Zasady wychodzenia z nałogu:

  1. Zmień swoje życie (czasem trzeba zmienić pracę)
  2. Unikaj efektu jojo (control/release or bing/purge cycle) - nadmierna kontrola powoduje że pojawia się w pewnym momencie reakcja "pieprzyć to".
  3. Nie myśl o osiągnięciu sukcesu w kategoriach "braku wpadek". Sukces to już dłużej nie potrzebować nałogu, aby być szczęśliwym. Zawsze możemy zapragnąć do niego wrócić, ale to te inne rzeczy, które zbudowaliśmy w naszym życiu dla naszego szczęścia definiują nasz sukces.
  4. Praktykuj dbanie o siebie. Więcej balansu w życiu jest kluczowe dla zdrowienia. Czy zrobiłeś w ostatnim czasie coś co nie było dla ciebie ok? Coś czego nie byłeś pewien? Co zrobiłeś, aby o siebie zadbać?
  5. Bądź CAŁKOWICIE szczery wobec przynajmniej dwóch osób. Często to nie powinien być twój partner/partnerka, tylko ktoś, kto faktycznie rozumie to uzależnienie. Partnerzy uzależnionych często tak naprawdę nie chcą słuchać wszystkich detali związanych z każdym zapalnikiem i acting outem. Można oszczędzić im takich szczegółów.
  6. Nie naginaj zasad. Zamiast tego naucz zarządzać się swoim życiem i emocjami lepiej bez korzystania z pornografii.

 

Gdyby ktoś miał jakieś pytania, zapraszam do dyskusji.


  • 4

#3 pomalutku

pomalutku

    Wyga

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 813 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 23.12.2017, 19:34

WIELKIE DZIĘKI! Naprawdę przydatna rzecz. Myślę, że odpowiednio czytana może pomóc wielu ludziom.
 

fantazjowaniem, z uspokojeniem, z ekscytacją i (czwartego typu nie zanotowałem).

 

To nie ten slajd "4 basic types of neurochemistry: arousal addictions, satiation addictions, fantasy addictions, deprivation"? ;)

A najzabawniejsze, że na tym wykładzie mnie nie było, choć dostęp do niektórych slajdów mam (nie pytaj jak ;p )

 

 

W związku z tym, młodym osobom uzależnionym dużo dłużej zajmuje wychodzenie z uzależnienia niż osobom starszym. Dzieje się tak, ponieważ starsi mają często wzorce dotyczące zdrowego sposobu radzenia sobie z własną seksualnością, z przed czasów korzystania z pornografii. Osobiście po 4 latach pracy z uzależnionymi mam podobną obserwację - osobom po 50-60 dużo szybciej idzie wychodzenie z nałogu.

 

Moje doświadczenie z obserwacji braci ze wspólnoty też jest takie (oczywiście w dużej ogólności). Im młodsze pokolenie, tym trudniej. Odpowiedź jest jasna: coraz szerszy i wcześniejszy dostęp do źródeł komputerowych przy coraz trudniejszym wchodzeniu w relacje. W pewnym sensie i ja byłem tego "prototypem" - nigdy w życiu założyłem związku i to pole rozwoju seksualności zostało zamknięte. Nieliczne randki były najczęściej nieudane, a kosze szybkie i wyniku mojej nieporadności wręcz nieuniknione. Alternatywa żądzowych środków była więc potężna i zajmowała wszystkie możliwe pola. Na odstawieniu okazało się, że w tej sferze nie mam nic. A są młodsi, co zaczęli wcześniej i jest z nimi jeszcze gorzej!

 

Głupio dyskutować z autorką wykładu (która i tak tego nie czyta) na podstawie notatek, ale zostawię parę "przyczynków" dla dalszej dyskusji ;)

 

 

Większość osób religijnych uważa, że masturbacja jest grzechem jeśli towarzyszy jej żądza - samo fizyczne rozładowanie napięcia seksualnego nie jest według tej definicji grzechem.

 

Nie znam takiego podejścia, oczywiście Wielka Brytania, gdzie pracuje P. Hall jest dużo bardziej zróżnicowana religijnie. Z tego co wiem, w przypadku nauki Kościoła katolickiego świadomy wybór masturbacji jest grzechem, oczywiście z okolicznościami łagodzącymi np. w wieku dorastania. Od jak to ująć "legalnego" spuszczania napięcia poza seksem małżeńskim są polucje ;)

Ja jako seksoholik (ze specjalizacją masturbacja :D ) mam inny problem. Przez całe życie używałem tego w połączeniu z żądzą, pornografią. fantazjami. Nie wiem jak miałbym to teraz oddzielić w swym wyformowanym nałogowo mózgu. Ryzyko jest zbyt duże. Jako anorektyk seksualny nie jestem pewnie wzorcowym przykładem, ale potrafiłem wytrzymać powyżej 90 dni bez żadnego rozładowania jeszcze bez wsparcia forum, SA, terapii. Teraz już dawno przekroczyłem ten wynik po wielokroć i na forum są inne tego przykłady. A jestem w wieku, gdy typowy facet jest bardzo aktywny seksualnie.

Pewnie, nie ma co demonizować każdej wpadki, ale zaświadczam że nierozładowywanie swojej seksualności dłużej niż 90 dni, i to bez żadnych związkowych tematów na horyzoncie jest możliwe. Przynajmniej w moim przypadku, a kiedyś potrafiłem zaczynać sobotę od zrobienia sobie dobrze parę razy pod rząd.

 

Zaprzestanie jakiejkolwiek aktywności seksualnej na 90 dni nie ma żadnego podłoża naukowego, to dodatek zaczerpnięty z AA.

 

Nie rozumiem tego zwrotu wykładowczyni. Jeśli chcemy zrobić eksperyment, musimy zacząć. Ja miałem 90 dni wielokrotnie (ostatnio dużo więcej), bez żadnego podłoża naukowego. Myślę, że wraz z innymi mógłbym być dla P. Hall podłożem do podłoża naukowego ;)

Na koniec pojawiają się 12-krokówki, więc muszę zabrać głos ;)

Z tego co wiem - a przeczytałem sporo literatury AA i znam sporo trzeźwych alkoholików - AA niespecjalnie zajmuje się seksem (nie bez powodu powstały S-grupy!). Owszem, w "Wielkiej księdze" i "12x12" są poruszone sprawy seksualne w kontekście możliwych krzywd wyrządzonych żonie i romansów. Chodzi o czwarty i ósmy krok. Literatura AA jednak nie formułuje problemu w sposób jasny, to jedne z licznych możliwych występków alkoholika obok np. oszustw w pracy. I na pewno nigdzie tam nie pada zalecenie 90 dni bez seksu! Część ludzi, która trafia do S-grup, jak i ich założyciele to alkoholicy, którzy zauważyli, że samo odstawienie picia nie wpływa na poprawę relacji seksualnych, a jeśli miało nałóg seksualny to często po odstawieniu alkoholu tylko im się nasilał (zajmował "puste" miejsce po alkoholu i wzrastał). Stąd powstały osobne, dedykowane problemowi 12-krokówki (w Polsce SA i SLAA, na świecie jest więcej). I tam również nie ma mowy o 90-dniach!

W SA jest pozaliteraturowe zalecenie dla kawalerów, by przez rok dali sobie spokój z jakąś poważniejszą aktywnością randkową i związkową, żeby dojść do siebie (bo odstawienie będzie wystarczająco bolało).

Niektórzy dostają zalecenie ciszy lub separacji w związku (ale to częściej zadają terapeuci).

A to dlatego, że dochodzi kwestia całego haju "zdobywania" kogoś albo bycia w związku zależnym lub chorym seksualnie.

Seksoholik jednak może jak najbardziej randkować, umawiać się, wchodzić w związki, zawrzeć ślub (byłem na takim). Dla seksoholików w SA jest jeszcze definicja trzeźwości - jakikolwiek seks pozamałżeński, jakby nie był uzasadniany, jest złamaniem trzeźwości. Ale to dotyczy ściśle SA i nam, którzy jesteśmy we wspólnocie, to pasuje. Nie czepiamy się życia ludzi spoza wspólnoty w tej materii (w moim przypadku taki wyznacznik i tak został dany przez religię). SLAA ma luźniejsze podejście w tej kwestii.

Jedyne "90 dni", jakie mi się kojarzy, wspólne dla AA, SA, SLAA to "90 mityngów w 90 dni", polegające właśnie na tym, by odwiedzić 90 mityngów pod rząd lub wdzwonić się na nie. Taki zastrzyk trzeźwości, zwłaszcza gdy ktoś nie może złapać abstynencji. W moim doświadczeniu stosowany rzadko, bo trudno taki wynik osiągnąć.

Oczywiście jest jakaś możliwość, że na Zachodzie ktoś wymyślił coś innego, ale powątpiewam. Nawet jeśli, nie jest to zasada powszechna.

 

To tyle mojego.

Raz jeszcze dziękuję!

Powinniśmy się kiedyś spotkać i pogadać o tym wszystkim.

 

Pozdrawiam świątecznie!


  • 0

#4 tomek007

tomek007

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 116 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 24.12.2017, 11:21

Bardzo wartościowy wątek. Dziękuje za podzielenie się sowimi notatkami z szerszym gronem odbiorców.


  • 0

#5 Raróg

Raróg

    Powstały z popiołu

  • Autor(ka) tematu
  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 434 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Łódź / Poznań

Napisany 01.01.2018, 18:00

Hej pomalutku

 

 

To nie ten slajd "4 basic types of neurochemistry: arousal addictions, satiation addictions, fantasy addictions, deprivation"?  ;)

A najzabawniejsze, że na tym wykładzie mnie nie było, choć dostęp do niektórych slajdów mam (nie pytaj jak ;p )

 

 

Dokładnie o ten slajd chodzi!

 

 

Nie znam takiego podejścia, oczywiście Wielka Brytania, gdzie pracuje P. Hall jest dużo bardziej zróżnicowana religijnie. Z tego co wiem, w przypadku nauki Kościoła katolickiego świadomy wybór masturbacji jest grzechem, oczywiście z okolicznościami łagodzącymi np. w wieku dorastania. Od jak to ująć "legalnego" spuszczania napięcia poza seksem małżeńskim są polucje  ;)

 

 

Wydaje mi się, że ta perspektywa może wiązać się z dominującym w Anglii Protestantyzmem. Spora część moich klientów jest protestantami z USA i oni także mają bardziej liberalny stosunek do masturbacji.

 

 

 

Ja jako seksoholik (ze specjalizacją masturbacja  :D ) mam inny problem. Przez całe życie używałem tego w połączeniu z żądzą, pornografią. fantazjami. Nie wiem jak miałbym to teraz oddzielić w swym wyformowanym nałogowo mózgu. Ryzyko jest zbyt duże. Jako anorektyk seksualny nie jestem pewnie wzorcowym przykładem, ale potrafiłem wytrzymać powyżej 90 dni bez żadnego rozładowania jeszcze bez wsparcia forum, SA, terapii. Teraz już dawno przekroczyłem ten wynik po wielokroć i na forum są inne tego przykłady. A jestem w wieku, gdy typowy facet jest bardzo aktywny seksualnie.

 

 

Ja to rozumiem w ten sposób, że popęd seksualny, podobnie jak głód, jest naturalnym popędem, który my rozregulowaliśmy, wiążąc go z niezwiązanymi z napięciem seksualnym bodźcami. Celem terapii czy też zdrowienia jest więc nie tyle zaprzestanie aktywności seksualnej, co nauczenie się, jak zdrowo i bezpiecznie obchodzić się ze swoją seksualnością. To, że ktoś "zamrozi" swoją seksualność na dłuższą ilość czasu we wszystkich jej przejawach niekoniecznie jest oznaką zdrowienia, to może być po prostu uzależnienie w stadium utajonym. 

 

Myślę, że to, jakie zachowania ktoś uznaje za niebezpieczne i niezdrowe jest kwestią indywidualną, której powinniśmy się bliżej przyjrzeć w terapii. Znam osoby które były uzależnione od pornografii i świadoma masturbacja pomogła im w zdrowy sposób rozładowywać swoje napięcie seksualne bez uciekania w fantazje, wpadania w ciągi czy negatywnych konsekwencji dla codziennego funkcjonowania. Dla innych obowiązuje zasada - dasz nałogowi palec, to zeżre całą rękę (sam się do takich zaliczam). Nie ma tu jednej recepty.

 

Jedyne "90 dni", jakie mi się kojarzy, wspólne dla AA, SA, SLAA to "90 mityngów w 90 dni", polegające właśnie na tym, by odwiedzić 90 mityngów pod rząd lub wdzwonić się na nie. Taki zastrzyk trzeźwości, zwłaszcza gdy ktoś nie może złapać abstynencji. W moim doświadczeniu stosowany rzadko, bo trudno taki wynik osiągnąć.

 

Dokładnie o tą kwestię chodziło. Paula Hall argumentowała, że założenie, że do wyzdrowienia potrzebne jest 90 dni całkowitej abstynencji od seksu ("czystości"), bierze się właśnie z tradycji "90 mityngów w 90 dni" i nie ma nic wspólnego ze zmianami zachodzącymi w mózgu czy jakimikolwiek badaniami naukowymi. Tak jak wspomniałeś, seksualność nie jest "specjalnością" AA i zastosowanie metod dotyczących alkoholu w uzależnieniu od seksu może być nie do końca sensowne.

 

Pozdrowienia!

Raróg


  • 0

#6 Dougles

Dougles

    Wyga

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 515 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Poznań

Napisany 01.01.2018, 21:52

U mnie też jest tak, że jakiekolwiek zachowania autoseksualne odpadają - próby ograniczenia się tylko do masturbacji kończyły się fiaskiem. Podejrzewam też, że tak wygląda statystyczna tendencja - myślę, że osoby u których kompulsywna masturbacja nie stanowi wzorca uzależnienia to nieliczne wyjątki. Tego rodzaju decyzję na pewno warto z kimś skonsultować.


  • 0

#7 Raróg

Raróg

    Powstały z popiołu

  • Autor(ka) tematu
  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 434 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Łódź / Poznań

Napisany 02.01.2018, 08:56

Dodam też, że podobną opinię w tym kontrowersyjnym temacie wyraził prof. Lew-Starowicz, w trakcie audycji na której łamach także się wypowiadałem w Czwórce Polskim Radiu. Sugerował on wyraźnie (w rozmowach kuluarowych lub nawet na antenie, tego już nie pamiętam) że korzystanie z pornografii należy rozdzielić od masturbacji i że świadoma masturbacja (w odróżnieniu od tej kompulsywnej) jest zdrową alternatywą dla osób nie będących w związkach.

 

Moim zdaniem takie stanowisko ma sens, biorąc pod uwagę, że masturbacja jest naturalnym przejawem ludzkiej seksualności, pojawiającym się już w życiu płodowym. Używając metafory związanej z jedzeniem, osoba kompulsywnie objadająca się, musi rozwiązać problemy stojące u podstaw kompulsji, a nie zaprzestać jedzenia. Podobnie jest z seksem. Oczywiście, z braku seksu się nie umrze, ale jest to tego samego rodzaju naturalny popęd. Niemniej, przyglądając się swojej historii mogę powiedzieć, że podobnie jak u Douglasa, próby ograniczenia się "tylko" do świadomej masturbacji kończyły się fiaskiem, prędzej czy później wracała kompulsja. Było dobrze, aż w końcu trafiał się gorszy dzień i wracałem do kompulsji. Być może wynika to z niedostatku odpowiednich kompetencji emocjonalnych lub nieprzepracowanych do końca problemów - ta praca trwa już u mnie od lat i każdego dnia uczę się czegoś nowego. Dlatego warto być bardzo ostrożnym w tej dziedzinie i wszystkiemu uważnie się przyglądać. Nam samym często ciężko jest ocenić czy coś jest zdrowe czy nie i potrzeba wglądu osoby trzeciej, która rozumie to zagadnienie dobrze.


Ten post był edytowany przez Raróg dnia: 02.01.2018, 09:07

  • 0

#8 pomalutku

pomalutku

    Wyga

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 813 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 05.01.2018, 18:30

 

Dokładnie o tą kwestię chodziło. Paula Hall argumentowała, że założenie, że do wyzdrowienia potrzebne jest 90 dni całkowitej abstynencji od seksu ("czystości"), bierze się właśnie z tradycji "90 mityngów w 90 dni" i nie ma nic wspólnego ze zmianami zachodzącymi w mózgu czy jakimikolwiek badaniami naukowymi. Tak jak wspomniałeś, seksualność nie jest "specjalnością" AA i zastosowanie metod dotyczących alkoholu w uzależnieniu od seksu może być nie do końca sensowne.

 

Mnie dziwi to o tyle, że jak znam 12krokówki to...nie znam takiego podejścia. "90na90" to stosunkowo rzadkie narzędzie zalecane czasem przez sponsorów, by złapać trzeźwość/przetrwać wczesne odstawienie. Nie słyszałem, żeby ktokolwiek obiecywał, że po 90 tak zastosowanych dniach coś puści. Nadal jest się bezsilnym wobec danego narkotyku. Podobnie u alkoholików: 90na90 to taka terapia szokowa, ale nikt nie obiecuje, że 91 dnia będzie można sobie golnąć bez konsekwencji. Jestem ciekaw czy na Zachodzie ktoś tak uważa, czy ktoś nie do końca ogarnął o co w tym chodzi w taki skarykaturowany obraz przedstawił Pauli Hall. Przypuszczam, że to drugie. 

Ja sam nigdy nie podjąłem się 90na90, nie zadawał mi tego sponsor, nie zadaję też podopiecznym.  Przekazuję, że niektórzy tak robią lub starali się robić. Nie wiem jak ze stosowaniem tej reguły w AA, ale chyba też nie jest powszechna. W S-grupach tym trudniej ją zastosować, bo w przeciwieństwie do AA "stężenie" takich grup w każdym mieście jest dużo mniejsze i trudniej tak ułożyć harmonogram, żeby przez 90 dni zawsze być. Nie jest to zresztą najważniejsze, jest multum innych, prostszych narzędzi. 

Tak czy siak nikt mi nigdy nie składał magicznej obietnicy 90 dni. Jak już gdzieś mi migała określona liczba dni, po których mogło być już tylko lepiej to na rozmaitych no-fapach w internecie.

Sam nieraz przebijałem 90 dni i miałem później nieprzyjemne nawroty. Znam innych, którzy też tak mieli.

W ogóle dla mnie to brzmi zbyt magicznie ;)

Dziwię się tylko, kto to P. Hall naopowiadał, bo później można mieć nieprawdziwe zdanie o dwunastokrokówkach i ich metodach.
 

Dla innych obowiązuje zasada - dasz nałogowi palec, to zeżre całą rękę (sam się do takich zaliczam). Nie ma tu jednej recepty.

 

Bardzo możliwe. Najtrudniejsze w tym nałogu jest to, że jest tak bardzo wielowzorcowy i wpadają weń ludzie z tak różnym doświadczeniem. Trudno ustalić tak proste rozwiązania jak w przypadku alkoholików, choć również tam jest różnorodność (nalewałem zupę denaturaciarzom, ale znam też profesora-alkoholika który na pierwszy rzut oka stracił przez swój nałóg naprawdę niewiele, jadąc na alko całe życie).

 

 

Dodam też, że podobną opinię w tym kontrowersyjnym temacie wyraził prof. Lew-Starowicz, w trakcie audycji na której łamach także się wypowiadałem w Czwórce Polskim Radiu.

 

Oo, jak jest link to chętnie posłucham.

Acz ile głów, tyle opinii, a wraz z wzrostem ilości obiektów badań i naukowców się tym zajmującym kolejne stanowiska na temat masturbacji będą się zapewne pojawiać (i będą zapewne powieleniem tych trzech szkół, które już znamy ;p ). ("Trzy szkoły" - w uproszczeniu: 1. ZUO/ 2. normalna sprawa, którą można nadużyć / 3. Ekstra, każdy powinien)

 

Używając metafory związanej z jedzeniem, osoba kompulsywnie objadająca się, musi rozwiązać problemy stojące u podstaw kompulsji, a nie zaprzestać jedzenia. Podobnie jest z seksem.

 

Często zwraca się uwagę, że uzależnienie od seksu to bardziej typ uzależnienia od jedzenia, a nie narkomania czy alkoholizm.

Osobiście ciągle myślę czy to nie coś pośrodku między tymi dwiema ścieżkami.

Ponieważ instynkt seksualny jest POTĘŻNY (oj, wiem coś o tym), jednakże nieuciekanie się do niego nie powoduje zgonu (i to też wiem). A od jedzenia już by spowodował.

Nawet normalni ludzie muszą być gotowi na dłuższe przerwy: zalecenie lekarza, ciąża, połóg, dłuższe rozstanie. Mówienie im, że muszą się jakoś wyładować to samospełniająca się przepowiednia. Jasne, może być dyskomfort. Ale miałem dyskomfort nieraz gdy dziewczyna, która bardzo mi się podobała, z którą bardzo chciałem być miała chłopaka i nie była mną zainteresowana. I w końcu się do tego przyzwyczaiłem. Nie zawsze musi być komfortowo i nie zawsze nasze potrzeby muszą być zaspokojone. Nawet tak potężne jak miłosno-seksualne. Oglądałem pornografię m.in. dlatego, że tego nie mogłem zrozumieć.

Dlatego co do potrzeby masturbacji jestem bardzo sceptyczny. I to pomimo tego, że była to moja najwierniejsza towarzyszka od dziecka (i może właśnie dlatego).

Oczywiście, to tylko moja opinia, a u profesjonalistów spór o to zapłonie jeszcze nieraz i pewnie nigdy go nie rozwiążą.

 

Nie chcę rozwalać tematu długim świadectwem (ścieżka niestety zniknęła mi dawno), ale jestem przypadkiem, któremu masturbacja bardzo zaszkodziła, szczególnie w bardzo ważnym wieku dorastania. Między innymi dzięki redukowaniu napięcia, że nie jestem w związku i nic się nie dzieje...nigdy nie stworzyłem związku. Stworzyłem układ zamknięty. Dosłownie. Do streamingowej pornografii dostałem się "dopiero" w 20 roku życia, z paroma epizodami poprzedzającymi, ale "przetrącony" byłem już dużo wcześniej. Oczywiście korzeni można szukać i nadal to robię.

 

Być może wynika to z niedostatku odpowiednich kompetencji emocjonalnych lub nieprzepracowanych do końca problemów - ta praca trwa już u mnie od lat i każdego dnia uczę się czegoś nowego. Dlatego warto być bardzo ostrożnym w tej dziedzinie i wszystkiemu uważnie się przyglądać.

 

Pewnie. To ciągle dziedzina to badania.

Przy okazji wspomnę o jeszcze jednym przemyśleniu. Mnie zawsze fascynuje wykres rozwoju uzależnienia alkoholowego:

http://alkoholizm-fo...zy-uzaleznienia

Nawet przy strzałce trzeźwienie, po wyjściu z tego całego piekła widnieje ostrzeżenie "NIE MA POWROTU DO PICIA KONTROLOWANEGO".

Tylko czy to nie jest jedynie założenie? Czy zmiany w mózgu są nieodwracalne?

Ktoś powie "alkohol to chemia", ale my przy MO, PMO też tworzymy multum chemii na żądanie. Problem nieodwracalności jak najbardziej nas dotyczy.

Od czasu do czasu rejestruje się deklaracje tak zwanych ozdrowiałych alkoholików.

Ludzie ci twierdzą, że z różnych przyczyn (czy to religijnych czy długiego stażu abstynencji) poradzili sobie z alkoholizmem. Nawet wypicie nie spowoduje ciągu. Jest pewien "problem". Zazwyczaj i tak nie chcą już pić :D

(opinia alkohlika Meszuge na ten temat - sceptyczna: http://www.alko.opole.pl/alko5-12.html )

 

Moim zdaniem pytanie faktycznie jest otwarte. Czy bez n lat bez masturbacji zareaguję na nią tak samo? Czy byłoby to "dziecięce" spuszczenie napięcia czy może od razu znajdę się w momencie, w którym przerywałem ("odmrożenie lodowca") a może pójdę od razu jeszcze dalej (nawrót po siedmiu miesiącach, który kiedyś miałem był gorszy i bardziej niszczycielski niż nawroty po 3-4 tygodniach przerwy!)?

Ryzykowna sprawa.

Ale dajmy na to - jak ci niektórzy alkoholicy - faktycznie stwierdzę, że to już na mnie nie działa, że mógłbym bez negatywnych konsekwencji...

Tylko wówczas: po co to robić? Po co do tego wracać?

 

Nie wiem co mnie czeka, ale na razie wolę trzymać się tego, co uzyskałem. Przy całej samotności, którą nieraz przeżywam. Choć mam wrażenie, że przez długą abstynencję i pracę nad sobą robię lepsze wrażenie na dziewczynach niż kiedyś (choć wieele zostało do przepracowania ;) ). Czy robiłbym, gdybym się uruchamiał, bo jestem sam? Moje doświadczenie pokazuje, że nie. Bo robiłem tak przez lata i albo się staczałem, albo sprzątałem bajzel, a w najlepszym przypadku tkwiłem w miejscu.

 

Czas pokaże, jakie moje będzie sumarycznie i jakie będą doświadczenia innych. Tak czy inaczej Paula Hall będzie miała o czym pisać :)


  • 0

#9 Raróg

Raróg

    Powstały z popiołu

  • Autor(ka) tematu
  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 434 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Łódź / Poznań

Napisany 05.01.2018, 23:09

Hej!

 

Jak już gdzieś mi migała określona liczba dni, po których mogło być już tylko lepiej to na rozmaitych no-fapach w internecie.

 

No właśnie o tym mam wrażenie mówiła Paula Hall. Ja się dość często spotykam z tym mitem "90 dni" na detox czy restrukturyzację mózgu. Ale to też być może dlatego że mam głównie do czynienia z "zachodnią" populacją. Myślę że zamiarem nie była krytyka 12 kroków tylko tego "magicznego" podejścia o którym mówisz :)

 

 

 

Oo, jak jest link to chętnie posłucham.

Acz ile głów, tyle opinii, a wraz z wzrostem ilości obiektów badań i naukowców się tym zajmującym kolejne stanowiska na temat masturbacji będą się zapewne pojawiać (i będą zapewne powieleniem tych trzech szkół, które już znamy ;p ). ("Trzy szkoły" - w uproszczeniu: 1. ZUO/ 2. normalna sprawa, którą można nadużyć / 3. Ekstra, każdy powinien)

 

 

 

https://www.polskier...a-24082017-2103 - niestety bez pierwszej części, jest gdzieś na stronie, ale nie udało mi się odszukać :)

 

 

 

Nawet przy strzałce trzeźwienie, po wyjściu z tego całego piekła widnieje ostrzeżenie "NIE MA POWROTU DO PICIA KONTROLOWANEGO".

Tylko czy to nie jest jedynie założenie? Czy zmiany w mózgu są nieodwracalne?

 

 

 

Badania dotyczące plastyczności mózgu i jego możliwości regeneracji i przeorganizowania zdają się przeczyć takim założeniom. Model uzależnienia jako nieuleczalnej choroby jest obecnie kwestionowany, jak ten spór się rozstrzygnie, czas pokaże. Z drugiej strony być może jest jakiś "punkt bez powrotu", po którego przekroczeniu funkcjonowanie mózgu zmienia się tak bardzo że powrócenie do układu pierwotnego jest niemal niemożliwe. 

 

 

 

 

Od czasu do czasu rejestruje się deklaracje tak zwanych ozdrowiałych alkoholików.

Ludzie ci twierdzą, że z różnych przyczyn (czy to religijnych czy długiego stażu abstynencji) poradzili sobie z alkoholizmem. Nawet wypicie nie spowoduje ciągu. Jest pewien "problem". Zazwyczaj i tak nie chcą już pić 

 

 

Sam też spotkałem kilka tego typu osób i to nie tylko w społeczności alkoholików. Wydaje mi się to na ile dana osoba "wyzdrowiała" jest mocno indywidualne i często umyka samodzielnej ocenie. U mnie sporadyczna masturbacja w dalszej przeszłości też nie wywoływała żadnych ciągów, jeśli robiłem to tylko w sytuacjach kiedy byłem zadowolony z życia i wyciszony - czułem się po wszystkim dobrze, w zgodzie ze sobą i nie tłumiło to mojej emocjonalności wobec bliskich czy samego siebie. Tyle że czasem zdarzył się gorszy dzień i łatwiej było wtedy przyzwolić sobie na powtórzenie tego samego działania co wcześniej już nie w tak dobrym "kontekście" - użycia masturbacji jako sposobu radzenia sobie bardziej niż sposobu na wyrażenie swojej seksualności. A stąd już bardzo szybka droga do pełnego nawrotu.

 

 

 
Tylko wówczas: po co to robić? Po co do tego wracać?

 

 

Jeśli jesteś w związku, to nie widzę absolutnie żadnego powodu. Jeśli nie jesteś w związku to odpowiedź byłaby prosta - spuszczenie napięcia seksualnego w zdrowy sposób bez całkowitego zaniechania ekspresji seksualnej. Oczywiście im dojrzalsza osobowość tym lepiej radzi sobie z sublimowaniem potrzeb, ale ciężko tu mierzyć jedną miarą. Ja mogłem żyć pół roku w celibacie, a byłem w tym czasie w związku i jestem raczej aktywnym seksualnie facetem. Dodam że mimo masturbacji i intensywnego używania pornografii nie miałem problemu z wchodzeniem w związki i moje zainteresowanie płcią przeciwną raczej utrzymywało się na stałym poziomie... Nie ma tu jednej reguły.

 

 

 

Choć mam wrażenie, że przez długą abstynencję i pracę nad sobą robię lepsze wrażenie na dziewczynach niż kiedyś (choć wieele zostało do przepracowania  ;) ). Czy robiłbym, gdybym się uruchamiał, bo jestem sam? Moje doświadczenie pokazuje, że nie. Bo robiłem tak przez lata i albo się staczałem, albo sprzątałem bajzel, a w najlepszym przypadku tkwiłem w miejscu.

 

 

 

I taka szczerość i uczciwość wobec siebie jest podstawą zdrowego funkcjonowania. Też myślę że czasem lepiej dmuchać na zimne niż eksperymentować. Innych rozwiązań należy szukać, kiedy metoda którą zastosowaliśmy, nas zawodzi.


  • 0

#10 Raróg

Raróg

    Powstały z popiołu

  • Autor(ka) tematu
  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 434 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Łódź / Poznań

Napisany 06.01.2018, 13:29

Co do tego odmrażania jeszcze - ja mam poczucie, że moja praca nad seksualnością zaczęła się de facto po okresie celibatu, kiedy zacząłem być na powrót aktywny seksualnie w moim związku. Bardzo wiele schematów wtedy wróciło i musiałem w pełni stawić im czoła. 


  • 0

#11 Shaleye

Shaleye

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1307 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 06.01.2018, 17:10

 

Nawet normalni ludzie muszą być gotowi na dłuższe przerwy: zalecenie lekarza, ciąża, połóg, dłuższe rozstanie. Mówienie im, że muszą się jakoś wyładować to samospełniająca się przepowiednia. Jasne, może być dyskomfort. Ale miałem dyskomfort nieraz gdy dziewczyna, która bardzo mi się podobała, z którą bardzo chciałem być miała chłopaka i nie była mną zainteresowana. I w końcu się do tego przyzwyczaiłem. Nie zawsze musi być komfortowo i nie zawsze nasze potrzeby muszą być zaspokojone. Nawet tak potężne jak miłosno-seksualne. Oglądałem pornografię m.in. dlatego, że tego nie mogłem zrozumieć.

Dlatego co do potrzeby masturbacji jestem bardzo sceptyczny. I to pomimo tego, że była to moja najwierniejsza towarzyszka od dziecka (i może właśnie dlatego).

Bardzo dziękuję Ci POMALUTKU za tego posta. Aż go sobie wpisałem w pamiętniczek :prankster2: 

Podchwycę temat: Wiem że Raróg, wywodząc się ze szkoły Craiga Perry prezentuje założenie istnienia "nieszkodliwej masturbacji". Rozumiem bo tego też uczył mnie Craig. Mówił że muszę się "dogadać ze swoją seksualnością" przy czym Craig wiedział że jestem w stałym związku. Dokąd doprowadziło mnie takie podejście? Ano trochę pokręciłem się w kółko. Parę lat. Robiłem coś co nie grało z moim wewnętrznym głosem, z moją esencją. Dziś uważam ( i to tylko moje zdanie) że kwestia "nienałogowej" masturbacji jest sprawą wysoce osobniczą, zależną od danej jednostki. Myślę że w moim przypadku Craig popełnił błąd. Osobiście nie widzę opcji by dobrze czuć się z masturbacją. Mając to w umyśle czuję się bardziej zmotywowany żeby przerzucić potrzeby seksualne i ewentualne ich zaspokojenie w stronę związku. Aczkolwiek uwaga pomalutku jest tu BEZCENNA. To ważna zmiana w podejściu. A na pewno dla mnie ważna zmiana.

 

I jeszcze Raróg Ciebie zagadnę:

 Znam osoby które były uzależnione od pornografii i świadoma masturbacja pomogła im w zdrowy sposób rozładowywać swoje napięcie seksualne bez uciekania w fantazje, wpadania w ciągi czy negatywnych konsekwencji dla codziennego funkcjonowania. Dla innych obowiązuje zasada - dasz nałogowi palec, to zeżre całą rękę (sam się do takich zaliczam). Nie ma tu jednej recepty.

Napisałeś że sam zaliczasz się do osób z kategorii "albo wszystko, albo nic". Jak to godzisz więc z angażowaniem się w masturbację? Chyba że coś się pod tym względem u Ciebie zmieniło?

Pozdrowienia


  • 0

#12 Raróg

Raróg

    Powstały z popiołu

  • Autor(ka) tematu
  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 434 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Łódź / Poznań

Napisany 06.01.2018, 19:01

Napisałeś że sam zaliczasz się do osób z kategorii "albo wszystko, albo nic". Jak to godzisz więc z angażowaniem się w masturbację? Chyba że coś się pod tym względem u Ciebie zmieniło?

 

 

Ano zmieniło się - po prostu zaobserwowałem, że następują u mnie spore wahania pod tym względem. W okresie bycia singlem zdarzyło mi się kilka razy masturbować bez korzystania z pornografii czy fantazjowania i negatywnych konsekwencji dla samopoczucia czy funkcjonowania, ale z czasem postępowało przechylanie się z powrotem w stronę kompulsji. Wolałem zatrzymać te eksperymenty i wrócić do pierwotnych założeń. W sytuacji kiedy jestem w związku nie widzę żadnej potrzeby ani konieczności aby się masturbować, wolę spożytkować swoją energię seksualną z partnerką. Wszystko co odciąga nas od szczęśliwego przeżywania swojego życia i seksualności należy traktować jako niezdrowe zachowanie.

 

 

 

Bardzo dziękuję Ci POMALUTKU za tego posta. Aż go sobie wpisałem w pamiętniczek  :prankster2:

Podchwycę temat: Wiem że Raróg, wywodząc się ze szkoły Craiga Perry prezentuje założenie istnienia "nieszkodliwej masturbacji". Rozumiem bo tego też uczył mnie Craig. Mówił że muszę się "dogadać ze swoją seksualnością" przy czym Craig wiedział że jestem w stałym związku. Dokąd doprowadziło mnie takie podejście? Ano trochę pokręciłem się w kółko. Parę lat. Robiłem coś co nie grało z moim wewnętrznym głosem, z moją esencją. Dziś uważam ( i to tylko moje zdanie) że kwestia "nienałogowej" masturbacji jest sprawą wysoce osobniczą, zależną od danej jednostki. Myślę że w moim przypadku Craig popełnił błąd. Osobiście nie widzę opcji by dobrze czuć się z masturbacją. Mając to w umyśle czuję się bardziej zmotywowany żeby przerzucić potrzeby seksualne i ewentualne ich zaspokojenie w stronę związku. Aczkolwiek uwaga pomalutku jest tu BEZCENNA. To ważna zmiana w podejściu. A na pewno dla mnie ważna zmiana.

 

 

 

 

Tu bardzo cenne jest zacytowane przeze mnie wyżej zadanie Pauli Hall, w którym zaznacza się rodzaje aktywności seksualnej które są nie OK (prowadzą do kompulsji) i OK (nie prowadzą do kompulsji) dla nas. Oczywiście takie rozważania trzeba prowadzić pod superwizją terapeuty lub seksuologa. Jestem po własnych doświadczeniach dużo ostrożniejszy w szafowaniu opiniami, bo każdy inaczej sobie radzi ze swoją seksualnością, jest na innym etapie zdrowienia i na innym poziomie przepracowania swoich problemów.


Ten post był edytowany przez Raróg dnia: 06.01.2018, 22:38

  • 0

#13 Shaleye

Shaleye

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1307 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 07.01.2018, 17:32

Jestem po własnych doświadczeniach dużo ostrożniejszy w szafowaniu opiniami, bo każdy inaczej sobie radzi ze swoją seksualnością, jest na innym etapie zdrowienia i na innym poziomie przepracowania swoich problemów.

 

Myślę że to bardzo rozsądne podejście.  :yes: 


  • 0