Skocz do zawartości



Zdjęcie

Lenistwo główną przyczyną trwania w nałogu?


  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
7 odpowiedzi w tym temacie

#1 masturbant94

masturbant94

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 312 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 26.11.2017, 01:00

Jeśli temat zdublowany albo do innego działu, proszę modów o modyfikację, nie znalazłem w wyszukiwarce tematu z frazą "lenistwo".

 

Dziś po 2 miesiącach czystości zaliczyłem wpadkę. Nietrudno w takim wypadku o refleksję i dość oczywiste wnioski. Zauważyłem, że cholernie trudno mi brać się za ogarnianie ważnych spraw takich jak posprzątanie pokoju, właściwy harmonogram dnia, obowiązkowość, ROBIENIE W DANYM MOMENCIE TEGO, CO WIEM, ŻE POWINIENEM. A nawet jeśli nie wiem, to nietrudno do tego rozumowo dojść. Na przykład wcześniej przytoczone posprzątanie w pokoju, modlitwa, zrobienie sobie jedzenia, wykonanie pracy, rozpoczęcie się szykowania do jakiegoś wyjścia itp. Jak spędzam czas zamiast tego? Czasem choćby to forum, w momencie kiedy nie powinienem, np w pracy. Innym razem siedzenie na fejsie, czy ogólnie bezproduktywnie na komputerze. Czytanie książki, kiedy już powinienem pójść spać. Nawet 2-godzinna rozmowa ze współlokatorem, która jednak do niczego nie prowadzi, a w trakcie której powinienem zrobić coś innego. Czasem nie kończę jakichś rozmów, bo nie potrafię powiedzieć, że potrzebuję poświęcić dany czas na coś innego.

Niby coś tam planuję, potem zawalam, zawsze czegoś nie dokończę albo opóźnię, albo nawet nie zrobię. W momencie, kiedy myślę np nad ugotowaniem obiadu na drugi dzień, ale trochę mnie przerasta zabranie się za to (bo chociażby od czego zacząć, czy nie za dużo czasu to zajmie?), więc siadam przed fejsem i oglądam nawet wartościowe, ale nie na ten moment, filmiki na jutubie. Znowu oddaję całą kontrolę emocjom, tak samo jak w przypadku oglądania porno i masturbacji. Myślę, że masturbacja i porno to taki wierzchołek góry nieuporządkowania, kiedy do kopca się cały czas dorzuca glebę, po pewnym czasie spada w formie lawiny (w tym wypadku może to być właśnie p+m) i nie ma opcji na inny przebieg. Łatwo jest powiedzieć "ok, zrobię to, zrobię tamto", ale w momencie podjęcia decyzji i rozpoczęcia działania zaczynają się prawdziwe schody. Mam posprzątać w pokoju? Oczywiście, jestem taki prawy, że to zrobię. I co się okazuje? Nie wiem, co, jak i gdzie przełożyć, przerasta to mnie, więc kiedy dochodzi do wykonastwa, rezygnuję. Nie macie też tak? Albo wiem, że jak nie przysiądę na [beeep]e i nie porozmawiam z Bogiem i Go nie poproszę, nie dołożę tego swojego wyrzeczenia, to nie będę w stanie przyjąć tego daru spokoju i czystości, ale i tak rezygnuję, bo nie chce mi się modlić, rozmawiać, a już przede wszystkim otwierać! Teraz kiedy o tym piszę, to też doskonale to obrazuję(przynajmniej tak mi się wydaje), natomiast nie idzie za tym moc sprawcza. Nie czuję, że pójdzie za tym czyn. Może dlatego, że siedzę przed tym kompem i stukam w klawiaturę, zamiast uklęknąć i pogadać z Tym, z Którym trzeba. Co sądzicie na ten temat? Tzn na temat oddawania pola w batalii o własny charakter i zdolności do życia uporządkowanego, w tym w czystości. Wiem, że można popaść w drugą skrajność, mianowicie kontrolowania wszystkiego, ale to też brak kontroli, gdy człowiek nie jest w stanie zorganizować sobie np. wypoczynku, chwil" na przyjemność" regenerujących siły do słusznego działania. Zapraszam do wypowiedzi Waszych opinii w temacie.


  • 2

#2 Dougles

Dougles

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 318 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Poznań

Napisany 26.11.2017, 15:00

Hej,

 

trzymaj się po tej wpadce, pamiętaj że nie wszystko stracone.

 

Mam ten sam problem - często zajmuję się pierdołami zamiast czymś pożytecznym, albo zamiast po prostu sumiennie wykonywać kolejne zadania to je odkładam do ostatniego momentu. Podejrzewam (poruszałem to też na terapii), że problem wynika z braku celów życiowych i jakiejś dalekosiężnej wizji. W przenośni można powiedzieć, że jesteśmy takimi okrętami na morzu, co czasem popłyną w jedną stronę, czasem w inną, bo nie mamy wyznaczonego stałego kursu i portu do którego chcemy dobić.

 

 

Zauważyłem, że cholernie trudno mi brać się za ogarnianie ważnych spraw takich jak posprzątanie pokoju, właściwy harmonogram dnia, obowiązkowość, ROBIENIE W DANYM MOMENCIE TEGO, CO WIEM, ŻE POWINIENEM. A nawet jeśli nie wiem, to nietrudno do tego rozumowo dojść.

 

 

Obiektywnie rzecz biorąc to rzeczywiście są rzeczy ważne i powinno się je robić. Ale czy rzeczywiście one subiektywnie są dla Ciebie ważne? Dlaczego właściwie powinieneś je robić, po co? Czy wykonywanie tego daje Ci coś, co jest wartościowe, zbliża Cię do osiągnięcia jakiegoś celu? U mnie odpowiedzi na pytania tego typu brzmią: "w sumie nic mi to nie daje, robię to... no właśnie po co, chyba po nic".

 

Zgadzam się, że emocje nie mogą nami sterować i też, że nie można popadać w kontrolę wszystkiego. Można powiedzieć, że dyscyplina jest dla nas, a nie my dla dyscypliny. Natomiast sądzę, że sytuacja w której bardzo często (cały czas?) ciężko nam się za różne obiektywnie istotnych rzeczy zabrać, czujemy niechęć do nich, świadczy o jakimś głębszym problemie (o ile dobrze rozumiem Twoją sytuację), bo tak po prostu nie powinno być, nie wierzę, że to normalna sytuacja. Takie ciągłe mocowanie się ze sobą jest po prostu męczące i frustrujące. Nie oczekuję, że będziemy wstawali codziennie jak skowronki, że zawsze będziemy mnóstwo energii i chęci na różne zadania, ale liczę, że jest możliwy jakiś rozsądny bilans - czasem nam się chce, czasem nie, a czasem coś jest dla nas neutralne.

 

Odpowiadając na pytanie zawarte w temacie, to moim zdaniem nie tyle lenistwo jest główną przyczyną trwania w nałogu, co, i nałóg, i lenistwo w dużej mierze wynika z braku motywacji, braku poczucia sensu w życiu. Nie wykonujemy różnych zadań, bo tak naprawdę nie czujemy że one nam coś dają, że mają sens. Podobnie nie potrafimy zdecydować się na trwałą abstynencję, bo nie widzimy w niej szczególnej wartości, nie wiemy po co właściwie mamy się decydować na takie wyrzeczenia. A jak zbudować trwałą motywację, poczucie sensu? Nie wiem, ale wierzę, że jesteśmy wszyscy w stanie to odkryć.

 

Pozdrawiam


  • 0

#3 Medianus

Medianus

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 361 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Wielkopolska

Napisany 27.11.2017, 01:12

Zaraz zobaczysz, z jak podobnymi problemami się borykamy. Nie jestem w stanie odnieść się do Twojego wpisu w całości, bo zbyt wiele szczegółów nas łączy. Dzieli nas tylko to, że ja w pierwszej kolejności zacząłem wykorzeniać te wszystkie pierdoły z mojego życia - zacząłem robić to z początkiem tego roku akademickiego i teraz to procentuje. 

 

Nietrudno w takim wypadku o refleksję i dość oczywiste wnioski. Zauważyłem, że cholernie trudno mi brać się za ogarnianie ważnych spraw takich jak posprzątanie pokoju, właściwy harmonogram dnia, obowiązkowość, ROBIENIE W DANYM MOMENCIE TEGO, CO WIEM, ŻE POWINIENEM.

 

Dlatego ja posługuje się kartką. Wszystkie - im mniejsza zdolność organizacja, tym mniejsze czynności warto uwzględnić (np. wyjście po bułki do sklepu jako duże przedsięwzięcie). Wykreślając wykonane czynności masz świadomość swojej siły sprawczej. JA pisze sobie wszystko, nawet, jeśli wiem, że tego nie zrobię - wtedy robię to następnego dnia. Wiadomo, że trudno uporać się z posprzątaniem kuchni, praniem, prasowaniem i nauką do dwóch zaliczeń, ale świadomość wielu obowiązków daje większego kopa. No i trzeciego dnia sumiennej pracy okazuje się, że nadrobiliśmy sporo zaległości. 

 

Czytanie książki, kiedy już powinienem pójść spać.

 

To moim zdaniem najlepsze co możesz robić. Czytanie książki to czynność "zamulająca" (jednak ciekawa), więc jeśli masz siłę czytać, to znaczy, że jeszcze nie chce Ci się spać. A jeśli nie chce CI się spać i nie robisz czegoś ciekawego, to wzrasta prawdopodobieństwo wpadki. Ja też czytam po nocach i nie żałuję. Jeśli nie czytam, to rzucam się po łóżku jak dzikie zwierze i myślę, że na kolejnym boku w końcu uda mi się zasnąć.;) 

 

Nawet 2-godzinna rozmowa ze współlokatorem, która jednak do niczego nie prowadzi, a w trakcie której powinienem zrobić coś innego. Czasem nie kończę jakichś rozmów, bo nie potrafię powiedzieć, że potrzebuję poświęcić dany czas na coś innego.

 

Ja utrzymuje z ludźmi, z którymi mieszkam zupełnie niezobowiązujące, kurtuazyjne kontakty. Jak koleżanka jest chora, to zrobię herbatę, "opiekuję się", sprzątam za nią, a dwugodzinna rozmowa z kimkolwiek z mieszkania zdarza mi się raz na pół roku. Ma to wiele plusów, największym jest to, że mogę pozostać całkowicie neutralny, jestem "tym lepszym" no i nie ma się o co pokłócić.

Co do "rozmów niedoończonych", to miałem ten sam problem. Czasem wręcz uważałem, że jeśli napisze komuś: "mam coś do załatwienia/muszę się pouczyć", to obrażę tą osobę, przez co zdarzało się rozmawiać do drugiej.;) Jeśli rozmawiam z kumplem, to pół biedy. ALe jeśli rozmawiam z dziewczyną... to mogiła. Teraz już tego nie robię - "uczę się, dobranoc". Wspominałem o wrażenie obrażania kogoś, dodam do tego irracjonalny lęk przed utratą sympatii w związku z urwaniem rozmowy. To mit. Długie rozmowy są męczące, nie ekscytują - urywanie rozmów zwiększa atrakcyjność społeczną, czyni z nas kogoś "niedostępnego". "Ten gość nie ma czasu, żeby ZE MNĄ rozmawiać! Musi być ciekawy, pracowity..." - jakiś.;) Odkąd zaprzestałem nocnych rozmów z koleżankami, to zaczęły do mnie dzwonić i same zagajać. :D 

 

oglądam nawet wartościowe, ale nie na ten moment, filmiki na jutubie. 

 

Youtube to najlepszy zabijacz czasu. Trudno z nim wygrać, ale jest pewien pro-tip na niego. Jutub to największe siedlisko głupoty w Polsce. Stwierdziłem, że będąc człowiekiem oczytanym, inteligentnym, w trakcie zdobywania solidnego wykształcenia słucham poglądów ludzi którzy są NIEWYOBRAŻALNIE GŁUPI. W internecie nie ma autorytetów, ja przestałem już w to wierzyć. Kapnąłem się, że mam problem, gdy jako student medycyny zacząłem zagłębiać się w blogi/filmy na youtube tworzone przez ludzi, którzy mylą podstawowe pojęcia i piszą totalne bzdury (np. o wstrzykiwaniu wody utlenionej do żył ;p). Kolejny argument, który sobie przedstawiam to: oglądasz filmik trwający godzinę, w którym ktoś [beeep]i trzy-po-trzy, a w tym czasie przeczytałbyś 50 stron książki na temat, o którym ktoś karkołomnie opowiada w tym filmie. Co da mi więcej? Wtedy wyłączam film i sięgam po jedną z 20 książek, w których trakcie czytania jestem. :D 

-----

Moja dewiza pomagająca mi walczyć z lenistwem, to: "NIKT ZA CIEBIE TEGO NIE ZROBI". Co z tego, ze nie lubię sprzątać, czy prasować. Nikogo to nie obchodzi - nikt za mnie nie zrobi prania i nikogo raczej nie będą obchodziły moje brudne gary, czy gacie pod łóżkiem. Czynności, które wydają mi się bezsensowne wykonuje z takim nastawieniem i okazuje się, że można być zadowolonym z wytarcia generalnego posprzątania pokoju. :D 


  • 0

#4 masturbant94

masturbant94

    Zadomowiony

  • Autor(ka) tematu
  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 312 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 27.11.2017, 21:48

@Dougles: Chyba masz rację z tym brakiem jasno określonego celu. Ja jednak nie rozumiem jeszcze na tyle swoich pragnień, żeby czuć się gotowym do podjęcia dalekosiężnych celów. Wiem jedynie, że niezależnie od tego, gdzie zacznę zmierzać, gdy już będę gotowy (chciałbym, żeby tak było za jakiś czas), do wszystkiego będę potrzebował siły charakteru i czystości, o które mogę zadbać już teraz. Cenną i niebanalną refleksję u mnie uruchomiłeś, w sensie trochę niepokoju poczułem na myśl, że nie zdobyłem się jeszcze na odwagę określenia najważniejszych spraw w życiu i podjęcia decyzji, i że własnie to może być ten główny problem. Dzięki za tą uwagę i za słowa otuchy na początku wypowiedzi:)

 

@Medianus: Pomysł z kartką jest niezły, myślałem nad tym, czy nie wprowadzać go na początek w robocie.

  Co do jutuba, większość rzeczy jest chyba rzeczywiście głupia, ale wydaje mi się, że można znaleźć wartościowe rzeczy. Choćby niektóre z filmików dominikanina Szustaka- czasem jak go słucham, to usłyszę coś dla mnie bardzo wartościowego.

  Jeśli chodzi o przykładową rozmowę ze współlokatorem, no to rzeczywiście ten brak asertywności czasem kuleje. Z drugiej strony w ciągu tygodnia mam mało kontaktów z ludźmi, co jest najbardziej zauważalne bliżej weekendu. Kiedy to zmęczenie i niedosyt w kontaktach i odpoczynku emocjonalnym jest nawarstwiony. Wtedy też łatwiej mi chociażby o sposób zachowywania po alko, z którego na drugi dzień nie jestem dumny. Wiem, że potrafię się zachować jak wyposzczony, spuszczony z łańcucha, więc muszę zadbać o systematyczny, zdrowy odpoczynek, jeśli chcę funkcjonować, jak w miarę normalny człowiek xD 

  No dewizy są dobre, pomagają rozumowo wytłumaczyć sobie sens tych wszystkich pierdół (które w sumie pierdołami nie są).

    Co do czytania w nocy, myślę, że to nie jest dobre. Wynika z mojego zegara ustawionego w sposób, który uważam za ogólnie niekorzystny dla mnie. Następnego dnia, jak co dzień, muszę ogarniać, a jak jestem niewyspany, to mam problemy emocjonalne (prowadzę rozmowy w sposób lękowy, mam gorszy nastrój, większe wahania nastroju), umysłowe (moja wydajność intelektualna jest dużo słabsza) i fizyczne (dużo jem, żeby nadrobić niedobory energetyczne, a to niewiele pomaga). Czasem czytam do zbyt późna, gdy ktoś mi sprawi przykrość albo z czymś sobie nie radzę, motyw zrozumiały, ale skutki na drugi dzień i dalsze dni wciąż te same... W moim przypadku uważam, że czytanie do późna może też być przejawem nieuporządkowania, długotrwale obniżonego nastroju, czy niedostosowania społecznego, o co łatwo u nas, nałogowców, a przynajmniej u mnie. Można to też pewno zdefiniować jako źle działającą gospodarkę hormonalną. Tak czy siak mamy na to wpływ, więc ujmowanie tego we wzory biologiczne jest mocnym okrojeniem tematu przedstawiającym tylko skutek. Przyczyną są konkretne postawy. Też nie jest tak, że codziennie czytam do trochę zbyt późna, osobiście traktuję to jako jeden z "okazjonalnych" symptomów składających się z innymi na obraz ogólnego funkcjonowania.


Ten post był edytowany przez masturbant94 dnia: 27.11.2017, 23:46

  • 0

#5 YourBrother

YourBrother

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 163 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 01.12.2017, 00:42

U mnie raczej : "Lenistwo głównym skutkiem trwania w nałogu".


  • 0

#6 kabat_one

kabat_one

    I'm an aligator

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 396 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 04.12.2017, 22:00

@Dougles: Chyba masz rację z tym brakiem jasno określonego celu. Ja jednak nie rozumiem jeszcze na tyle swoich pragnień, żeby czuć się gotowym do podjęcia dalekosiężnych celów. Wiem jedynie, że niezależnie od tego, gdzie zacznę zmierzać, gdy już będę gotowy (chciałbym, żeby tak było za jakiś czas), do wszystkiego będę potrzebował siły charakteru i czystości, o które mogę zadbać już teraz.

 

Popełniasz ogromny błąd, czekając do momentu "aż będziesz gotowy", bo możesz go nie dożyć ;) Na prawdę nie miałeś żadnych marzeń, nawet tych, które kiedyś wydawały się nierealne? Cele życiowe są najlepszym motywatorem, najlepszym środkiem na odejście od nałogów, myślenie o swoich celach pozwala łatwiej przebrnąć przez trudności i ciężkie momenty w życiu.  Charakter sam się wyrobi kiedy do dążysz do czegoś ambitnego. Grunt to się nie poddawać. 

 

Kiedy zrozumiałem, że warto dążyć do realizacji swoich wielkich marzeń, życie nabrało nowego pędu, to dzięki nim mam chęć wstawać o 4 rano i pracować nieraz po 16h dziennie, po to by ułożyć swoje życie tak jak planowałem.  


  • 1

#7 Dougles

Dougles

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 318 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Poznań

Napisany 04.12.2017, 22:36

@kabat_one

 

Wydaje mi się, że masz rację, że cele życiowe są wspaniałym motywatorem i chyba nawet posunąłbym się do stwierdzenia, że bez nich odejście od nałogu jest niemożliwe. Ale uwierz, że można nie mieć czy nie być świadomym swoich marzeń, pragnień i w związku z tym nie mieć celów życiowych. Ja jestem niestety w takim momencie i nie jest to fajne, ale tak po prostu jest. Mam jednak nadzieję, że wkrótce uda mi się zidentyfikować jakie wartości są dla mnie ważne i sformułować te cele. To podstawa.

 

Pozdrawiam


  • 0

#8 kabat_one

kabat_one

    I'm an aligator

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 396 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 05.12.2017, 19:02

@kabat_one

 

Wydaje mi się, że masz rację, że cele życiowe są wspaniałym motywatorem i chyba nawet posunąłbym się do stwierdzenia, że bez nich odejście od nałogu jest niemożliwe. Ale uwierz, że można nie mieć czy nie być świadomym swoich marzeń, pragnień i w związku z tym nie mieć celów życiowych. Ja jestem niestety w takim momencie i nie jest to fajne, ale tak po prostu jest. Mam jednak nadzieję, że wkrótce uda mi się zidentyfikować jakie wartości są dla mnie ważne i sformułować te cele. To podstawa.

 

Pozdrawiam

 

Wiele lat nie wiedziałem czego w życiu chce, do tego też trzeba dojść. Trzeba zacząć robić wiele rzeczy,  żeby się  dowiedzieć w czym się można spełniać i w jakiej dziedzinie jest ukryty ten osobisty cel życiowy. Warto podejmować ryzyko i często zmieniać pracę.  Wielu z nas chodziło do nie jednej państwowej szkoły,  pod przymusem rodziny, społeczeństwa, systemu jaki panuje - uczyło się robić masę rzeczy, do których się nie jest stworzonym.  Studia ukierunkowane pod kontem "przyszłościowego zawodu". Później praca, również wybierana innym kątem, niż własne upodobanie. Potem małżeństwo, dzieci i nieustanna dekoncentracja, nawał nieprzyjemnych obowiązków... Wiele lat słuchania i wykonywania czynności niezgodnych z własną wolą i przeznaczeniem, powoduje, że ludzie stają się zblazowani, tracą  marzenia, wielkie cele, które były w nas od dzieciństwa.  Przynajmniej tak było w moim przypadku. Życie prowadzone od soboty do soboty, bez żadnych planów na kolejny dzień, co dopiero na kolejny miesiąc. Jednak  trzeba zrozumieć, że mimo tego wszystkiego, w każdym dniu można wyegzekwować parę godzin tylko dla siebie, dla swoich pomysłów i celów. Które btw trzeba  rozplanowywać na kilkanaście lat ;) 

  • 0