Skocz do zawartości



Zdjęcie

uświadomiony smutek,poczucie winy,żal


  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
3 odpowiedzi w tym temacie

#1 krzysiek1111

krzysiek1111

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 57 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 27.09.2017, 08:20

Witam

Jak wiemy nałóg to błędne koło, 1-zaabsorbowanie,2-zachowania seksualne,3 wyrzuty sumienia,smutek,ból i tak w kółko.

Chodzi mi o ten ostatni etap, dopóki nie potraktowałem P i M jako problem, nałóg, to nie było praktycznie żadnych wyrzutów sumienia,smutku itd. Teraz kiedy wiem, że mam problem i upadne , wpadam w potworny ból,żal,smutek nie dam radę funkcjonować- przeważnie 2 dni po wpadce chodzę jak zombi, boje się jeździć samochodem, jakakolwiek czynność to masakra, najchętniej bym się zaszył gdzieś lub skończył ze sobą . 

Jak to było u was, czy proces wyglądał podobnie ??

Mod: jeśli był podobny wątek proszę o usunięcie. 


  • 0

#2 Giewont

Giewont

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 25 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 27.09.2017, 09:52

U mnie wygląda to bardzo podobnie. 20-kilka lat oglądania pornografii, jeszcze dłużej onanizm i właściwie jedyne wyrzuty sumienia i doły miałem, jak upadałem pierwszy raz po spowiedzi. Później szybko drugi onanizm, żeby wyciszyć sumienie i dalej mogłem już w to brnąć na zimno, bez bólu.

Nawet będąc już w małżeństwie pornmografia i onanizm nie wywoływały u mnie wyrzutów, że to jakaś forma zdrady małżeńskiej.

Gdy kilka lat temu (dopiero!) uświadomiłem sobie, że mam problem i to co robię nie jest normalne, to każda sesja z pornografią, po chwilowym haju i rozluźnieniu, powoduje doły nie do zniesienia, łzy, złość na siebie, poczucie krzywdy jaką wyrządzam sobie i żonie. Trwa to 2-3 dni, najgorszy jednak jest ten pierwszy dzień. Dlatego wolę upaść wieczorem i przespać ból, niż cały dzień wracać do tego myślami.

Około 5 dnia funkcjonuję już w miarę normalnie, choć radosnym bym swego życia nie nazwał.  


  • 0

#3 YourBrother

YourBrother

    Bywalec

  • Użytkownicy
  • PipPipPip
  • 163 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 28.09.2017, 13:56

Jak to było u was, czy proces wyglądał podobnie ??

 

Ta, to jest normalne. Ja upadam co parę dni niestety, więc można powiedzieć, że od wielu lat chodzę w wiecznym dołku. W pewnym sensie nic się nie da z tym zrobić, bo cała dopamina ( środek dający przyjemność ) została wyczerpana, więc musimy czekać, aż się naładuje. Mi pomagało robienie dobrych uczynków i modlitwa. Słyszałem, że jedzenie czekolady jest też dobre.


  • 0

#4 julka8

julka8

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 33 Postów:
  • Płeć:Kobieta

Napisany 29.09.2017, 22:10

Nie wiem, czy jesteś wierzący. Miałam dokładnie tak samo. A potem, pewnego dnia, dotarło do mnie, że nałóg nie jest w moich rękach. To nałóg. W moich rękach jest podjęcie decyzji. Że go nie chcę. Że mnie niszczy. Obrzydza? Męczy? Wstydzi i krępuje? Że nie lubię, jak coś nade mną panuje a nie ja nad tym... 

I ta decyzja, że go nie chcę, to - chyba - pierwszy krok ku wyzwoleniy. 

W drogę (czasem długą) ku wyzwoleniu wpisane są upadki. Kiedyś tak miałam, że upadek oznaczał brnięcie głębiej aż na dno (no dobra, tu "winiła" wiara. "i tak się muszę z tego wyspowiadać".) I nagle przyszedł taki dzień, gdy zobaczyłam (uwierzyłam), że upadek jest częścią drogi. Padam wstaję (a nie leżę i odpoczywam, bo fajnie się leży) i idę dalej. Chociaż mi się nie chcę. Choć cały czas wiem, że JUŻ upadłam, i mam plamę (na czystym ubraniu) i opóźnienie w drodze, to przestało mnie to obchodzić. Bo - jeśli droga długa, to lepiej poleżeć na niej chwilkę a potem iść dalej niż się położyć i myśleć, że dalsze "iście" nie ma sensu (a wracanie to już w ogóle. gdy się tyle przeszło). 

 

to tylko moje doświadczenie. Ale bardzo je ostatnio lubię, więc się dzielę. Powodzenia!


Ten post był edytowany przez julka8 dnia: 29.09.2017, 22:24

  • 0