Skocz do zawartości



Zdjęcie

Perfekcjonizm, skąd się bierze i jak sobie z nim radzicie.

perfekcjonizm doskonałość

  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
17 odpowiedzi w tym temacie

#1 korzeniowski

korzeniowski

    Weteran

  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2469 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:z lasu ...

Napisany 20.02.2017, 11:17

Witam,

 

Od jakiegoś czasu żyje w trzeźwości co pozwala mi pracować nad różnymi aspektami mojego życia.

Są pewne płaszczyzny których w sobie bardzo nie lubię i chciałbym to zmienić.

Kwestiami które najbardziej minie drażnią są moi klienci i mój do nich stosunek, inni kierowcy i polityka której nie potrafię już spokojnie oglądać.

Odkryłem jedną cechę wspólną mojego podejścia do tych trzech tematów i jest to permanentny brak szacunku dla drugiego człowieka.

Trudno mi było w to uwierzyć bo z natury jestem pogodnym, miłym wręcz szarmanckim facetem, niestety nie dla wszystkich.

Trudno mi się pogodzić z tym że mój klient ma inne zdanie niż ja, że jest niezadowolony z mojej pracy, że mogłem popełnić błąd, że nie jestem doskonały.

Trudno pogodzić mi się z tym że inni kierowcy jeżdżą autem  inaczej niż ja. Że jeżdżą wolniej, szybciej, mniej lub bardziej brawurowo. Jestem szczęśliwy jadąc za kimś kto jedzie dokładnie tak jak ja czyli raz na miesiąc albo 3 msc.

Trudno pogodzić mi się że politycy partii rządzącej mają inną wizję i inny styl uprawiania polityki. Mimo tego że nie jestem PiS - owcem to z przykrością stwierdzam że pod względem wiary w to że mam rację idealnie bym się na PiS - owca nadawał.

Trudno mi z tym żyć i chce to zmienić ale zauważyłem że zamiast znaleźć przyczynę tych zachowań skupiam się na nauce nowych schematów i nawyków pozwalających mi zachowywać się poprawnie (niestety wbrew swej woli i przekonaniom) co ma marne skutki.

Długo myślałem i rozmawiałem o tym choćby z terapeutą i doszedłem do wniosku że przyczyną mojego zachowania i tego jak traktuję innych ludzi jest to jak traktuję samego siebie i czego wymagam od siebie.

A czego wymagam od siebie ? Doskonałości i perfekcji !!! Niestety !!!

Niestety nigdy nie pogodziłem się z tym że mogę popełniać błędy i dla tego nie potrafię zaakceptować tego że inni je popełniają.

Nie potrafię zaakceptować w innych cech których nie akceptuje u siebie samego.

 

Perfekcjonizm, skąd się u mnie wziął ?

 

Kiedyś myślałem że wynika on z tego że rodzice nie troszczyli się o mnie, nie interesowali się mną, nie okazywali mi czułości i miłości.

Pragnąłem tego tak bardzo że starałem się być doskonały, perfekcyjny na tyle na ile potrafiło być dziecko.

Niestety moje starania nigdy nie zmieniły stosunku moich rodziców do mnie a tym samym pozostawiły we mnie uczucie że starałem się zbyt mało, że nie potrafiłem zasłużyć na ich miłość.

Do niedawna sądziłem że jest to jedyny potencjalny powód mojej postawy ale właśnie odkryłem drugi i chcę się nim z wami podzielić i zapytać co o tym sądzicie, czy macie podobne doświadczenia, refleksje dotyczące swojego życia oraz życia swoich dzieci.

Wychowałem dwójkę dzieci, przeszedłem dwa razy okres ich buntu i dojrzewania i doszedłem do wniosku że mimo wielkich skłonności dzieci do łamania zasad i przekraczania wytyczonych im granic tak naprawdę dzięki tym granicą dzieci mogą bezpiecznie szaleć i korzystać z życia ile tylko zechcą.

Dzięki granicom które wytyczają im rodzice wiedzą i czują jak daleko mogą się posunąć nie ponosząc życiowych konsekwencji.

Zawsze unikałem sytuacji zabraniania wszystkiego lub zgadzania się na wszystko co jest stosunkowo łatwym sposobem wychowywania dzieci.

Zawsze analizowałem to czy i na ile mogę im pozwolić przesuwając granice wraz z ich wiekiem i zaufaniem na jakie pracowali.

Zawsze mówiłem swoim dzieciom gdzie moim zdaniem leży granica i prosiłem by wzięli moje zdanie pod uwagę. Wytyczałem te granice i nagradzałem za ich szanowanie nie karząc za ich naruszanie. Kara była ostatecznością, konsekwencją stosowaną w przypadku drastycznego przekraczania granic.

Dzięki temu dzieci czuły się bezpieczne wiedząc na ile mogą sobie pozwolić w swoim zwariowanym świecie, czuły dreszczyk emocji z lekkiego naruszania tych granic oraz konsekwencji ich radykalnego łamania.

 

Piszę o tym dlatego że w moim życiu nikt nie mówił mi gdzie są granice. Dowiadywałem się o nich poprzez ciągłe kary i bicie gdy zdaniem rodziców je przekroczyłem.

Nikt niczego mi nie wyjaśniał w formie troski i miłości a jedynie poprzez kary i ponoszone konsekwencje które wciąż niczego mi nie tłumaczyły.

Przez całą podstawówkę nikt nie zainteresował się dlaczego mam dobre oceny a zachowanie wciąż jest nieodpowiednie na zmianę z nagannym.

Czułem się tak jakbym szedł po ciemku przez olbrzymie góry w każdej chwili mogąc się poślizgnąć i spaść w przepaść.

Nie wiedziałem którędy biegnie szlak którym mogę się bezpiecznie poruszać a tym samy zdawałem sobie sprawę że każdy popełniony błąd może być dla mnie błędem śmiertelnym.

Jestem przekonany że własnie to przeświadczenie wciąż żyje we mnie i że strach przed popełnieniem błędu nie pozwala mi uwolnić się od chorego dążenia do perfekcji.

Czuję że dopóki nie pozwolę sobie i mojemu wewnętrznemu dziecku na możliwość popełniania błędu, na bycie niedoskonałym, nigdy nie uda mi się zaakceptować tego w innym człowieku.


Ten post był edytowany przez korzeniowski dnia: 20.02.2017, 11:32

  • 0

#2 manman

manman

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1396 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 20.02.2017, 11:33

mądra refleksja

 

mam podobne schematy - też myślę, że kluczem jest tu strach

 

zresztą jest to bardzo globalny problem człowieka w ogóle (tak uważam) i ma konotacje nie tylko nałogowe itp.

to raczej fundamentalna kwestia - duchowa

 

albo się boisz (bo żyjesz w Prawie - a każdy nawet największy faryzeusz wie w głębi, że nie jest w stanie go wypełniać) - i faszyzujesz siebie i otoczenie

albo kochasz (i nie ma dla ciebie Prawa - bo masz je w swoim sercu dane gratis) - i usprawiedliwiasz wszystkich bo sam zostałeś usprawiedliwiony

 

tak ja to widzę. Dlatego uważam, że nałóg jest w pewnym sensie dla mnie darem od Boga (hoho - powiedział wewnętrzny faryzeusz - bluźnisz !) 

właśnie powoli dorastam do tego spostrzeżenia. Dzięki swojej słabości - mogę popatrzyć miłosierniej na innych (i coraz bardziej widzę, że tego nie umiem/nie umiałem)

 

tyle ode mnie


  • 1

#3 korzeniowski

korzeniowski

    Weteran

  • Autor(ka) tematu
  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2469 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:z lasu ...

Napisany 20.02.2017, 11:51

I jak tu Cie nie lubić :)

 

Ileż razy pisałem w swojej ścieżce o nałogu jak o darze od Boga i Życia.

Bardzo fajnie to wszystko ująłeś, no i ten wieczny strach i wstyd podkopujący wiarę w siebie i drugiego człowieka.


  • 0

#4 poezja

poezja

    Zeszłam na ziemię i żyję

  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1792 Postów:
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:rogi zamieniam na skrzydła anioła.....

Napisany 20.02.2017, 14:39

Masz jakiś plan jak sobie z tym poradzić?
Na mojej terapii pamietam przerabialam identyczny temat- pani perfekcyjna. Oj trudno było się zmienić
  • 1

#5 korzeniowski

korzeniowski

    Weteran

  • Autor(ka) tematu
  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2469 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:z lasu ...

Napisany 20.02.2017, 18:44

Zaczynam od rozmowy z moim wewnętrznym dzieckiem.

Sądzę że to klucz, że muszę wejść z nim w bliższą niż do tej pory relację i zapewnić go z poziomu dorosłego że może być sobą, że nie musi na nic zasłużyć, że nie musi być idealny, że może popełniać błędy i że już nigdy nie będzie sam.

Ostatnie dwie sesje przesiedziałem z kluchą w gębie nie mogąc wykrztusić z siebie słowa. Tak bardzo boje się tej relacji i bliskości. Powrotu do tamtych lat, strasznych lat.

Gdy do nich wracam czuje się sparaliżowany i bezbronny jak to dziecko.

Muszę do niego dotrzeć by przestał się bać i wstydzić.

 

Jestem ciekaw Waszych doświadczeń.

Krótko ale ładnie napisał o tym manman.

Ciekawi mnie jak sobie z tym radzicie, czy coś z tym robicie bo to przecież bardzo ważna część nas.


  • 0

#6 makulko

makulko

    Inspector

  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1928 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Łódź

Napisany 21.02.2017, 09:45

 

Jestem ciekaw Waszych doświadczeń.

Krótko ale ładnie napisał o tym manman.

Ciekawi mnie jak sobie z tym radzicie, czy coś z tym robicie bo to przecież bardzo ważna część nas.

 

Czasami wyjaśnienie naszych zachowań i nawyków może też być nieco bardziej prozaiczne.

 

Otóż istnieją (szczególnie w Polsce) różne środowiska, np. rodziny, które dość niskie poczucie własnej wartości, próbują sobie nadrobić szkalując innych. Nie chodzi mi tutaj, żeby to oceniać; roboczo zakładam, że ludzie stosujący taką metodę budowania swojego ego, po prostu nie znają innych sposobów i nie potrafią inaczej funkcjonować, bo nikt nigdy im nie pokazał, że można inaczej (tu nawiązuję do wątku o wychowaniu). Jeżeli przebywamy, lub wychowujemy się w takim środowisku, to mimowolnie przenikamy tego typu myśleniem i potem, nawet jeżeli uważamy się za miłych, pogodnych czy szarmanckich, to w momencie jakiegoś niezaplanowanego napięcia emocjonalnego wywołanego jakimś konfliktem z kimś lub różnicą zdań, lub po prostu jakimś zachowaniem, które nam nie odpowiada, to nawykowo odpala nam się ów schemat poniżania innych, którym przeniknęliśmy gdzieś w dzieciństwie. Od razu tu napiszę, że sam się czasem na tym łapię. Chodzi zatem tutaj nie tyle o wewnętrzne lęki czy napięcia, które jak słusznie manman zauważył są częścią każdego życia, ale naszą nawykową reakcję na nie. To jest trudne, bo czasem możemy dojść nie tylko do wniosku, że w naszych rodzinach nie wszystkie schematy zachowań są doskonałe, albo co gorsza, że te niedoskonałości w naszych rodzinach są próbą tuszowania różnych lęków, nieporadności, frustracji i.t.p.

 

Tymczasem (jak kiedyś usłyszałem od kogoś), nawet największy głupek ma swoją życiową filozofię i potrafi coś, czego ja nie umiem. Rozumiem to tak, że ludzie są generalnie tak skomplikowani i wielowymiarowi, że oczywiste jest, że każdy w czymś jest tam od nas lepszy, a w czymś od nas gorszy. Nawet jeżeli ktoś dla przykładu jest gorszym ode mnie kierowcą (wg mojego poglądu - jeżdżącym bardziej niebezpiecznie), to na pewno istnieją jakieś rzeczy, których ja mógłbym się od niego nauczyć. Rzecz w tym, żeby nabrać nowego nawyku, mianowicie skupiania się nie na tym, w czym ten ktoś mnie wkurza (a jak pisałem wyżej, często tak mamy ustawione filtry rzeczywistości, by wyłapywać takie rzeczy, bo to na krótką metę winduje nasze poczucie wartości), ale na tym, czego mógłbym się od tej osoby nauczyć. Nawet jeżeli nie widzę od razu takiej rzeczy, to nie znaczy zresztą, że nie czegoś takiego nie ma. Zresztą, już samo poznanie inności w sposobie myślenia drugiego człowieka, może być ciekawą i rozwijającą nauką.

 

Powyższe oczywiście nie oznacza, że nie mam się jednak odcinać od takiej osoby, jeżeli stanowi ona dla mnie jakieś zagrożenie dla życia, zdrowia, lub chociażby samopoczucia.

 

I tu też można zakończyć refleksją o wychowaniu, że to jakie poglądy mamy na temat innych ludzi oraz jak reagujemy, szczególnie w momencie, kiedy się z nimi nie zgadzamy, lub nas w czymś wkurzają (czy np napiętnowaniem, walką albo dla odmiany obniżeniem nastroju, czy też np. ciekawością i próbą wytłumaczenia sobie postępowania tego kogoś), może mieć bardzo duży wpływ na to, w jaki sposób nasze dzieci będą podchodziły w dorosłości np do kwestii odmienności czy związanych z tym konfliktów. A jeżeli dzieci są już dorosłe i nie mamy już wpływu na nie przez własny przykład i tłumaczenie, to zawsze można nasz stosunek do innych zrobić tematem np. rozmowy z nimi.

 

Mam nadzieję, ze takie podejście też może mieć swój sens.

:)

 

PS: Polityka, jaką widzimy w mediach to teatr, skonstruowany na to, by wywołać skrajne, uzależniające emocje. Tak więc fakt, że nie możesz korzeń spokojnie tego oglądać, jest reakcją prawidłową, zgodną z tym, co producenci politycznych treści oczekują od widza. Możesz być pewien, że pracują nad tym specjaliści. 


  • 1

#7 korzeniowski

korzeniowski

    Weteran

  • Autor(ka) tematu
  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2469 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:z lasu ...

Napisany 21.02.2017, 11:37

Dzięki makulko,

 

Dołożyłeś kolejny prozaiczny jak piszesz ale ciekawy kawałek tej układanki.

Widzę że też czasem tak działam i to wręcz profilaktycznie.

Często w towarzystwie niby w formie żartów dyskredytuje konkurencję.

Gdy żona czasem zwracała mi uwagę tłumaczyłem jej że taka już jest szorstka męska przyjaźń i że to takie męskie żarty. 

Tylko dlaczego w relacji face tu face potrafiłem rozmawiać z nimi na najdelikatniejsze, osobiste, często intymne tematy nie naśmiewając się z ich słabości i niedoskonałości.

Teraz widzę że robiłem to po to by w towarzystwie wypaść na ich tle lepiej co zresztą niedawno mi wytknięto i co z trudem przyjąłem do wiadomości.

Co do jazdy autem wprowadzam pewne schematy zachowań które nieco uspokajają sytuację ale one są mi takie obce, takie obok mnie a ja chciałbym czuć je w sobie, chciałbym by były częścią mnie.

Widzę że moja córka jeździ i zachowuje się za kółkiem identycznie jak ja. Tak przykro mi na to patrzeć i tylko tłumaczenie sobie że w końcu nie może być idealna pozwala mi znosić wyrzuty sumienia że ją tym zaraziłem.

A co do TV to chyba pozostaje mi mocno skorygować listę programów zamieniając TVN24 na Animal planet i Discovery a najlepiej w ogóle nie włączać telewizora na czym pewnie wyszedł bym najlepiej.

 

Jeszcze raz dziękuję ;)

Pozdrawiam serdecznie :)


  • 0

#8 QqraA

QqraA

    Dobry gips nie jest zły.

  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2718 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 21.02.2017, 12:12

Hej,

Temat szalenie ciekawy.

Na razie nie moge za duzo pisac, ale powiem Wam ze zrezygnowalem ostatnio z wszelakich wiadomosci w TV i nawet ostatnio na necie - jakos mniej sie denerwuje ta papka jednoczesnie nie widzac jakiejs straty dla siebie.

 

Q.


  • 0

#9 manman

manman

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1396 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 21.02.2017, 14:14

ja ni mam telewizora - i sobie chwalę (a i tak ciągle za mało czasu na naprawdę ciekawe i wartościowe zajęcia)

 

ostatnio też z fejsbuka zrezygnowałem (już jakieś 3 miechy) i też same plusy widzę


  • 0

#10 korzeniowski

korzeniowski

    Weteran

  • Autor(ka) tematu
  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2469 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:z lasu ...

Napisany 21.02.2017, 21:11

Fejsa nigdy nie miałem, od razu wiedziałem czym pachnie ale TV towarzyszy mi od dzieciństwa jako nagroda i trudno odebrać sobie coś na co się całe dzieciństwo czekało.

Dziś ruszyłem z miejsca z perfekcjonizmem, świeża sprawa, nie jestem jeszcze w stanie o tym pisać ale jestem mocno uśmiechnięty ,fajnie bo ostatnie sesje dały mi dość mocno w kość.

Pamiętam jak lata temu terapeuta powiedział mi że abstynencja to dopiero początek. Że dopiero wtedy można zacząć przepracowywać różne trapiące nas tematy.

Wtedy pomyślałem że nie może być nic trudniejszego od abstynencji, dziś widzę że to czubek góry lodowej.


  • 0

#11 Biały Wilk

Biały Wilk

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 301 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 20.03.2017, 11:51

Mój perfekcjonizm to skrypt, że aby zasługiwać na miłość muszę być jak najlepszy. Tylko wtedy otoczenie będzie mnie szanowało. Jak coś zrobię źle to jestem zerem. Trochę ten świat wokoło jest taki, że liczy się siła i sukces. W TV jest masa przykładów :D Niestety mas-media to wywieranie wpływu na ludzi więc mam i ja :D Ze zgrozą patrzę na to co moje dziecko ma w szkole podstawowej. Jaką to zawziętością dzieciaki się wykazują w u[beeep]aniu kolegów i robieniu z nich kozłów ofiarnych. A czy ja jestem lepszy? Kiedy pozwoliłem wygrać dzieciom w grę planszową? Tu siedzi mój perfekcjonizm - jak przegram to stracę szacunek. Straciłem go już dawno bo wygrywałem. Pora więc może zacząć przegrywać aby wygrywać? Umrzeć aby żyć..

 

I weź tu żyj bezrefleksyjnie ;)


  • 0

#12 korzeniowski

korzeniowski

    Weteran

  • Autor(ka) tematu
  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2469 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:z lasu ...

Napisany 20.03.2017, 14:39

Paradoksalnie im więcej pozwalam sobie na błędy tym mam większe poczucie wartości i mnie się zawstydzam.

Będąc perfekcjonistom nigdy nie będziesz tak dobry by na coś zasłużyć, to jak gaszenie pragnienia słoną wodą.

A na dodatek tego samego zaczynasz oczekiwać od innych co jest już totalną porażką w nastawieniu do drugiego tak samo ułomnego jak ja człowieka.


  • 0

#13 stary_smok

stary_smok

    +/- czterdziestopięciolatek

  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1846 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:położenie - różne

Napisany 20.03.2017, 16:14

Aby zasłużyć na miłość muszę tylko (?) kochać.

Ale też nie można być ostatnią dupą wołową.

Pomiędzy perfekcyjną panią domu, a gościem zostawiającym puste butelki po piwie za kanapę jest duża przestrzeń do zagospodarowania.

Gorzej z nałogami.

 

s_s


  • 0

#14 Biały Wilk

Biały Wilk

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 301 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 20.03.2017, 17:00

Perfekcjonizm to beczka stresu która w każdym momencie może wybuchnąć. A stres sprzyja rozładowaniu.. nie chodzi tu o sprzątanie, bo jak swojej o tym powiedziałem, że jestem perfekcjonistą to mnie wyśmiała :P W życiu robię wszystko naj po to aby widzieć uśmiech innych i akceptację. Jak tego nie ma to się wycofuję. W szkole byłem kujonem z najlepszą średnią na maturze. Wypracowałem super podejście że wszystko mogę. Urodził mi się syn u którego zdiagnozowano ADHD. Zonk.. jaka szkoła życia! Kiedy odrabiam z nim lekcję cierpię za milion. Stres się pojawia i beczka wybucha.
  • 0

#15 korzeniowski

korzeniowski

    Weteran

  • Autor(ka) tematu
  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2469 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:z lasu ...

Napisany 20.03.2017, 17:32

Pokora i cierpliwość Cie wyleczy.


  • 0

#16 Matias

Matias

    Fallen

  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 813 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Pandemonium

Napisany 22.03.2017, 11:42

Walczę twardo ze swoim perfekcjonizmem. W sprawach zawodowych idzie mi chyba całkiem nieźle,

więcej problemu przysparzają mi potknięcia w kontaktach międzyludzkich. Ciągle sobie wytykam, że zachowałem

się nie tak, jak należy, że powiedziałem coś nie tak, jak trzeba albo, że nic nie powiedziałem, a trzeba

było powiedzieć. Czasem potrafię się katować sytuacjami sprzed lat (!) i rozpamiętywać, jak bardzo

dałem ciała.

 

Mała próbka z dzieciństwa, która niedawno mi się przypomniała i mało nie padłem ze śmiechu.

To było gdzieś pod koniec podstawówki, godzina wieczorna, wybiegałem z klatki schodowej

i niespodziewanie natknąłem się w drzwiach na moją wychowawczynię. Zaskoczony rzuciłem

"dzień dobry!"  i pobiegłem dalej. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że powinienem powiedzieć

"dobry wieczór". Przerażony tą poważną zbrodnią zamartwiałem się, aż do dnia następnego

w oczekiwaniu na spotkanie wychowawczyni, która z pewnością nie omieszka zwrócić uwagę

na moją impertynencję. Nie zwróciła. Ale i tak miałem doła.

 

Teraz się z tego śmieję, ale często robię coś podobnego nawet teraz. No może nie aż tak 

absurdalnego. Staram się ucinać takie myśli w zarodku, wybaczać sobie i znajdować racjonalne

uzasadnienia, jeśli już nic nie działa. Chyba moje samotnictwo z dzieciństwa wywarło na mnie

trwały odcisk i nadal mam kompleksy na tle społecznym.

 

Pozdrawiam

M.


  • 0

#17 Biały Wilk

Biały Wilk

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 301 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 22.03.2017, 12:14

Fallen, doskonale Cię rozumiem. Ja niestety wypracowałem mechanizm na nie zadręczanie się tego typu sprawami. Ucieczka.. Robiłem wszystko aby nie myśleć.. Niestety stres i napięcia pozostawały dalej i się kumulowały. Takie sytuacje należało przeżywać odpowiednio. Ale kto o takiej teorii mógłby mi wtedy powiedzieć ;) Jest teraz jak jest.. Trzeba nadrobić zaległości..


  • 0

#18 korzeniowski

korzeniowski

    Weteran

  • Autor(ka) tematu
  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 2469 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:z lasu ...

Napisany 22.03.2017, 13:44

Ja staram się pozwalać sobie na błędy i być z tym uczuciem niedoskonałości.

Zawstydzanie się też było sposobem wywierania wpływu na to by być perfekcyjny.

Dlatego teraz często eksperymentuję np. jadąc do sklepu do miasta w kaloszach w których pracowałem w ogrodzie.

Kiedyś przebierałem się by wyglądać jak człowiek jadąc do miasta a teraz mam to w pompie.

Nie zauważyłem by ktoś komentował mój ubiór albo by się gapił więc chyba nie jest to katastrofa wizerunkowa jak dotąd sądziłem.

 

pozdrawiam


  • 0