Skocz do zawartości



Zdjęcie

Metoda wyciszania – minimalizacja kompulsywności nałogu

poradnik

  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
Brak odpowiedzi w tym temacie

#1 RubyRaven

RubyRaven

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 6 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 16.09.2016, 13:21

Witam wszystkich walczących!

Jestem tu od niedawna, to fakt. Nie zaznajomiłem się jeszcze z metodami wyjścia z nałogu stosowanymi przez specjalistów, ale myślę, że każdy ma w tej kwestii coś do dodania. Jednemu pomaga jedno, jednemu drugie, bo każdy jest inny. Być może nie napiszę nic nowego, a może połączę niektóre metody, który już były opisywane na forum. Jeśli podobny temat był już poruszany, z góry przepraszam.

Na początku powiem, że zmagam się z nałogową masturbacją i oglądaniem pornografii już od dziesiątego roku życia. Obecnie mam dwadzieścia trzy lata. Miałem różne okresy. Czasem godziłem się z tym, co robię i mówiłem, że taki już po prostu jestem. Czasem walczyłem, ale po lepszym czasie znów upadałem na samo dno. Metoda, którą stosuję prawiła, że nie oglądam pornografii już od jakiegoś miesiąca i mój pociąg do niej jest znacznie słabszy. Udało mi się również ograniczyć masturbację i wpływ erotomanii na moje życie.

Być może nie każdy skorzysta z mojej metody, która krótko mówiąc polega na początku przede wszystkim na całkowitym zrezygnowaniu z porno, a w kolejnych miesiącach na zmniejszaniu liczby upadków z masturbacją. Być może ktoś korzystający z profesjonalnej terapii potrafi powstrzymać się i od jednego i od drugiego. Ja nie mam żony ani dziewczyny, więc nie mogę rozładować napięcia seksualnego w żaden inny sposób jak przez masturbację (Tak wiem, są ćwiczenia, kontrolowanie myśli, ale na razie czuję się na to za słaby). Myślę jednak, że w walce z tym nałogiem najważniejsze jest to, by zminimalizować jego wpływ na życie.

Podam przykład. Kiedy jakiś narząd jest zaatakowany przez raka bez sensu jest wzmacniać ten narząd, dopóki nowotwór istnieje. Tak samo w nałogu najpierw trzeba pozbyć się tego, co jest najbardziej niszczące – w większości przypadków osób na tym forum są to kompulsywna masturbacja, oglądanie pornografii i fantazjowanie. Potem dopiero można naprawiać, odbudowywać sferę życia seksualnego.

Dotychczas moja walka polegała na tym, że osiągałem na przykład dwa tygodnie czystości, pod koniec tego okresu już zalewała mnie fala erotycznych myśli i na końcu nie byłem w stanie zapanować nad niczym. Miałem też głupie podejście, że dopóki nie mam wytrysku dzień mogę uznać za czysty. Tak na marginesie, powoływanie się na kalendarz może być czasem niebezpieczne. Wystarczy wyobrazić sobie, że komuś zaczął się ciąg rano. Może on sobie pomyśleć, że aż do wieczora zrobi sobie sesję z porno, bo i tak ten dzień będzie na czarno.

W tej metodzie powołuję się na funkcję wytrysku, który „kasuje rejestr”. (Tak, ten poradnik przyda się raczej męskiej części nałogowców). Nie ważne co robiłeś przed wytryskiem. Nie ważne czy tylko się masturbowałeś przez pięć minut bez jakichkolwiek fantazji, po to by po prostu spuścić powietrze, czy miałeś sesję z porno i masturbacją, która trwała wiele godzin, a być może nawet wiele dni (tak czasem bywało w moim przypadku). Wytrysk wyprowadza cię do punktu wyjścia, kiedy to wszystkie bodźce seksualne nie mają znaczenia.

Zatem cała metoda polega na tym, by jak najbardziej zminimalizować skutki upadku. Kalendarz zawiera tylko dwa kolory. Nie pokażą one jak długo trwał upadek, jak szokujące materiały oglądałeś i ile razy to robiłeś. Dzień zielony nie pokazuje z kolei jak dobrze przeżyłeś dzień. Czy robiłeś wszystko na 100% by nie upaść, czy być może pozwalałeś sobie na jakieś fantazje seksualne albo na przykład przeglądanie pikantnych zdjęć na instagramie, które przecież niby nie są pornografią. Ja za każdy dzień przyznaję sobie punkty. Jeżeli wszystko było ok. daję sobie pięć punktów, jeśli miałem bardzo długi i upadlający upadek to daję sobie minus pięć. (Potem w zależności od postępów w danym miesiącu można siebie jakoś nagrodzić). Chodzi o to żeby upadek zawsze miał wagę -1. Oznacza to masturbację bez udziału pornografii ani materiałów, które pobudzają, na przykład skąpo ubrane dziewczyny. Taki upadek musi być krótki, bez fantazji seksualnych i stosowany tylko w ostateczności.

Chyba każdy wie kiedy występuje u niego podniecenie tak silne, że nie ma już drogi powrotu. Wtedy jedyne co możesz zrobić to podjąć decyzję, czy ten upadek będzie okropny i upadlający czy też taki, który spowoduje jak najmniejsze szkody w życiu. Chodzi o to, by wyeliminować porno.

Zapewne zajmie to kilka dni, by całkowicie rzucić porno. Mi zajęło dziesięć. Chodzi o to, by w chwili podniecenia, z którym nie jestem sobie w stanie poradzić zastosować minimalizację strat.

Kolejny krok to wyznaczyć sobie jeden miesiąc w którym postaram się mieć jak najmniej upadków, ale absolutnie nie mogą one być z porno. Każdy zna swoje możliwości. Ja na przykład postanowiłem, że zrobię to co trzeci dzień i powoli będę wydłużać ten okres, nawet o godzinę. Potem gdy porno już nie będzie miało takiego wpływu i utrwali się nowa ścieżka postępowania, będę starał się zmniejszać liczbę upadków. Jeżeli na przykład we wrześniu będę miał dziesięć upadków, to w październiku ustalę sobie, że zrobię to maksymalnie dziewięć razy. Warto też przyznawać sobie punkty za każdy dzień i je sumować, by po uzyskaniu ich odpowiedniej liczby móc się jakoś nagrodzić (np. pójść do kina czy na zakupy).

Przyznam, że jestem dopiero na początku drogi, ale jestem zachwycony. Nigdy nie miałem tylu dni bez porno. Fantazje pojawiają się coraz rzadziej i są coraz słabsze, a motywacja rośnie. Oczywiście trzeba tu wprowadzić inne rzeczy, które ułatwią cały proces wychodzenia z nałogu. Mi pomaga zaplanowanie sobie każdego dnia co do minuty, prowadzenie dziennika, ćwiczenia (Uwaga! Przetrenowanie i zmęczenie może być przyczyną upadku!) i wyciszenie przed snem, ale o tym już pewnie było. Warto też ustalić swoje własne dziesięć przykazań, wykuć je na blachę i się do nich stosować. Jedno z nich może brzmieć: „Nie zajrzę do Internetu, gdy będę sam w domu”. Albo: „Gdy zacznę bezmyślnie surfować po internecie, od razu się odłączę.” Kolejna rzecz, która mi pomaga to plany awaryjne. Wypunktowuję sobie instrukcję, którą wprowadzam za każdym razem gdy spotka mnie jakaś sytuacja. Na przykład mój plan awaryjny, gdy nie mogę spać i jestem podniecony wygląda tak:

1. Ustal co cię obudziło. Od razu idź do łazienki za potrzebą, wypij szklankę wody, przegryź coś.

2. Po powrocie do łóżka pomódl się.

3. Jeśli podniecenie powróci i nie będziesz mógł dalej zasnąć zrób coś, co odwróci twoje myśli: czytanie Pisma Świętego, słuchanie spokojnej muzyki. (odradzam telewizję, komputer, tablet czy komórkę)

4. Staraj się zasnąć. Najpierw ochłodź organizm i uspokój oddech. Jeśli po piętnastu minutach nie uda ci się zasnąć, powtórz cały proces od początku

Gdy jest ciężko warto powtarzać sobie swoje ulubione wersety albo motywując teksty, których się wcześniej nauczyłeś. Ważne też, by przygotować sobie odpowiedź na każdą myśl, która pojawia się podczas pokus. U mnie taka najczęstsza myśl wygląda tak: „Po co się tak męczysz? Zrób to, to takie przyjemne.” Odpowiadam sobie zazwyczaj w taki sposób: „Może i to jest przyjemne, ale to jak się poczuję później sprawia, że nie warto upadać.”

Uf! Trochę się rozpisałem, ale jeśli pomogę chociaż jednej osobie, to było warto się naprodukować. Życzę wszystkim powodzenia w walce!

 

 


  • 1



Także oznaczono tymi tagami: poradnik