Skocz do zawartości



Zdjęcie

Zlot SLAA - moje doświadczenia


  • Zaloguj się aby odpowiedzieć
6 odpowiedzi w tym temacie

#1 Nenna

Nenna

    Zadomowiony

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPip
  • 215 Postów:
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:Z krainy snów

Napisany 10.04.2013, 07:18

Na zlocie byłam po raz pierwszy w styczniu tego roku. Wrażenia i przeżycia przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Nie byłam wcześniej  na mityngu, zlot był więc pierwszym zetknięciem się z SLAA.

Nie żałuję ani sekundy! :) mityngi, tematy poruszane przez uczestników, otwartość ludzi, warsztaty - to wszystko działało jak jakaś magia. Każdy znajdzie tam coś dla siebie.

Mogę streścić w ten sposób - kilka dni zlotu dało mi więcej niż moja półroczna terapia.

Wiele się też nauczyłam - po pierwsze słuchać innych, nie przerywać. Nie krytykować, nie narzucać swojego zdania, nie odczuwać za innych, nie myśleć za nich. To dla mnie ważna nauka.

Jeśli tylko masz możliwość uczestniczenia w zlocie to jak najbardziej zachęcam.


  • 3

#2 Gość_iruda_*

Gość_iruda_*
  • Goście

Napisany 12.04.2013, 08:33

Na pierwszym Zlocie byłam jesienią 2011, pojechałam bardziej jako skrzywdzona żona uzależnionego, z bardzo mglistą identyfikacją swoich wzorców uzaleznienia i obsesji.

Juz po pierwszym mityngu czułam, że zmienia sie moje spojrzenie na siebie. Dzięki świadectwom mogłam dokonac indentyfikacji siebie, również jako uzależnionej od seksu i miłości; usłyszałam także nadzieję, która była mi wtedy bardzo potrzebna.

Nie żałowałam ani minuty spedzonej na tym Zlocie.

Ten najbliższy będzie moim 5-tym Zlotem, dla mnie to wielkie święto, jako dla członka SLAA, ale też możliwość spotkania przyjaciół z innych grup, patrzenia jak sie zmieniają i wzrastają, czerpania z ich siły.

Zlot nie zastąpi terapii czy regularnych mityngów, czy tez warsztatów i pracy na krokach ze sponsorem, ale jadę naładować akumulatory.


  • 3

#3 INTheJungle

INTheJungle

    Pragmatyk

  • VIP
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 660 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna

Napisany 14.05.2013, 22:00

*
POPULARNY POST!

No, to pora parę słów skrobnąć. Napiszę o tym w dwóch miejscach - tutaj podam ogólne informacje i wrażenia, przełożenie na moją historię znajdzie się na mojej ścieżce.

 

Na zlocie byłem od piątku do niedzieli, i uważam że absolutnie warto było wziąć z tego tytułu dodatkowy dzień wolnego, poświęcić weekend i 5h jazdy w jedną stronę. Nie miałem zresztą najdalej - były osoby ze śląska, lubelszczyzny, był ktoś z Kopenhagi i Brukseli. Jedna dziewczyna co tydzień dojeżdża na swój meeting 100km - to z dedykacją dla wszystkich którzy "nie mają możliwości"  ;)

 

Pierwsze wrażenie - bardzo otwarci, serdeczni i przyjaźni ludzie. Bywałem na wyjazdach integracyjnych, zlotach organizacji studenckich, i nigdzie nie poczułem się tak szybko "u siebie" jak tutaj, choć nie należę nawet do wspólnoty. Może to dziwić o tyle, że spotkałem tam ludzi bardzo różnych - wiek od 20 do 70, pochodzenie z wsi / miasteczek / miast, o różnej przeszłości, ale nie przeszkadzało to by bardzo szybko się zapoznać i złapać przyjazny kontakt, nie trzeba było pokonywać żadnych barier, to było po prostu naturalne i na miejscu.

 

Druga sprawa dla świeżaka - zderzenie z kulturą organizacji. Gdybym miał wybrać się na jeden meeting, mógłbym mieć mieszane uczucia - preambuła, odczytanie 12 kroków i 12 tradycji, wezwanie Siły Wyższej - na początku czułem się z tym trochę nieswojo (zwłaszcza jako osoba niewierząca), ale po paru meetingach mi przeszło, przyzwyczaiłem się do tego jak do śpiewania hymnu na uroczystościach państwowych ;) Sam wcześniej byłem w paru organizacjach, i wiem że takie rytuały na początku mogą wydawać się niezrozumiałe, ale z czasem się je docenia - budują jedność w organizacji, przypominają gdzie jesteś i po co tu przyszedłeś. 

 

Bardzo ciepło wspominam spotkania dookoło - mityngowe, czyli czas kiedy można było po prostu pogadać na różne tematy. Dyskusje przeciągały się do późnych godzin nocnych, w bardzo ciepłej i przyjemnej atmosferze. Rozmawialiśmy na tematy poważne, wymieniając się doświadczeniami i historią (które bywały nieraz trudne, acz w tym otoczeniu przychodziło to bardzo naturalnie, nawet w czasie przerwy obiadowej), ale też z dystansem i śmiechem. Były też rozmowy na tematy ogólne, jak się komu żyje - jak to między ludźmi, ale zawsze z poszanowaniem zasady anonimowości.

 

Co do samych meetingów, uczestniczyłem w 5. Wybór był dość szeroki, nie dało się uczestniczyć we wszystkich, a ja przyjechałem też w piątek wieczorem, drugiego dnia zlotu.

Plan zlotu można podejrzeć tutaj: http://www.slaa.pl/i...tu_KrynicaM.pdf

 

Miałem przyjemność być na:

- Mityng męski 1. Rola ojca i mężczyzn, którzy mnie wychowywali, w moim dzieciństwie? Jak rozwijam swoją męskość? Jak teraz wyglądają moje relacje z mężczyznami?

- Co wyniosłam/wyniosłem z mojego dzieciństwa?

- Program HALT. Jak stosuję go w moim zdrowieniu?

- Warsztat SLAA – Gotowość do partnerstwa. Życie w pojedynkę, czy budowanie związku?

- Mityng męski 2. Rola matki i kobiet, które mnie wychowywały, w moim dzieciństwie? Jak teraz wyglądają moje relacje z kobietami?

 

W czasie meetingu każdy kto chce się wypowiedzieć ma parę minut (od 3 do 5) na swoją wypowiedź, wzajemnych wypowiedzi w trakcie meetingu nie komentujemy. 

 

Było to dla mnie trudne, ale bardzo cenne doświadczenie. Trudne, bo sporo historii było trudnych, a w związku z dużą liczbą osób pojedyncze spotkanie trwało zazwyczaj kilka godzin. Wspomniałem, że na zlocie można było spotkać ludzi w różnym wieku, a tym samym także i z różnym stażem. Byli ludzie, którzy są we wspólnocie od kilku/kilkunastu lat, którzy swoje problemy mają w dużej mierze przerobione, ich wypowiedzi były dla mnie szczególne wartościowe. W ich wypowiedziach odnajdywałem sporo analogii do mojej historii, także w rzeczach na które nie zwracałem wcześniej uwagi. Przytoczę przykładowy cytat: "stoję w kuchni, faceci w kącie o czymś rozmawiają, a ja czułem się jak dzieciak robiący coś z boku" - jego autorem jest mężczyzna dobrze po 40. A ja mam oczywiście tak samo. Przypominało mi się też sporo trudnych sytuacji z mojego dzieciństwa, które wcześniej idealizowałem, uważając że zawsze było ok - a były czasy, kiedy moi rodzice mieli spore problemy. W trakcie tych meetingów moja teczka "dzieciństwo i dorastanie" została brutalnie otwarta i wywalona na wierzch, tak się czułem gdy wracały do mnie wszystkie trudne wspomnienia, rzeczy które wypierałem, o których zapomniałem, które wydawały mi się nieistotne. To było katharsis. O tyle lepiej je przeżyłem, że mogłem posłuchać na przykładach, jak takie doświadczenia wpływają potem na dorosłe życie - budowanie relacji, szukanie partnerów, skłonność do nałogów. Taka ciekawostka - spośród ponad 30 facetów na spotkaniu, wszyscy mieli słaby kontakt z ojcem, który nie nauczył ich podstawowych męskich umiejętności technicznych, w zakresie budownictwa/mechaniki/motoryzacji. Olśnieniem dla mnie było, gdy ktoś powiedział, że dziś dzwoni do taty spytać jak coś zrobić. Tak jak i opowieść o tym, że czyjś tata jest już po 70, i ciężko jest go zmienić, ale można go takim zaakceptować, jeśli potrafi się radzić z jego wadami. To przypomniało mi też, że nie mam w tej materii tak dużo czasu jaki mi się wydawało.

 

Dużo pokory przyniosły mi wypowiedzi mężczyzn, wyglądających na twardych i niedostępnych, któzi mówili otwarcie o swoich uczuciach, relacjach z rodzicami, rodzeństwem, dziećmi, któzi nie chcieli być "dupkami z powycinanymi uczuciami". Dużo nadzieii przyniosły mi wypowiedzi osób będących w zdrowieniu od paru lat, mówiących choćby o tym jak "mam obecnie w swoim życiu kilka naprawdę głębokich relacji, choć kiedyś myślałam że jestem do tego niezdolna", przyjemnie było takich ludzi obserwować, ich serdeczność i otwartość.

 

Nie wiem, co jeszcze mógłbym o tym napisać, mój notatnik ugina się od cytatów, które mnie zaswędziały, coś przypomniały, coś pokazały, do czegoś mnie zainspirowały. Przede wszystkim dlatego jednak ciężko jest mi to przekazać, bo było to dla mnie coś niezwykłego - a nie da się takich rzeczy opisać, trzeba je przeżyć.

 

Wady? Otwartość, wspólnota - nie każdy będzie na to gotowy, nie każdemu to będzie odpowiadać (sam nie wiem, czy do końca mi to odpowiada). Ale też nikt do tego nie zmusza. Specyficzny klimat organizacji - jak każdej innej - na początku zniechęca, potem staje się naturalny, a z czasem myślę i pomaga. Ludzie siedzący tu od lat - na początku to dziwi, potem okazuje się czymś bardzo wartościowym, i lepiej zrozumiałym - bo w tej wspólnocie można się po prostu dobrze poczuć, a i po wyzdrowieniu można po prostu pracować nad sobą, swoim charakterem, swoimi relacjami - w tej formule. Myślę, że takie spotkania byłyby wartościowe i dla osób nie będących od niczego uzależnionymi. Całkowity przekrój społeczny - nie każdy może nam od razu pasować, jak to w życiu, ale jest lekcją pokory wobec własnych uprzedzeń gdy ktoś początkowo przez nas intuicyjnie nielubiany okazuje się sympatycznym człowiekiem, który może mieć bogatsze od nas doświadczenie i zaskoczyć wartościowym spostrzeżeniem.

 

Czego żałują najbardziej? Chyba tego, że paru osób z tego zlotu pewnie już nigdy w życiu nie spotkam, a myślę o nich bardzo ciepło. A mistrzem w szybkim budowaniu relacji totalnie nie jestem. Szkoda też, że nie przyjechałem na zlot dzień wcześniej.

 

Na forum nie mamy z sobą realnego kontaktu, każdy żyje w swojej głowie gdzie jest panem i władcą, podajemy nieraz szczątkowe informacje "bo jeszcze ktoś przeczyta", a tak naprawdę bo się wstydzimy. Na mojej terapii są osoby z niewielkim stażem - terapia domyślnie trwa 6 miesięcy. Doświadczenie we wspólnocie SLAA jest tutaj czymś nowym, i bardzo wartościowym. Napewno będę chciał brać udział w meetingach u mnie w mieście, choć zdaję sobie oczywiście sprawę, że będą uboższe od tego co miałem okazję doświadczyć na zlocie. 

 

I z czystym sumieniem to samo mogę polecić każdemu forumowiczowi.


  • 5

#4 Gość_iruda_*

Gość_iruda_*
  • Goście

Napisany 15.05.2013, 08:22

Dzięki, INTJ, zwłaszcza, za wady i wspólnoty i zlotów, które tez oczywiscie są :prankster2:

właśnie po tym odróżnia sie sektę od wspólnoty: w sekcie nie ma wad, a we wspólnocie są - i przyjmuje je sie za fakt, mówi o nich, a czasem próbuje zmienic.

Ja przeżyłam bardzo trudny, ale tez dobry czas na Zlocie, doznałam i poczucia osamotnienia (wróciły do mnie jakies flesze z dzieciństwa)  i uwolnienia.

Czekam na następny Zlot: Krzydlina Mała k/Wołowa (blisko Wrocławia) - 20-22 września 2013.


Ten post był edytowany przez iruda dnia: 15.05.2013, 08:27

  • 1

#5 makulko

makulko

    Inspector

  • Moderatorzy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1888 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Łódź

Napisany 18.05.2013, 07:13

Odnoszę wrażenie, że główną wartością tego typu zlotów nie jest paradoksalnie podejmowana tematyka, ale to, że istnieje tam możliwość nawiązania otwartych relacji, w których szczerze można poruszyć tematy, które głęboko dotykają zainteresowanych. Tutaj akurat chodzi o specyficzne uzależnienie i różne zranienia, ale nie tyle temat jest ważny, ile sama możliwość podzielenia się swoim prawdziwym "ja" z innymi ludźmi, takie otwarte stanięcie w prawdzie przed drugim człowiekiem. To jest coś, co tak naprawdę powinno być standardem w codziennych relacjach z naszymi bliskimi.

 

Ja zatem odbieram tego typu wspólnoty, przede wszystkim jako szkołę prawidłowych relacji z innymi ludźmi.  Z tego względu tego typu zloty mają o tyle sens, o ile uda nam się obowiązujący tam sposób komunikacji potem zaimplementować do naszego codziennego życia.

 

Z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że ze względu na charakter środowiska, w którym zazwyczaj przebywamy nie zawsze taka implementacja jest możliwa - stąd niektórzy mogą traktować tego typu miejsca jako swoistą ucieczkę od codzienności.

 

:)


  • 2

#6 Radek 87

Radek 87

    Początkujący user

  • Użytkownicy
  • Pip
  • 32 Postów:
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Mazowsze

Napisany 18.05.2013, 17:11

Korzystam już prawie 3 lata ze wspólnot samo pomocnych i podzielę się swoim doświadczeniem:

Na mitingach zbudowałem więzi międzyludzkie jakich nigdy nie udało mi się zbudować i nauczyło mnie to ze nic tak nie zbliża ludzi jak mówienie szczerze o swoich smutkach i problemach jak i cieszenie  się sukcesami i radościami. dzięki temu spotykamy się po za mitingami( chodzi na koncerty kręgle itp)


Zasady jakie są na mitingach przełożyły się na życie codzienne:

Nie oceniamy wypowiedzi innych .Nie przerywać wypowiedzi ani ich nie komentować - nauczyłem się tak funkcjonować po za mitingami 

Nie używamy słów My, Wy Oni itp Tylko JA- Mówienie w pierwszej osobie liczby pojedynczej  również przekładało się na relacje z innymi ludźmi gdyż często zaczynam swoje zdanie od słowa JA ( Ja uważam , Ja myślę itp)

Oczywiście wsparcie i moc jaką dostaje we wspólnotach jest bezcenna.Kto by pomyślał że będę uczyć się żyć od Narkomanów i Erotomanów  

Niech Moc będzie z wami 


 


Ten post był edytowany przez Radek 87 dnia: 18.05.2013, 17:12

  • 1

#7 Abigail

Abigail

    Maniak

  • Użytkownicy
  • PipPipPipPipPipPipPipPipPipPip
  • 1356 Postów:
  • Płeć:Kobieta

Napisany 22.12.2013, 22:05

No, to pora parę słów skrobnąć. Napiszę o tym w dwóch miejscach - tutaj podam ogólne informacje i wrażenia, przełożenie na moją historię znajdzie się na mojej ścieżce.

 

Na zlocie byłem od piątku do niedzieli, i uważam że absolutnie warto było wziąć z tego tytułu dodatkowy dzień wolnego, poświęcić weekend i 5h jazdy w jedną stronę. Nie miałem zresztą najdalej - były osoby ze śląska, lubelszczyzny, był ktoś z Kopenhagi i Brukseli. Jedna dziewczyna co tydzień dojeżdża na swój meeting 100km - to z dedykacją dla wszystkich którzy "nie mają możliwości"  ;)

 

Pierwsze wrażenie - bardzo otwarci, serdeczni i przyjaźni ludzie. Bywałem na wyjazdach integracyjnych, zlotach organizacji studenckich, i nigdzie nie poczułem się tak szybko "u siebie" jak tutaj, choć nie należę nawet do wspólnoty. Może to dziwić o tyle, że spotkałem tam ludzi bardzo różnych - wiek od 20 do 70, pochodzenie z wsi / miasteczek / miast, o różnej przeszłości, ale nie przeszkadzało to by bardzo szybko się zapoznać i złapać przyjazny kontakt, nie trzeba było pokonywać żadnych barier, to było po prostu naturalne i na miejscu.

 

Druga sprawa dla świeżaka - zderzenie z kulturą organizacji. Gdybym miał wybrać się na jeden meeting, mógłbym mieć mieszane uczucia - preambuła, odczytanie 12 kroków i 12 tradycji, wezwanie Siły Wyższej - na początku czułem się z tym trochę nieswojo (zwłaszcza jako osoba niewierząca), ale po paru meetingach mi przeszło, przyzwyczaiłem się do tego jak do śpiewania hymnu na uroczystościach państwowych ;) Sam wcześniej byłem w paru organizacjach, i wiem że takie rytuały na początku mogą wydawać się niezrozumiałe, ale z czasem się je docenia - budują jedność w organizacji, przypominają gdzie jesteś i po co tu przyszedłeś. 

 

Bardzo ciepło wspominam spotkania dookoło - mityngowe, czyli czas kiedy można było po prostu pogadać na różne tematy. Dyskusje przeciągały się do późnych godzin nocnych, w bardzo ciepłej i przyjemnej atmosferze. Rozmawialiśmy na tematy poważne, wymieniając się doświadczeniami i historią (które bywały nieraz trudne, acz w tym otoczeniu przychodziło to bardzo naturalnie, nawet w czasie przerwy obiadowej), ale też z dystansem i śmiechem. Były też rozmowy na tematy ogólne, jak się komu żyje - jak to między ludźmi, ale zawsze z poszanowaniem zasady anonimowości.

 

Co do samych meetingów, uczestniczyłem w 5. Wybór był dość szeroki, nie dało się uczestniczyć we wszystkich, a ja przyjechałem też w piątek wieczorem, drugiego dnia zlotu.

Plan zlotu można podejrzeć tutaj: http://www.slaa.pl/i...tu_KrynicaM.pdf

 

Miałem przyjemność być na:

- Mityng męski 1. Rola ojca i mężczyzn, którzy mnie wychowywali, w moim dzieciństwie? Jak rozwijam swoją męskość? Jak teraz wyglądają moje relacje z mężczyznami?

- Co wyniosłam/wyniosłem z mojego dzieciństwa?

- Program HALT. Jak stosuję go w moim zdrowieniu?

- Warsztat SLAA – Gotowość do partnerstwa. Życie w pojedynkę, czy budowanie związku?

- Mityng męski 2. Rola matki i kobiet, które mnie wychowywały, w moim dzieciństwie? Jak teraz wyglądają moje relacje z kobietami?

 

W czasie meetingu każdy kto chce się wypowiedzieć ma parę minut (od 3 do 5) na swoją wypowiedź, wzajemnych wypowiedzi w trakcie meetingu nie komentujemy. 

 

Było to dla mnie trudne, ale bardzo cenne doświadczenie. Trudne, bo sporo historii było trudnych, a w związku z dużą liczbą osób pojedyncze spotkanie trwało zazwyczaj kilka godzin. Wspomniałem, że na zlocie można było spotkać ludzi w różnym wieku, a tym samym także i z różnym stażem. Byli ludzie, którzy są we wspólnocie od kilku/kilkunastu lat, którzy swoje problemy mają w dużej mierze przerobione, ich wypowiedzi były dla mnie szczególne wartościowe. W ich wypowiedziach odnajdywałem sporo analogii do mojej historii, także w rzeczach na które nie zwracałem wcześniej uwagi. Przytoczę przykładowy cytat: "stoję w kuchni, faceci w kącie o czymś rozmawiają, a ja czułem się jak dzieciak robiący coś z boku" - jego autorem jest mężczyzna dobrze po 40. A ja mam oczywiście tak samo. Przypominało mi się też sporo trudnych sytuacji z mojego dzieciństwa, które wcześniej idealizowałem, uważając że zawsze było ok - a były czasy, kiedy moi rodzice mieli spore problemy. W trakcie tych meetingów moja teczka "dzieciństwo i dorastanie" została brutalnie otwarta i wywalona na wierzch, tak się czułem gdy wracały do mnie wszystkie trudne wspomnienia, rzeczy które wypierałem, o których zapomniałem, które wydawały mi się nieistotne. To było katharsis. O tyle lepiej je przeżyłem, że mogłem posłuchać na przykładach, jak takie doświadczenia wpływają potem na dorosłe życie - budowanie relacji, szukanie partnerów, skłonność do nałogów. Taka ciekawostka - spośród ponad 30 facetów na spotkaniu, wszyscy mieli słaby kontakt z ojcem, który nie nauczył ich podstawowych męskich umiejętności technicznych, w zakresie budownictwa/mechaniki/motoryzacji. Olśnieniem dla mnie było, gdy ktoś powiedział, że dziś dzwoni do taty spytać jak coś zrobić. Tak jak i opowieść o tym, że czyjś tata jest już po 70, i ciężko jest go zmienić, ale można go takim zaakceptować, jeśli potrafi się radzić z jego wadami. To przypomniało mi też, że nie mam w tej materii tak dużo czasu jaki mi się wydawało.

 

Dużo pokory przyniosły mi wypowiedzi mężczyzn, wyglądających na twardych i niedostępnych, któzi mówili otwarcie o swoich uczuciach, relacjach z rodzicami, rodzeństwem, dziećmi, któzi nie chcieli być "dupkami z powycinanymi uczuciami". Dużo nadzieii przyniosły mi wypowiedzi osób będących w zdrowieniu od paru lat, mówiących choćby o tym jak "mam obecnie w swoim życiu kilka naprawdę głębokich relacji, choć kiedyś myślałam że jestem do tego niezdolna", przyjemnie było takich ludzi obserwować, ich serdeczność i otwartość.

 

Nie wiem, co jeszcze mógłbym o tym napisać, mój notatnik ugina się od cytatów, które mnie zaswędziały, coś przypomniały, coś pokazały, do czegoś mnie zainspirowały. Przede wszystkim dlatego jednak ciężko jest mi to przekazać, bo było to dla mnie coś niezwykłego - a nie da się takich rzeczy opisać, trzeba je przeżyć.

 

Wady? Otwartość, wspólnota - nie każdy będzie na to gotowy, nie każdemu to będzie odpowiadać (sam nie wiem, czy do końca mi to odpowiada). Ale też nikt do tego nie zmusza. Specyficzny klimat organizacji - jak każdej innej - na początku zniechęca, potem staje się naturalny, a z czasem myślę i pomaga. Ludzie siedzący tu od lat - na początku to dziwi, potem okazuje się czymś bardzo wartościowym, i lepiej zrozumiałym - bo w tej wspólnocie można się po prostu dobrze poczuć, a i po wyzdrowieniu można po prostu pracować nad sobą, swoim charakterem, swoimi relacjami - w tej formule. Myślę, że takie spotkania byłyby wartościowe i dla osób nie będących od niczego uzależnionymi. Całkowity przekrój społeczny - nie każdy może nam od razu pasować, jak to w życiu, ale jest lekcją pokory wobec własnych uprzedzeń gdy ktoś początkowo przez nas intuicyjnie nielubiany okazuje się sympatycznym człowiekiem, który może mieć bogatsze od nas doświadczenie i zaskoczyć wartościowym spostrzeżeniem.

 

Czego żałują najbardziej? Chyba tego, że paru osób z tego zlotu pewnie już nigdy w życiu nie spotkam, a myślę o nich bardzo ciepło. A mistrzem w szybkim budowaniu relacji totalnie nie jestem. Szkoda też, że nie przyjechałem na zlot dzień wcześniej.

 

Na forum nie mamy z sobą realnego kontaktu, każdy żyje w swojej głowie gdzie jest panem i władcą, podajemy nieraz szczątkowe informacje "bo jeszcze ktoś przeczyta", a tak naprawdę bo się wstydzimy. Na mojej terapii są osoby z niewielkim stażem - terapia domyślnie trwa 6 miesięcy. Doświadczenie we wspólnocie SLAA jest tutaj czymś nowym, i bardzo wartościowym. Napewno będę chciał brać udział w meetingach u mnie w mieście, choć zdaję sobie oczywiście sprawę, że będą uboższe od tego co miałem okazję doświadczyć na zlocie. 

 

I z czystym sumieniem to samo mogę polecić każdemu forumowiczowi.

 

Dziękuję za ten tekst.

 

Bo choć mam bilet, to kombinuję, by nie jechać. Doszukuję się powodów, choć wiem, że choć raz w roku powinno się tam być. To jest potrzebne, by zdrowieć. Takich doświadczeń nie da terapia, bo te spotkania są pogłębione. 

 

Więc dlaczego nie chcę jechać? Po prostu się boję, najbardziej wyjścia z domu, do ludzi, poza swoje małe ciasne "ja".  

 

Byłam przed rokiem i boję się odkrycia prawdy o sobie, o życiu, bo takie spotkania także bolą, obdzierają ze złudzeń. Ale tez jestem ciekawa czy

w perspektywie tego roku się zmieniłam. 

 

Zachęcam wszystkich, by jechać. Moja walka wewnętrzna będzie trwać, nie wiem co zwycięży. 


  • 0